Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2Min. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2Min. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 grudnia 2013

Christmas with you (2Min)


Pierwszy raz od bardzo dawna wena zawitała w moje skromne progi i oto jest Wasz świąteczny prezent :) Może bliżej świąt dorzucę jeszcze sezonowe JongKey^^ 
Mam nadzieję, że blog wróci do dawnej cotygodniowej działalności, a ja w prezencie pod choinkę (albo i wcześniej na urodziny :D) dostanę cały pakiecik tego nieznośnego stworzenia ;d
-----------------------------------------------------




Tytuł: Christmas with you
Pairing: 2Min
Gatunek: AU, obyczaj, fluff
Rating: bez ograniczeń


Niechętnie spojrzał na trzymany w rękach prezent, po czym usiadł razem ze wszystkimi do stołu, starając się powstrzymać cisnący mu się na usta grymas. Zamiast tego podniósł wzrok i uśmiechnął się sztucznie do, siedzącej naprzeciwko niego, dziewczyny. Ta natychmiast się rozpromieniła.

- Jeszcze raz dziękuję ci Mae Ri za zaproszenie. Myślę, że to doskonała okazja, żeby Taemin i Sun Ji poznali się lepiej – elegancko ubrana szatynka w średnim wieku zwróciła się do czarnowłosej pani domu.

- Też tak myślę. W końcu następne święta spędzą już jako małżeństwo. Sun Ji to taka ładna dziewczyna, Taemin jest trochę nieśmiały, ale jestem pewna, że już się polubili – odparła tamta, patrząc porozumiewawczo na syna.

- Tak, bardzo polubiłem Sun Ji. Dziękuję, że zgodziliście się nas odwiedzić – głos chłopaka był wyprany z wszelkich emocji, lecz goście zdawali się tego nie zauważać. Taemin zignorował natrętne spojrzenie swojej narzeczonej i spojrzał z utęsknieniem w stronę choinki, pod którą nie było ani jednego prezentu.

Odkąd umarł jego ojciec, wszystko się zmieniło. Jako jedyny syn musiał przejąć rodzinną firmę i rzucić szkołę, by poświęcić się pracy w biznesie. Nikt nie traktował go poważnie, bowiem miał tylko siedemnaście lat, lecz jego matce zdawało się to nie przeszkadzać. Chociaż może było zgoła odwrotnie, skoro niemal od razu po skończeniu żałoby doprowadziła do zaręczyn syna z córką właścicielki sieci hoteli w Korei, aby ten był traktowany na równi ze swoimi, o ironio, niżej postawionymi współpracownikami.

Jeszcze rok temu pod sztucznym, zielonym drzewkiem leżało mnóstwo pakunków dla każdego z członków rodziny. Taemin doskonale pamiętał jaką frajdę sprawiało mu pakowanie prezentów dla rodziców, jak i rozpakowywanie tych przygotowanych dla niego. Mimo że jego ojciec był szanowanym biznesmenem, zawsze znajdował czas dla swojej rodziny.

Matce zależało tylko na pieniądzach. Dlatego też teraz rudowłosy chłopak trzymał w rękach tylko jeden, mały pakunek przeznaczony dla jego narzeczonej.

- Taemin, może pokażesz Sun Ji naszą kolekcję obrazów? – usłyszał jak przez mgłę i niczym marionetka automatycznie wstał ze swojego krzesła, dając znak dziewczynie, by poszła za nim.

Udali się do zachodniej części domu, w której hall udekorowany był przywiezionymi z różnych krajów obrazami. Przez chwilę zapatrzył się w malowidło przedstawiające dwóch mężczyzn kryjących się za drzewami. Naprzeciw nich namalowani zostali wysoko postawieni urzędnicy z karabinami, najwyraźniej ściągający ich za jakieś przestępstwo.

- Czy wolność jest przestępstwem? Od kiedy zabrania się miłości? – rudzielec skrzywił się, znów czując nieznośny ból w okolicy serca, który zwiększył się, gdy zwrócił spojrzenie na stojącą obok niego Sun Ji. Świadomość, że spędzi z nią całe życie, przytłaczała go. Miał ochotę uciec, schować się pośród liści, by nikt nie zdołał zabrać mu tej resztki wolności, która mu jeszcze została. By nikt nie kazał mu udawać, tego, kim nie jest.

- Taemin-oppa może pokażesz mi swój pokój? Te obrazy są nudne. – jęknęła dziewczyna, wyginając usta w podkówkę.

- Jasne. – odparł, prowadząc narzeczoną do następnego pomieszczenia. Uśmiechnął się do niej wymuszenie, pozwalając jej usiąść na wielkim łóżku. Sam usiadł obok, krzywiąc się na słodki zapach jej perfum.

- Oh! Jak cudownie razem wyglądacie! – piskliwy głos jego matki drażnił jego uszy. Dwie kobiety weszły do pomieszczenia, w dłoniach trzymając aparat fotograficzny. – Musimy to uwiecznić. Taemin, obejmij Sun Ji!

- Mamo… - spróbował zaprotestować, lecz to nic nie dało. Kobieta podeszła do nich, ujmując dłoń rudzielca i kładąc ją na boku onieśmielonej nastolatki, po czym zadowolona z efektu odsunęła się, aby zrobić zdjęcie.

- Idealnie – zapewniła po chwili, wpatrując się w wyświetlacz urządzenia. – Taemin, Mae Ri zaprosiła nas nas na przyszły weekend do swojej rezydencji. Cieszysz się?

- W przyszły weekend mam zawody taneczne. Mówiłem ci, to dla mnie… - zaczął, lecz kobieta przerwała mu:

- Ah! Co ty opowiadasz! Mówiłam ci, że to nie zapewni ci przyszłości. Zajmij się teraz firmą i swoją narzeczoną, a nie marnujesz czas na głupoty.

- To nie jest głupota, mamo! Tata zawsze…

- Przestań! Ojca już tutaj nie ma i masz się mnie słuchać. Chyba nie chcesz być nieuprzejmy? Niegrzecznie by było odmawiać odwiedzin.

Taemin zagryzł wargę, czując jak w oczach zbierają mu się łzy. Dłonie zaczęły mu się trząść – zacisnął je w pięści, by nie dać nic po sobie znać i, próbując zachować kamienną twarz, wstał.

- Masz rację. To byłoby niegrzeczne. Dziękuję za zaproszenie proszę pani – tu zwrócił się do brązowowłosej kobiety. – Chętnie przyjdę, ale teraz musi mi pani wybaczyć, chcę pojechać do firmy – dodał, po czym wyszedł z pokoju i zbiegł po schodach na dół. W pośpiechu założył buty, narzucając na siebie jedynie zimowy płaszcz i wybiegł z domu.

W twarz od razu uderzył go szczypiący mróz, a w gardle zebrała się bolesna gula. Nie hamując już emocji, zaszlochał cicho, zakrywając usta dłonią – tak z przyzwyczajenia, by nikt nie usłyszał, jak płacze. Nie widział, gdzie idzie. Po prostu szedł przed siebie, niezdarnie ocierając z policzków spływające po nich łzy. Miał ochotę po prostu rzucić się w jedną z białych zasp i zasnąć. Nigdy się nie obudzić. Tak bardzo tęsknił za ojcem… Tak bardzo chciał, by ktoś tak naprawdę go pokochał. By ktoś pozwolił mu kochać. Pozwolił być sobą.

Pamiętał ten moment, kiedy powiedział matce, że jest gejem.

- Żartujesz sobie, prawda? – spytała, zaciskając usta w wąską linię i zakładając ręce na ramiona.

- Pewnie. Dla ciebie całe moje życie jest żartem, który cię doskonale bawi – odparł, chcąc odejść, lecz kobieta złapała go za ramię.

- Taemin! Chyba nie myślisz, że kiedykolwiek pozwolę ci się związać z chłopakiem? Wyobrażasz sobie, co powiedzieliby ludzie? Klienci? Firma zbankrutowała by tylko i wyłącznie dlatego, że wymyśliłeś sobie, że chcesz być inny niż wszyscy.

- Nic sobie nie wymyśliłem! Nie chciałem tej firmy! Nie obchodzi mnie, czy zbankrutuje, czy nie!

Poczuł palący ból, kiedy matka wymierzyła mu policzek. Spojrzał na nią zszokowany, jej spojrzenie było zacięte.

- Nigdy więcej nie chcę słyszeć o tym, że jesteś pedałem! – krzyknęła, odwracając się i znikając w swoim pokoju.

Niedługo potem odbyły się jego zaręczyny z Sun Ji.

Usiadł na ławce, podciągając kolana pod brodę. Cały się trząsł. Dłonie zmarzły mu tak bardzo, że skóra była czerwona, a palce z trudem się poruszały. Nie zwracał jednak na to uwagi. Skulił się w sobie, zamglonym wzrokiem wpatrując się gdzieś w pustkę, uparcie przygryzając dolną wargę.

- Załóż to – usłyszał nagle, po czym ktoś nałożył mu na głowę futrzaną czapkę.

Z wahaniem podniósł wzrok. Obok niego usiadł wysoki szatyn. Śnieg gęsto padający z nieba sypał się teraz białymi płatkami na jego rozczochrane przez wiatr włosy.

Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, lecz tamten go uprzedził:

- Nie musisz dziękować. Lubię, gdy pada śnieg – szatyn uśmiechnął się do niego, po czym spojrzał w niebo, delektując się padającymi na jego twarz płatkami. Taeminowi wydawał się taki wolny…

- Dlaczego przyszedłeś tutaj sam w Boże Narodzenie? – zapytał nagle, a rudzielec zagryzł wargę, spuszczając wzrok.

Nie wiedział, co odpowiedzieć. Bo jak miał mu to wyjaśnić? Uciekłem z domu? Moja matka mną manipuluje, bo chce mieć syna milionera? Jestem gejem, ale moja narzeczona jest we mnie szalenie zakochana?

- Nie chcesz mówić? Okej, milczeć też lubię – powiedział chłopak, zupełnie niezrażony milczeniem Taemina.

- A ty? Dlaczego spacerujesz sam w taki dzień? – zapytał rudzielec po dłuższej chwili.

- Hmm… no cóż, tak jakoś wyszło, że nie mam z kim spędzić tych świąt. Może chcesz mi potowarzyszyć? – dodał i, zanim Taemin zdał sobie sprawę z tego, co robi, wziął go za rękę, prowadząc w tylko sobie znanym kierunku.

- Gdzie idziemy? – zapytał, ledwo nadążając za szybkim krokiem wysokiego chłopaka.

- Do mnie.

- Co?! – niemal krzyknął, automatycznie zatrzymując się na środku chodnika.

- Spokojnie, nie zgwałcę cię. – zaśmiał się szatyn, a Taemin poczuł, jak w jego brzuchu pojawia się dziwne uczucie. – Chyba już wystarczająco się dzisiaj napłakałeś.

- Widziałeś? – spytał rudzielec, zawstydzony, że ktoś widział chwilę jego słabości.

- Nie musisz się tego wstydzić. Uczucia oznaczają, że jeszcze pozostało w nas coś ludzkiego. Niestety teraz to chyba rzadkie przypadki.

- Uhm – mruknął jedynie, dając się prowadzić do delikatesów otwartych dwadzieścia cztery godziny na dobę.

- Wybierz coś, co lubisz – nieznajomy uśmiechnął się do niego, popychając go lekko w stronę sklepowych półek. Taemin z wahaniem sięgnął po tabliczkę ulubionej czekolady, po chwili biorąc jeszcze drugą, dla szatyna. Niemal od razu przypomniał mu się ojciec – to on zawsze kupował mu słodycze, aby potem pomóc mu w ich pałaszowaniu.

Szatyn, widząc, że rudzielec stoi bez ruchu na środku sklepu, podszedł do niego szybko, odwracając go przodem do siebie.

- Hej, co się stało? – zapytał, zmuszając niższego chłopaka, by na niego spojrzał.

Taemin nie odpowiedział. Z jego ust wydostał się cichy szloch, a ręce trzymające czekolady opadły wzdłuż ciała. Niemal od razu silne ramiona szatyna objęły go mocno. Chłopak głaskał go uspokajająco po głowie, pozwalając, by niższy wypłakał się w jego ramiona.

- Już dobrze? – zapytał po chwili, odsuwając się lekko od niego.

- Tak, przepraszam – jęknął Taemin, speszony tym, co się przed chwilą wydarzyło. – Ja… już pójdę… - dodał, chcąc jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Ten tajemniczy gość na pewno miał go za skończonego idiotę, który ryczy bez powodu…

Szatyn dogonił go, gdy stał na przejściu dla pieszych. Objął go w pasie i niemal wepchnął do taksówki. W rękach trzymał dwie czekolady.

- Dlaczego…? – odezwał się Taemin.

- Polubiłem cię.

- Ale…

- Zjedz czekoladę, polepszy ci się – przerwał mu szatyn, wpychając do jego ust słodką kostkę.

Taemin otworzył usta, czując jak palce chłopaka delikatnie stykają się z jego wargami.

***

- Nie powiedziałeś mi jeszcze, jak się nazywasz – szatyn uśmiechnął się, stawiając przed rudzielcem kubek z parującą kawą.

- Taemin. A ty?

- Minho. Powiesz mi teraz, Taemin, co robiłeś zwinięty w kulkę na ławce w parku? – Minho spojrzał na niego łagodnym wzrokiem, łapiąc go za rękę, by dodać mu otuchy.

Rudzielec z wahaniem spojrzał na ich splecione dłonie, czując jak w żołądku rozlewa mu się jakieś przyjemne ciepło.

- Uciekłem z domu – powiedział cicho. Gdy Minho nie odpowiadał, dodał: - Teraz na pewno masz mnie za jakiegoś rozpieszczonego dzieciaka, który…

- Nie uważam, że jesteś rozpieszczonym dzieciakiem – przerwał mu szatyn. – Myślę, że jesteś zraniony i zagubiony. Nie płacz już – uśmiechnął się łagodnie, ścierając z policzka rudzielca ślad, który pozostawiły łzy.

- Dziękuję – szepnął Taemin.

- Nie ma za co, Minnie. Pij, zrobi ci się lepiej.

Rudzielec przyłożył kubek do ust, upijając kilka łyków gorącej kawy. Było mu niewyobrażalnie gorąco i zastanawiał się, czy to wina napoju, czy może czegoś zgoła innego. Nieśmiało podniósł wzrok, wpatrując się w Minho zajadającego czekoladę. Jego pełne usta były lekko ubrudzone. Cera była gładka i rumiana, a włosy gęste i lśniące. Nagle zapragnął po prostu się do niego przytulić tak, jak wtedy w sklepie, gdy szatyn go objął.

Czy właśnie tak wygląda miłość?

Gdy Minho przyłapał go na tym, że się na niego patrzy, odwrócił speszony wzrok, wkładając sobie od razu do ust kilka kostek czekolady na raz.

- Spokojnie – zaśmiał się tamten, wycierając czekoladę, która została mu w kąciku ust. – Byłeś brudny.

Taemin spojrzał na niego szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Gdy Minho uśmiechnął się do niego ciepło, zarumienił się, znowu czując ten nieznośny ucisk w żołądku.

- Słodki jesteś – zaśmiał się szatyn, czochrając jego włosy. – Pójdę pozmywać. Chcesz tutaj nocować?

- Uhm…

- Spokojnie, nie będzie mi to przeszkadzało – uprzedził jego pytanie Minho, po czym zniknął w kuchni.

***

Serce waliło mu jak oszalałe, gdy kładł się na łóżku tuż obok Minho. Szatyn pachniał kawą i czekoladą,  a jego ciało było przyjemnie ciepłe. Taemin bał się choćby poruszyć. Tysiące myśli przewijało się w jego głowie. Próbował nie myśleć o bez przerwy dzwoniącym telefonie i matce, czekającej na niego w domu. Próbował nie myśleć o szatynie leżącym tuż obok niego, o jego silnych ramionach, delikatnych dłoniach ścierających czekoladę z jego ust i ciepłym uśmiechu. Ale nie dało się nie myśleć o niczym.

- O czym tak myślisz? – usłyszał cichy szept. Oczy Minho zalśniły w ciemności. – Nie martw się tak już, wszystko będzie dobrze – dodał szatyn, a Taemin poczuł na ustach słodki pocałunek. – Obiecuję. Wiesz, że wszystkie obietnice złożone w Boże Narodzenie się spełniają? Uwierz w to – dopowiedział, przygarniając jego drobne ciało w swoje ciepłe ramiona.

Taemin przyłożył dłoń do ust. Były jeszcze lekko wilgotne.

- Wierzę – szepnął, a jego ciche słowa rozpłynęły się pośród miarowego oddechu drugiego chłopaka tuż przy jego uchu.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Znajde cie - Epilog



Gdy poczuł na swojej szyi powolne, czułe pocałunki, film nagle przestał być interesujący. Przymknął lekko oczy, rozkoszując się subtelnym dotykiem warg i lekkimi ugryzieniami. Dłoń Jonghyuna błądziła po jego policzku, palce zahaczyły o wąskie wargi, sprawiając, że Key rozchylił je delikatnie, a wtedy palce zastąpiły usta Jonghyuna, odrobinę nachalne, lecz nadal czułe. Chłopak zmusił go, by się położył i zawisł nad nim, bawiąc się jego wargami.

Key poddał się przyjemności, obejmując swojego chłopaka. Pod rękami poczuł mięśnie starszego – przesunął dłońmi wzdłuż pleców szatyna, przyciągając go jeszcze bliżej siebie.

Jonghyun oderwał się na chwilę od warg Kibuma, by pocałunkami powrócić do jego łabędziej szyi. Przyssał się do niej, tworząc na bladej skórze chłopaka czerwoną malinkę i uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy tamten jęknął cicho. Kroczem otarł się sugestywnie o jego jasne rurki, czując, jak robi mu się gorąco. Nie kochali się odkąd Key wyjechał z Seulu – od tamtego czasu minął już miesiąc, lecz Jonghyun, chcąc zdobyć zaufanie drugiego chłopaka – nie nalegał.

Podwinął odrobinę bokserkę młodszego, całując drobny meszek znaczący ścieżkę od jego pępka do skrytego miejsca pod bielizną. Kibum wygiął się lekko w łuk, nieświadomie ocierając się o Jonghyuna, który czując to, stał się jeszcze bardziej niecierpliwy i spragniony. Zdjął swoją koszulkę i z powrotem pochylił się nad Key, dłonią lekko ściskając jego przyrodzenie.

- Nie! Przestań. – chłopak odepchnął jego rękę i jakby nigdy nic, podniósł się do siadu, obciągając swoją podwiniętą koszulkę.

- O co ci chodzi?

Kibum zagryzł wargę, unikając wzroku Jonghyuna. Za każdym razem, kiedy chłopak inicjował zbliżenie, on zbywał go głupotami. W duchu dziękował szatynowi za to, że nie nalega i o nic nie pyta, jednak gdy podniósł wzrok, wiedział, że tym razem nie obędzie się bez szczerej rozmowy.

- Nieważne. – mruknął, chcąc wstać i odejść, jednak starszy przytrzymał jego ramiona zmuszając go, by ponownie usiadł na kanapie.

- Nie rozumiem cię. Kochaliśmy się już i nigdy nie miałeś z tym problemu. Wydawało mi się, że jest ci przyjemnie, dlaczego mnie odepchnąłeś? Odkąd jesteśmy razem, nie robiliśmy tego ani razu. – Jonghyun wydawał się być zdezorientowany i zraniony. – Bummie, spójrz na mnie. – dodał, gdy młodszy nadal wpatrywał się w swoje dłonie.

- Po prostu nie chcę, żebyś był ze mną tylko dla seksu. – mruknął po chwili młodszy, z wahaniem spoglądając na swojego chłopaka.

- Nie ufasz mi. – stwierdził Jonghyun, z westchnieniem opierając się o kanapę.

- Nie! To nie tak! – zaprotestował od razu Kibum.

- A jak?! Ile razy mam ci udowadniać, że cię lubię i nie zależy mi tylko na twoim ciele? Nie jesteśmy już sex friends i moje uczucia się zmieniły, ale widzę, że ty nadal traktujesz mnie tak samo. Co mam zrobić, żebyś mi zaufał?! – Jonghyun wstał z kanapy i zaczął chodzić w kółko, widocznie zdenerwowany.

- Przepraszam. – szepnął Kibum, spuszczając wzrok.

- Muszę się przejść. – mruknął Jonghyun i wyszedł z pokoju. Po chwili Key usłyszał odgłos zamykanych drzwi.

***

Taemin wiercił się niespokojnie na siedzeniu pasażera. Miał wrażenie, że ma jakieś cholerne deja vu i właśnie cofnął się w czasie do momentu, kiedy wracał z Minho samochodem z imprezy u przyjaciela. Gdyby nie fakt, że był niewidomy, pewnie znowu nie mógłby się powstrzymać chociażby przed dotknięciem go, mimo tego, że starszy prowadził.

Był pierwszy dzień wakacji i właśnie jechali do Seulu, by zabrać stamtąd rzeczy chłopaka i następnego dnia pojechać do ich rodzinnej miejscowości. Minęły trzy tygodnie, odkąd znowu byli parą i Taemin mógłby powiedzieć, że czuje się tak, jakby nigdy nic się nie zmieniło, pomijając fakt, że był odrobinę bardziej nieśmiały i dużo bardziej stęskniony za pocałunkami, wspólnym zasypianiem i tym, czego jeszcze nie doświadczyli, a czego tak bardzo pragnął. Właśnie ta nieśmiałość, spowodowana tym, co przeszedł przez ostatnie miesiące, przeszkadzała mu w zrealizowaniu jego skrytych pragnień. Peszyło go, że tak naprawdę poznawali się z Minho na nowo, a wszystko między nimi działo się jakby w zwolnionym tempie.

Ostatnio jednak coś się zmieniło, jakby zniknęła niewidoczna bariera, blokująca ich pragnienia. Minho przestał traktować młodszego jak jajko, które może się w każdej chwili rozbić, ich pocałunki coraz częściej miały w sobie ten sam chaos i zniecierpliwienie, co kiedyś, a noce spędzone w jednym łóżku wydawały się być naładowane dziwnym prądem. To sprawiało, że Taemin coraz częściej miewał sny, po których budził się zlany potem i z małym problemem w spodniach, tak, jak dzisiaj rano.

Chłopak zarumienił się na wspomnienie poranka, kiedy obudził się z namiocikiem w krótkich szortach, w których spał. Oczywiście jak na złość, kiedy szedł do łazienki, zlikwidować swój mały problem, wpadł na Minho. Niemal natychmiast zaczął się wyrywać, uciekając od obejmujących go ramion, lecz brunet tylko zaśmiał się cicho.

- Chodź. – powiedział, prowadząc go z powrotem w stronę łóżka. Cmoknął go czule w nos i ściągnął spodenki sprawiając, że twarz młodszego przybrała odcień dojrzałego pomidora.

- Hyung! Co robisz…?

Minho nie odpowiedział. Po chwili Taemin poczuł na swoim przyrodzeniu jego dużą dłoń, która przesuwała się rytmicznie w górę i w dół powodując, że chłopak jęknął cicho, zażenowany całą tą głupią sytuacją, już po chwili dochodząc na rękę swojego chłopaka.

- O czym tak rozmyślasz, że jesteś cały czerwony? – uśmiechnął się Minho.

- Kiedy dojedziemy? – jęknął Taemin. Kiedy przypomniał sobie całą sytuację, naszła go jeszcze większa ochota. I już nawet nie przeszkadzała mu jego nieśmiałość i dorodne rumieńce na policzkach – przecież Minho zna go jak nikt inny i na pewno go nie wyśmieje, ani nie odrzuci.

- Pytałeś się o to pięć minut temu. – zaśmiał się brunet.

- No bo… hyung, ja czuję się tak, jak wtedy. – powiedział cicho blondyn, mając nadzieję, że jego chłopak zrozumie aluzję.

- Jak kiedy?

- Wtedy przed wypadkiem… - burknął Taemin, przeklinając swojego Minho za to, że musiał się powtarzać.

Choi zmarszczył czoło, zastanawiając się, o co może chodzić młodszemu, kiedy nagle go olśniło. Spojrzał na Taemina, który niespokojnie wiercił się na fotelu i uśmiechnął do siebie. Prawdę mówiąc, od rana miał ochotę na to samo.

- W takim razie chyba muszę przyśpieszyć. – powiedział, z uśmiechem obserwując zawstydzonego blondyna.

***

Kiedy zamknął za sobą drzwi, mieszkanie wydawało się puste. Po rozmowie z Minho, który wyjaśnił mu zachowanie Kibuma, poczuł się trochę lepiej, lecz nadal coś bolało go w okolicach serca. Chciał, żeby chłopak mu zaufał, Key jednak potrzebował widocznie trochę więcej czasu. Bolało go to, ale wiedział, że sam jest sobie winny – gdyby nie odstawił szopki w klubie, chłopak nie miałby teraz oporów przed otworzeniem się przed nim.

Wszedł do ich sypialni i zapalił światło. Key siedział na łóżku w samych bokserkach. Wyglądał na trochę przestraszonego i niezdecydowanego. Jonghyun nie zdążył zdjąć bluzy, kiedy ten podszedł do niego, całując go mocno w usta. Starszy odwzajemnił pocałunek, widząc jednak, że Kibum się zmusza, odsunął go od siebie delikatnie i spojrzał mu w oczy.

- Nie zmuszaj się.

- Nie zmuszam. Chcę ci pokazać, że ci ufam.

- To nie jest dobry pomysł. Nie jestem z tobą dla seksu, więc mogę poczekać, aż sam będziesz tego chciał. – zapewnił Jonghyun, rozbierając się i kładąc na łóżku.

- Nie jesteś zły? – spytał po chwili Key, kładąc się obok niego. Czuł się głupio, nie dopuszczając do siebie chłopaka, ale nic nie mógł poradzić na swoje uczucia.

- Nie. Może to dobry pomysł? Podobno to, na co długo czekaliśmy, lepiej smakuje. – odparł, uśmiechając się do swojego chłopaka.

***

          - Jesteśmy. – oznajmił Minho, gasząc silnik.

Taemin poczuł, jak zaczyna się denerwować. Nagle obleciał go strach i zaczął mieć wątpliwości, czy nie zawiedzie chłopaka i czy będzie umiał sprawić mu przyjemność – w końcu był w tych sprawach kompletnie zielony, a jedyne doświadczenie jakie miał, to te zdobyte razem z Minho.

Choi widząc, że blondyn się stresuje, objął go i cmoknął w policzek, prowadząc po schodach do jego mieszkania. Otworzył drzwi, wpuszczając go do środka, a sam udał się do kuchni, chcąc przygotować im coś do picia i dać czas do namysłu młodszemu.

Taemin stał przez chwilę w hallu, nie bardzo wiedząc, co robić. Jednocześnie był zdenerwowany i trochę przestraszony perspektywą przeżycia swojego pierwszego razu, a z drugiej strony chciał, by Minho całował go do utraty tchu już teraz, natychmiast.

Zagryzł wargę, kierując się w stronę kuchni w której krzątał się brunet i podszedł do niego, obejmując chłopaka od tyłu. Przez chwilę wsłuchiwał się w bicie swojego serca które ze strachu waliło jak oszalałe, po czym powiedział cicho, z trudem wydobywając z siebie głos:

- Hyung, pocałuj mnie.

Minho odwrócił się niemal natychmiast wpijając się wargami w chętne usta Taemina, który jęknął cicho, ze zniecierpliwieniem oddając pocałunek. Brunet zmusił go, by cofnął się do tyłu, kierując ich powolnymi, niezdarnymi krokami w stronę swojego pokoju. Popchnął Taemina na łóżko, a blondyn przywarł do niego mocniej, zawieszając się na nim niczym koala.

Minho oderwał się na chwilę od ust chłopaka, przyglądając się jego zarumienionej twarzy. Pogłaskał go po zmierzwionych, jasnych włosach i lekko musnął ustami jego szyję.

- Kiedy tak robisz, jeszcze bardziej się denerwuję. – jęknął młodszy, odchylając głowę i wzdychając cicho, gdy brunet składał na jego szyi delikatne pocałunki.

- Słyszę. – mruknął starszy, przykładając dłoń do serca chłopaka. Klatka piersiowa Taemina unosiła się szybko. – Ale wcale mi to nie przeszkadza. – powiedział, by dodać mu otuchy i lekko nadgryzając skórę na szyi blondyna. Po chwili zassał ją lekko, tworząc na jego ciele małą malinkę. Dłonią lekko musnął sutki chłopaka, wciąż ukryte pod koszulką, i otarł się biodrami o jego przyrodzenie, powodując, że z jego ust wypłynęło słodkie jęknięcie.

- Hyung… gorąco. – westchnął Taemin.

Minho uśmiechnął się pod nosem, podwijając koszulkę chłopaka, by po chwili zdjąć ją i rzucić gdzieś na podłogę. Ustami przywarł do lekko umięśnionego brzucha Taemina, zostawiając na jego skórze mokrą, lśniącą ścieżkę. Jednocześnie dłonią delikatnie stymulował ukrytego pod szortami członka chłopaka.

Taemin nie hamował cichych westchnięć i jęków, obejmując mocniej umięśnione plecy Minho i przyciągając go bliżej siebie. Czuł, jak na skórze perli mu się pot, a spodenki uciskają coraz bardziej. Miał ochotę zabrać rękę Minho, która sprawiała mu tak wielką przyjemność – miał wrażenie, że dłużej nie wytrzyma.

Minho przygryzł jeden z jego sterczących sutków, wolno przesuwając dłonią po wybrzuszeniu w spodniach chłopaka, kiedy drobna dłoń Taemina ujęła jego palce, zmuszając go, by mocniej zacisnął rękę na jego członku. 

- Ugh… Minho, Minho… Minho… nie… ja… - ciche słowa wydostawały się z jego wyschniętych, rozchylonych ust. Brunet jak zauroczony wpatrywał się w zarumienioną twarz swojego chłopaka i lekko wilgotne od potu włosy przysłaniające zamglone pożądaniem oczy. Kiedy pod palcami poczuł wilgoć, twarz Taemina wykrzywiła się w ekstazie, a chłopak jęknął przeciągle.

- Pobrudziłeś sobie spodnie, skarbie. – szepnął Minho do jego ucha, a Taemin zwrócił się niepewnie w jego stronę. Zrobiło mu się głupio, że doszedł przedwcześnie i miał wrażenie, że za chwilę spali się ze wstydu. A przecież tak bardzo chciał zadowolić Minho...

- Przepraszam. – jęknął.

- Za co mnie przepraszasz?

- No bo…

- Nie szkodzi. – uśmiechnął sie brunet, od razu domyślając się, o co chodzi jego chłopakowi. Jednym ruchem rozpiął guzik w jego rurkach i zsunął je z jego bioder razem z bokserkami. Ujął w dłoń jego penisa  i polizał go sprawiając, że z ust Taemina ponownie wydobyło się ciche westchnięcie.

- Hyu… - zaczął chłopak, lecz starszy przerwał mu:

- Ciii… - szepnął mu do ucha, nadgryzając jego małżowinę i przesuwając językiem po płatku, by po chwili ponownie wziąć do ust jego przyrodzenie. Sam odczuwał coraz boleśniej skutki swojego podniecenia – jego pieszczoty były coraz bardziej chaotyczne i niecierpliwe. Jęki Taemina sprawiały, że nakręcał się coraz bardziej i pragnął już tylko wsunąć się do gorącego wnętrza chłopaka.

Zdjął swoją koszulkę i rozpiął rozporek w spodniach, kiedy dłoń Taemina zatrzymała jego rękę.

- Hyung, pozwól mi… - szepnął chłopak i sam zsunął jego spodnie. Minho pozwolił młodszemu przejąć na chwilę inicjatywę, rozkoszując się delikatnymi, niezdarnymi pocałunkami na swoim torsie. Taemin zsunął drżącymi dłońmi bokserki starszego i ujął jego męskość, stymulując ją rytmicznie. Jednocześnie całym ciałem ocierał się o Minho.

Brunet westchnął ciężko, czując zwinne palce chłopaka na swoim penisie. Z trudem odsunął dłonie Taemina od swojego przyrodzenia i przekręcił ich tak, że teraz to młodszy był na dole. Powoli wsunął w niego palec, całując jego rozchylone usta. Chłopak skrzywił się lekko, odczuwając dyskomfort i uciekając od dotyku bruneta, Choi jednak przytrzymał jego biodra, wsuwając w niego kolejny palec i poruszając nimi w jego wnętrzu. Jednocześnie całował klatkę piersiową chłopaka, znacząc bladą skórę małymi,czerwonymi znakami. Po chwili Taemin zaczął wychodzić mu naprzeciw, dostosowując ruchy bioder do ruchów palców w swoim wnętrzu. Nigdy nie czuł czegoś podobnego i pragnął tylko, by to cudowne uczucie nigdy nie zniknęło.

Gdy poczuł pustkę, jęknął z niezadowoleniem. Minho wyciągnął z niego palce i położył sobie na ramionach jego nogi, wsuwając się w niego wolno. Niemal natychmiast otoczyło go przyjemne ciepło - Taemin był ciasny, a jego odbyt zaciskał się przyjemnie na przyrodzeniu bruneta.

- Boli… - jęknął cicho, zagryzając wargę niemal do krwi.

- Za chwilę przestanie, obiecuję. – szepnął Minho, całując go uspokajająco w usta, a Taemin objął go mocniej, starając się rozluźnić.

Z każdą chwilą ból zanikał, a w jego miejsce pojawiała się coraz większa przyjemność. Kiedy przyciągał Minho jeszcze bliżej siebie, dłonie ślizgały mu się na pokrytych potem plecach bruneta. Miał wrażenie, że znajduje się w innym świecie, czuł jak po ciele przechodzą mu dreszcze, a ciepły oddech bruneta staje się coraz bardziej urywany. Nie wytrzymał długo – doszedł na brzuch swojego chłopaka, po chwili czując, jak ciepła sperma Minho rozlewa się w jego wnętrzu. 

- Chciałbym cię teraz zobaczyć. – szepnął, dłonią delikatnie muskając twarz bruneta, kiedy wyczerpani leżeli obok siebie. – Twoje wilgotne, czarne włosy, usta… i nie tylko. – dodał, rumieniąc się.

- Ty mały zboczeńcu! – zaśmiał się Choi, przyciągając go bliżej siebie i obejmując.

- Jesteś idealny. – szepnął Taemin, błądząc palcami na jego klatce piersiowej. – Szkoda, że nie mogę…

- Możesz. – uśmiechnął się Minho, łapiąc dłoń blondyna i kładąc ją na swoim brzuchu. – Możesz zobaczyć wszystko. – dodał, delikatnie przesuwając ich dłonie po swoim ciele. – Tym. – tutaj uścisnął jego dłoń. – I tym. – drugą dłonią dotknął różowych ust chłopaka. – Co ty na to?

- Chyba się skuszę, hyung. – uśmiechnął się młodszy, a chwilowy smutek spowodowany tym, że jest niewidomy, gdzieś zniknął. Nie potrzebował oczu, by widzieć. Poznał miłość swoimi dłońmi, opuszkami palców nieśmiało dotykających ciała Minho, ustami, które muskały jego wilgotne wargi. Mógł ją usłyszeć w jego ciepłych słowach i poczuć jej zapach, kiedy wtulał się w zagłębienie jego szyi.

Raz jeszcze spróbował słodkich ust swojego chłopaka, nie mogąc nasycić się ich smakiem. Był pewny, że nigdy mu się nie znudzi.


wtorek, 23 lipca 2013

Znajde cie XIII - END


Wena przybyła, więc myślę, że nie ma co czekać, aż minie tydzień od następnego posta. Rozdzialik fluffowy, ostatni, za jakiś czas pojawi się jeszcze epilog i na tym skończę Znajdę cię :)

Zanim jednak przeczytacie, chciałabym Was prosić o małą przysługę^^ W tym roku, tak jak w poprzednim, biorę udział w K-Pop Festival i bardzo mi zależy, żeby dostać się chociaż do finałów w Warszawie, także poniżej macie linka, gdzie możecie na mnie zagłosować. Jak wiadomo rozdziały zależą od dobrego humoru autora, a mój dobry humor właśnie od tego konkursu, więc liczę na Wasze wsparcie <3
http://kpopfestival.nate.com/video_view.asp?A_IDX=902

----------------------------------------------------------


- Hyuuuung, nie mam się w co ubrać! – jęknął już po raz tysięczny Taemin, przegrzebując swoje ubrania, które, niedawno posegregowane, teraz tworzyły chaotyczną stertę.

Key niechętnie wstał z kanapy, odrywając się od beznamiętnego kontemplowania ściany, i podszedł do przyjaciela. Po chwili wyciągnął z kupki obcisłe jasne jeansy i biały, szeroki sweter.

- Trzymaj. – powiedział i podał ubrania Taeminowi.

- Sweter? – spytał zdziwiony blondyn, mnąc w ręce materiał.

- Słodko w nim wyglądasz. – Key uśmiechnął się lekko pod nosem, nie mogąc jednak pohamować uczucia zazdrości, które pojawiło się w jego sercu, gdy patrzył na szczęśliwego Taemina.

Młodszy rozmawiał z Minho prawie codziennie. Co wieczór zamykał się w łazience i przesiadywał tam godzinami, uniemożliwiając Kibumowi odbycie wieczornej toalety, a potem i snu, kiedy rozemocjonowany streszczał mu przebieg rozmowy. Jonghyun natomiast nie odezwał się do niego ani razu, a Choi ani słowem nie wspomniał, że chłopak przyjedzie do nich razem z nim.

- Idziesz ze mną, hyung? – usłyszał głos Taemina. Chłopak był już przebrany i widocznie zdenerwowany.

- Nie będę wam przeszkadzał. – mruknął, zakopując się głębiej w pościeli. Nie miał ochoty spotykać Minho, który tylko przypomniałby mu o Kimie, a potem oglądać go obściskującego się z Taeminem.

Niemal natychmiast uśmiech blondyna zniknął. Chłopak podszedł do łóżka przyjaciela.

- Nie chcę, żebyś siedział tutaj sam. – burknął smętnie. – Chodź ze mną chociaż na chwilę. Strasznie się denerwuję. – dodał cicho.

Key westchnął i powoli wygramolił się spod kołdry. Nie siląc się na zmienianie rozciągniętej koszulki i dresów, nałożył adidasy i wyszedł z pokoju razem z młodszym. Szli korytarzem w milczeniu. Taemin nerwowo bawił się swoimi długimi palcami, a Key nie miał ochoty się odzywać. Miał wrażenie, że wraz z wyjazdem z Seulu stracił coś, czego już nie odzyska. Przez chwilę nawet wmawiał sobie, że może byłoby lepiej, gdyby udawał, że nic się nie stało i nadal uprawiał seks z Jonghyunem, korzystając z tej namiastki bliskości, jaką daje stosunek, jednak szybko się skarcił za takie myśli.

Usiedli na jednej z ławek ustawionych na szkolnym dziedzińcu.

- Może Jonghyun jednak przyjedzie? – zagaił niepewnie Taemin.

- Jasne. Słyszałeś jak dzwonił do mnie każdego wieczora, mówiąc, że tęskni? – odparł z ironią Key, a młodszy westchnął.

- Znajdziesz kogoś lepszego. – spróbował znów.

- Minnie, skończmy ten temat, ok?

- Ok… ja tylko... chciałem… eh, nieważne.

- Nie denerwuj się. Będzie dobrze. – Kibum widząc, że jego przyjaciel jest zestresowany, przytulił go lekko.

- Wiesz, czuję się tak, jakbym zaraz miał iść na swoją pierwszą randkę.

- To chyba fajne uczucie?

- Uhm… tak, tylko że ja nienawidzę tych cholernych motylków. – blondyn złapał się za brzuch, a Kibum zaśmiał się.

- To chyba on. – powiedział, kiedy na podjazd wjechał czarny samochód. Po chwili z pojazdu wyszedł Minho. Gdy ich zauważył, uśmiechnął się i zaczął iść w ich stronę.

- Hej Kibum, cześć Taemin. – przywitał się, a Taemin automatycznie wstał, mało nie potykając się o krawężnik.

Key zagryzł wargę, patrząc, jak brunet nieśmiało przytula Taemina. Spojrzał w stronę samochodu, lecz tak, jak się spodziewał, Jonghyun nie przyjechał razem z nimi. Odetchnął głęboko kilka razy, chcąc powstrzymać cisnące mu się do oczu łzy i powiedział:

- To ja was już zostawię. Bawcie się dobrze. Uważaj na siebie, Minnie.

- Już idziesz? – zdziwił się blondyn.

- Nie będę wam przeszkadzał. – mruknął, odwracając się i kierując w stronę boiska. 
Miał ochotę usiąść pod drzewem i się rozpłakać. Przecież nie spodziewał się, że Jonghyun przyjedzie razem z Minho, dlaczego jego nieobecność tak go teraz bolała?Zdenerwowany kopnął leżący na ziemi kamień, obiecując sobie, że już nigdy więcej nie będzie szukał przygody na jedną noc. Wszystko było lepsze niż to nieznośne kłucie w okolicy serca – nawet samotność.

Otarł rękawem spływające mu po policzkach łzy i usiadł na trawie, podkulając nogi i obejmując je ramionami.

- Kibum?

Dlaczego wszędzie musiał słyszeć jego głos? Już popada w paranoję…

- Kibum? – usłyszał ponownie i niepewnie odwrócił się w stronę głosu. Kilka metrów przed nim stał Jonghyun z małą paczuszką i wpatrywał się w niego z wahaniem.

Żołądek ścisnął mu się w supeł i gdyby nie to, że siedział, nogi odmówiłyby mu posłuszeństwa. Przez chwilę miał wrażenie, że ma zwidy, lecz kiedy zamrugał kilka razy, chcąc pozbyć się tkwiących w jego oczach łez, chłopak nadal stał przed nim.

Jonghyun ruszył w jego kierunku. Key natychmiast odwrócił się w drugą stronę, nie chcąc by ten widział jego łzy. Chłopak usiadł obok niego, kładąc przed nim pudełko czekoladek.

- Pamiętam, jak mówiłeś, że to twoje ulubione. – powiedział cicho.

- Po co przyjechałeś? – zapytał, wciąż wpatrując się w ziemię.

- Uhm… chciałem… cię przeprosić.

- Nie musisz. Przecież nie jesteśmy razem. Możesz się bzykać z kim chcesz. – odparł Key, z całych sił próbując opanować drżący głos.

- Nie chcesz tego zmienić?

- Czego zmienić?

- Tego, że nie jesteśmy razem.

Kibum podniósł wzrok na Jonghyuna, lecz w jego oczach nie zobaczył kpiny ani ironii. Chłopak uśmiechnął się do niego lekko, niepewnie.

- Żartujesz sobie?! Najpierw gadasz, że łączy nas tylko seks, potem zdradzasz z jakimś małolatem, a teraz chcesz, żebym z tobą był po kilku słowach przeprosin i pudełku czekoladek?

- Masz rację, to nie wystarczy. – odparł po chwili wahania starszy, a Key aż otworzył usta ze zdziwienia. – Po prostu chciałem, żebyś wiedział, że za tobą tęskniłem i… miło mi się spędzało z tobą czas. Nie mogę o tobie zapomnieć. – zakończył, wpatrując się wprost w oczy Kibuma.

Key słuchał siedzącego naprzeciwko niego chłopaka z niedowierzaniem. Jonghyun siedzący obok nie przypominał Jonghyuna, który traktował go jak pojemnik na swoją spermę. Przypominał tamtego Jonghyuna z klubu, który przytulał go i mówił, że go kocha.

- Nie wiem, co powiedzieć. – odparł po chwili.

- Może „tak Jonghyun, będziemy razem”? – starszy uśmiechnął się lekko.

- Po tym tekście już wiem, że to jednak ty, a nie twój sobowtór z lepszym charakterem. – Key odwzajemnił uśmiech.

- To co? Kurcze, stresuję się trochę, nigdy nikogo o to nie pytałem. – Jonghyun podrapał się po karku.

Kibum zagryzł wargę, walcząc z burzą myśli, która powstała w jego umyśle. Bał się. Bał się znów komuś zaufać. Bał się zaufać osobie, która już kilka razy pokazała, że na to nie zasługuje, jednak jego ręka sama powędrowała w stronę przyniesionych przez Jonga czekoladek. Key wziął jedną i włożył sobie do ust, wcześniej szepcząc ciche:

- Ok.

Teraz jadł czekoladkę, jakby od tego co najmniej zależało jego życie. Jonghyun uśmiechał się do niego tym swoim pewnym siebie uśmiechem. Key miał wrażenie, że nachyla się nad nim i czym prędzej sięgnął po następną czekoladkę. Nie wiedział, czemu bał się pocałunku. Może dlatego, że to już nie była tylko kilkodniowa przygoda? Kiedy wyciągnął rękę po trzecią z rzędu  czekoladkę, Jonghyun złapał jego dłoń.

- Głupku, chcę cię pocałować. – powiedział, ukazując w uśmiechu swoje białe zęby, a Key poczuł, jak cała wcześniej zjedzona czekolada podchodzi mu do gardła.

- Wcześniej nie byłeś taki nieśmiały. – dodał starszy, śmiejąc się i bez pardonu wpijając się w usta Kibuma. Key automatycznie rozchylił wargi, oddając pocałunek.

- Smakujesz czekoladą. Mhmm… chyba mam pomysł, jak urozmaicić nasze życie erotyczne. – zaśmiał się, a Kibum spalił buraka.

- Key, nie rumień się jak dziewica, to do ciebie nie pasuje.

- Oj, zamknij się! – uciszył go młodszy, ponownie go całując.

***

- Uważaj! – Minho złapał go w pasie, gdy o mały włos nie wpadłby w powstałą w chodniku wyrwę. Taemin przeklął w myślach. Kiedy był zdenerwowany, popełniał straszne gafy.

Usiedli na ławce osłoniętej ze wszystkich stron rozłożystymi drzewami i przez chwilę po prostu siedzieli w ciszy. Oboje nie wiedzieli, od czego zacząć.

- Przepraszam. – powiedział w końcu Choi, wpatrując się w blondyna, który ubrany na jasno wyglądał jak przestraszony aniołek. – Pamiętasz, jak mówiłem, że zawsze będę przy tobie, bez względu na wszystko?

Taemin uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie tych wszystkich wieczorów, kiedy zasypiali razem, a Minho szeptał mu na dobranoc, że go kocha i zawsze będzie przy nim. Ogarniało go wtedy przyjemne ciepło i mógł spokojnie zasnąć, nie martwiąc się o to, co przyniesie następny dzień.

- Pamiętam.

- Nie dotrzymałem słowa… - Minho posmutniał. – Kiedy obudziłem się po wypadku, zaprowadzili mnie do ciebie i powiedzieli, że leżysz w śpiączce i są nikłe szanse, żebyś odzyskał świadomość. Nie uwierzyłem im. Byłem u ciebie codziennie, mówiłem do ciebie, ale mijały miesiące, a ty nadal się nie budziłeś. – głos bruneta drżał. – Nie mogłem tego znieść. – dodał, a z jego oczu popłynęły łzy.

Taemin zacisnął wargę, gdy przed oczami znowu pojawił mu się wypadek, a potem to nieznośne uczucie samotności i bezradności, gdy obudził się sam w szpitalu.

- Przepraszam, że wyjechałem, ale… wszyscy mówili, że umierasz. Przepraszam… gdybym wiedział… - Minho objął go, mocno przyciągając do siebie. Taemin poczuł, jak łzy chłopaka skapują na jego ramię. Sam ledwo hamował szloch, który uparcie chciał wydostać się  z jego ust.

- Dlaczego nie rozmawiałeś z moimi rodzicami? Powiedzieliby ci.

- Chciałem się odciąć od starego życia. Zacząć wszystko od początku.

- Beze mnie…

- Minnie, nie mów tak. – Choi westchnął. – Przecież wiesz, że żałuję.

- Wiem. – mruknął Taemin, pociągając nosem i mocniej wtulił się w ramiona starszego chłopaka. Odetchnął głęboko kilka razy, chcąc powstrzymać lecące z jego oczu łzy, lecz na próżno. Po chwili szlochał cicho, drżąc w ramionach Minho.

- Nie zostawiaj mnie już. – wyszeptał.

- Nie zostawię. – odpowiedział pewnie Minho, wycierając kciukiem łzy blondyna.

- Naprawdę?

- Naprawdę. Kocham cię. – zapewnił jeszcze raz brunet, a Taemin wybuchnął jeszcze większym szlochem. – Hej, czemu płaczesz?

- To ze szczęścia. – zaśmiał się blondyn. – Kiedy… w Seulu… zachowywałeś się…

- Ciiii… - Minho przyłożył palec do ust młodszego. – Nigdy więcej nie będę takim idiotą, obiecuję. – zapewnił.

Dłoń bruneta była ciepła. Taemin poruszył lekko ustami, chcąc poczuć smak skóry chłopaka. Wyciągnął swoją dłoń i splótł ją z dłonią Minho. Czuł, jak ten patrzy na niego i bał się poruszyć, zrobić cokolwiek. Przez chwilę siedzieli w ciszy przerywanej jedynie krzykami uczniów biegających po szkolnym dziedzińcu.

- Twoje oczy… - szepnął Minho, dotykając opuszkami palców powiek blondyna. – Nie zasługujesz na to. – dodał, a Taemin spuścił głowę. Po chwili jednak Choi uniósł jego podbródek tak, by móc spojrzeć na jego twarz i ucałował delikatnie jego powieki. Dłonią pogładził policzek chłopaka, muskając lekko rozchylone, różowe wargi.

- Zrobisz to wreszcie? – spytał blondyn, a Minho zaśmiał się.

- Jak zwykle niecierpliwy. Nic się nie zmieniłeś. – powiedział, po czym nachylił się nad Taeminem, całując jego pełne wargi. Blondyn od razu zarzucił mu ręce na szyję, przysuwając się do niego i pogłębiając pocałunek. Teraz, kiedy wszystko sobie wyjaśnili, czuł się zupełnie tak, jakby nic się nie zmieniło. Usta Minho były tak samo ciepłe, miękkie i odrobinę wilgotne jak zawsze.