Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smut. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 listopada 2013

Kochanek mojej matki (JongKey)


Nie będę się tłumaczyć, bo sprawa jest prosta. Weny nie ma. Uciekła gdzieś daleko i teraz się ze mnie śmieje. Miałam dobre intencje na oneshota, ale wyszła miniatura. Mam nadzieję, że chociaż to umili Wam jakoś czekanie na mój powrót w bliżej nieokreślonej przyszłości.
---------------------------------------------------




Tytuł: Kochanek mojej matki
Pairing: JongKey
Gatunek: AU, smut, elementy heteroseksualne
Rating: +18


To nie był dobry dzień. Kiedy kolejny raz ścierałem obraz powstały na pomiętej już kartce, po prostu zrezygnowałem i rzuciłem ołówkiem gdzieś w kąt. Za nim poleciała gumka i rysunek, pomięty przez moje drobne, niecierpliwe dłonie. Przez chwilę patrzyłem się pusto w kilka przedmiotów leżących na zakurzonej podłodze, po czym wstałem i poszedłem do kuchni.

Nalałem sobie zimnej kawy. Usiadłem przy stole, niechętnie spoglądając na zegar, który wskazywał dwudziestą drugą. Nadal jej nie było, a ja jakoś nie mogłem się skupić, wiedząc, co ona robi. Podobno byłem taki sam. Podobno powtarzamy zachowania naszych rodziców.

Drzwi stuknęły głośno i po chwili usłyszałem śmiech. Szuranie butów o posadzkę i ciche odgłosy pocałunków.

- Kibum kochanie, możesz pójść do swojego pokoju? – w kuchni pojawiła się kobieta po trzydziestce, trzymając pod rękę młodego chłopaka.

- Jasne mamo, jak zawsze. – mruknąłem, nie zaszczycając ich spojrzeniem i chcąc po prostu stąd wyjść. Zawsze mogę narysować mamę pieprzoną przez jakiegoś młokosa, zaśmiałem się w duchu. W takich chwilach zawsze włączał mi się czarny humor.

- Jestem Jonghyun. – przede mną pojawiła się silna, męska dłoń.

Niechętnie uniosłem wzrok, napotykając spojrzeniem młodego, może dwudziestoparoletniego chłopaka. Mógł być niewiele starszy ode mnie, lecz mojej mamie widocznie to nie przeszkadzało. Dziwiłem się, że jeszcze nie zechciała przespać się z własnym synem, w końcu lubiła eksperymentować.

- Kibum. – odparłem, a on uścisnął moją dłoń. Jego uścisk był silny i ciepły, a oczy, w które spojrzałem po chwili, lśniły dziwnym blaskiem.

Gdy zamykałem drzwi swojego pokoju, wciąż czułem jego dłoń. Zdawała się palić żywym ogniem, dlatego wziąłem ołówek i zacząłem rysować. Byłem wściekły, że wyprowadził mnie z równowagi, że pieprzy za ścianą moją matkę, a ona jęczy do ucha jakiemuś małolatowi. Znów podarłem powstający na papierze rysunek: dwóch nagich mężczyzn w ferworze pożądania.

Jonghyun bywał u nas prawie codziennie. Denerwował mnie jego irytujący uśmieszek i brudne bokserki w koszu do prania. Gdy pił kawę, zostawiał nieumyty kubek, a mama pożyczała mu moje ubrania. Był nieproszonym gościem, którego nienawidziłem i jednocześnie pragnąłem poznać bliżej.

Kiedy któregoś dnia zastałem ich pieprzących się w kuchni, moje nogi nie były w stanie się ruszyć, a usta samoistnie się rozchyliły i zaschły. Zwilżyłem wargi językiem, obserwując, jak szybko wchodzi w jej dziurkę, mokry od potu, brutalny i dyszący. Ręką pieścił jej pierśi, długimi palcami ściskając różowe sutki. 

Odruchowo złapałem za swoją dłoń, znów czując to nieznośne gorąco. Była cała mokra od potu, a ja podniecony. Przeklnąłem cicho, a on spojrzał w moją stronę. Spaliłem się ze wstydu i przysiągłem sobie, że przeprowadzę się do Taemina.

Wstałem o piątej. Na dworze było jeszcze ciemno, a w kuchni cholernie zimno. Zrobiłem sobie kawę i wyjrzałem przez okno, które było całe białe od śniegu.

- Przeziębisz się. – Jonghyun wszedł do pomieszczenia i usiadł przy stole, bez pardonu biorąc mój kubek do ręki i upijając łyk. – Fuj! Jak można pić gorzką kawę?

- Tak samo jak pieprzyć podstarzałe rozwódki. – palnąłem, zanim zdążyłem się zastanowić.

- Jesteś zazdrosny? – spytał tak po prostu, gapiąc się na mnie.

Prychnąłem, podchodząc do czajnika i ponownie nastawiając wodę.

- Jeszcze zostało. – zdziwił się chłopak, ruchem głowy pokazując na kubek.

- Nie będę po tobie pił. Kto wie jakie masz syfy, dymając pół Seulu.

- To prawie jak pocałunek. Nie chciałbyś spróbować? – drażnił mnie, a ja czułem, że tracę kontrolę. A może jeszcze śniłem? Dłoń znów zaczęła palić, a ja miałem ochotę na papierosa.

- Prawie robi wielką różnicę. – powiedziałem, odwracając się w jego stronę. Prowokowałem go, tak. Ale nie miałem już nic do stracenia.

On tylko zaśmiał się pod nosem, nie ruszając się z miejsca. Nie umiałem pozbyć się zawodu malującego się na mojej twarzy, a on chyba to widział. Wychodząc z kuchni, dał mi buziaka w policzek. Po chwili słyszałem jak budzi moją matkę, a łóżko ponownie skrzypi.

Omotał nas oboje dookoła palca i zanim się obejrzałem, sam niemal błagałem o jego dotyk. Wiedziałem, że robi to specjalnie. Nie musiał chodzić po mieszkaniu w samych bokserkach, ani głośno jęczeć, gdy w pokoju obok rysowałem pracę na zaliczenie, ale robił to, bo wiedział, że jestem słaby.

To było obrzydliwe, kiedy brałem do ust fiuta, którym wcześniej dymał moją matkę, lecz nie umiałem się powstrzymać. Nie pamiętałem nawet, jak to się stało, że teraz klęczałem, a on bezwstydnie pieprzył moje usta. Nie był delikatny, lecz wiedziałem, że taki nie będzie. Moja klatka piersiowa była cała w malinkach, a gardło zdarte od krzyków. Wziął mnie szybko i brutalnie na tym samym stole, co moją matkę, a ja umiałem myśleć tylko o jego gorącej, grubej pale w moim wnętrzu, podczas gdy ona brała prysznic.

Biodra miałem poobijane od ostrych kantów stołu, a wargi napuchnięte od pocałunków. Woda w łazience ucichła, a z pomieszczenia dobiegł perlisty śmiech mojej matki.

- Kochanie, miałeś nie oglądać pornosów! – sztuczność wylewała się z jej głosu jak sperma z mojego tyłka, gdy wyszedł ze mnie i, jak gdyby nigdy nic, napił się kawy z mojego kubka.

- Masz rację Kibum, prawie robi wielką różnicę. – powiedział.


środa, 18 września 2013

Brudne tajemnice 2 - rozdział II


Nareszcie przebrnęłam przez ten rozdział, mam nadzieję, że się spodoba:) Teraz już powinno być lepiej, chociaż opowiadanie nie należy do łatwych w pisaniu, więc za tydzień spodziewajcie się kolejnego partu BT2 :D
-----------------------------------------------------





- Sąsiadka znowu skarżyła się, że pobił się z jej synem. W szkole matki innych uczniów patrzą się na mnie, jak na kosmitkę. – kobieta w średnim wieku drżącą dłonią sięgnęła po kieliszek z winem i upiła kilka łyków.

- Musi się przyzwyczaić. To dla niego nowe środowisko, nieznany język, zupełnie inna kultura. – zaoponował siedzący naprzeciwko mężczyzna.

- Jesteśmy tutaj już pół roku. Nie mam zamiaru stać się pośmiewiskiem w miasteczku. – kobieta skrzywiła się.

- Więc co chcesz zrobić?

- Może byłoby lepiej, gdyby zamieszkał z babcią w Seulu.

Młody chłopak, dotąd ukrywający się za rogiem, pobiegł do swojego pokoju, głośno trzaskając drzwiami.

Rzucił się na łóżko, mocząc poduszki łzami, które nie chciały przestać płynąć. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Przecież rodzice nie mogą odesłać go z powrotem! To prawda, nie za bardzo umiał się zaaklimatyzować w nowym kraju, ale to nie była jego wina. Ciągłe wyzwiska i popychanie na korytarzu sprawiały, że nie miał ochoty na bliższe kontakty z rówieśnikami.

- Kibum? – drzwi otworzyły się, a do pokoju weszła ciemnowłosa kobieta, z westchnieniem siadając na łóżku.

- Wszystko słyszałem. Nie musisz nic mówić. – burknął w poduszki. – Wstydzisz się mnie?

- Bummie, to nie tak. Po prostu w Korei będzie ci lepiej…

- Trzeba było w ogóle tu nie przyjeżdżać! – krzyknął, podnosząc się do siadu. Jego twarz była czerwona od łez.

- Dobrze wiesz, że musieliśmy. Dostałam pracę i… - zaczęła brunetka, lecz po chwili zrezygnowała, dodając: - Babcia dobrze się tobą zaopiekuje. Już do niej dzwoniłam…

- Nie chcę tam jechać! – zaprotestował chłopiec, z niedowierzaniem wpatrując się w matkę.

- Już zarezerwowałam lot. Tata poleci z tobą. – powiedziała kobieta. Łzy jedynego syna wydawały się nie robić na niej najmniejszego wrażenia.

- Ale… - Kibum chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz jego rodzicielka tylko pokręciła przecząco głową i wyszła.

W głowie wciąż miał obraz matki, która na lotnisku obdarzyła go szybkim uściskiem, mówiąc mu cicho na ucho, że go kocha. Wtedy widział ją po raz ostatni.

Ojciec został z nim u babci dwa tygodnie, pomagając w umeblowaniu małego pokoiku, w którym odtąd miał mieszkać trzynastoletni Kibum. On też zdawał się nie zauważać cierpienia syna. Tylko stara kobieta, siedząca na bujanym fotelu z kłębkiem włóczki i kawałkiem swetra robionego na drutach, patrzyła na niego ze smutkiem w czarnych, okolonych zmarszczkami oczach.

- Co robisz? – Kibum odwrócił się gwałtownie na dźwięk głębokiego głosu Minho. W pierwszej chwili chciał rzucić mu się w ramiona i wypłakać, jak codziennie od kilku dni, po chwili jednak przypomniał sobie o trzymanej w rękach koszulce i wrzucił ją do prawie pełnej walizki, z obawą spoglądając na swojego chłopaka.

Minho przesunął wzrokiem po leżących na łóżku Kibuma ubraniach, kończąc na ustawionej w rogu pomieszczenia walizce. Kiedy jego oczy ponownie spotkały się z wystraszonymi tęczówkami szatyna widać w nich było żal i zdenerwowanie.

- Wyjeżdżasz? – zapytał, chociaż odpowiedź była aż nadto oczywista.

- Mama dzwoniła drugi raz… - zaczął niepewnie Key, lecz brunet przerwał mu:

- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?

- To tylko kilka tygodni…szybko zleci… - próbował bronić się Kim, w myślach karcąc się za swoje tchórzostwo. Powinien wcześniej powiedzieć Minho o wyjeździe.

- Szybko zleci?! A pomyślałeś o mnie? Pomyślałeś o tym, że może ja nie chcę, żebyś jechał? Że może chciałbym polecieć tam z tobą?

- Minho…nie kłóćmy się teraz o to, proszę. – Kibum podszedł do wyższego chłopaka, wtulając się w jego koszulkę. Serce Minho biło w przyśpieszonym tempie, a żyła na szyi pulsowała, zdradzając zdenerwowanie bruneta.

- Kiedy wyjeżdżasz?

- Jutro. – odparł cicho Key, czując jak ciepło, które biło od ciała Choi, znika. – Nie idź. – jęknął, zatrzymując odchodzącego bruneta. – Proszę, mi też jest trudno.

- Nie, Kibum. – Minho odwrócił się w jego stronę, patrząc na niego z żalem. – Poszedłeś najłatwiejszą drogą. – dodał, po czym wyswobodził się z jego uścisku i wyszedł z pokoju.

Nie miał siły za nim iść. Niczym kukła upadł na łóżko, pustym wzrokiem wpatrując się w drzwi, za którymi chwilę temu zniknął jego chłopak.

- Dlaczego karzesz mi wybierać pomiędzy tobą, a rodzicami? – jęknął, chociaż dobrze wiedział, że to nie jest prawda. Zawiódł Minho. Osobę, która troszczyła się o niego i martwiła, kiedy był smutny. Kogoś, kto zawsze był przy nim mimo jego humorków i kłótni. Kogoś, kogo kochał bardziej niż cokolwiek innego.

Jego życie nagle wywróciło się do góry nogami. Telefon od rodziców, którzy zostawili go w dzieciństwie, był rzeczą, której się nie spodziewał. Nie wiedział, co ma robić. Z jednej strony kochał Minho, z drugiej zapragnął wreszcie uporządkować swoje życie. A skoro nadarzyła się ku temu okazja, nie mógł nie skorzystać.

W głowie ciągle widział obrazy ze swojego dzieciństwa. Miał wrażenie, że widok matki uśmiechającej się do niego sztucznie na pożegnanie, będzie go prześladował dopóki, dopóty jej nie zobaczy.

Być może łudził się, że jego rodzice mieli ważny powód, by go zostawić. Być może chciał wierzyć, że był sens w tym, że przestali się do niego odzywać. A może po prostu chciał pierwszy raz od wielu lat poczuć, że ma rodzinę?

- Miałeś powiedzieć mu wcześniej… - usłyszał cichy głos Taemina, który usiadł obok niego na łóżku.

- Bałem się, że mnie powstrzyma. A ja naprawdę chcę ich zobaczyć, Taemin. Chcę z nimi porozmawiać, dowiedzieć się, dlaczego mnie zostawili. To tylko moja sprawa i on nie powinien się do tego mieszać.

- Myślałem, że twoje sprawy są też sprawami Minho.

- Bo tak jest, ale…

- Ale?

Kibum tylko westchnął, nie mając ochoty na dalszą rozmowę. Czuł się przytłoczony wszystkimi wydarzeniami, które ostatnio miały miejsce i miał dość mętliku w swojej głowie.

- Minho ma prawo być na ciebie zły. Zachowałeś się tak, jakbyś mu nie ufał. – powiedział Taemin, patrząc ze smutkiem na zwiniętego w kulkę Kibuma. – Zadzwoń do niego. – chłopak nachylił się nad przyjacielem i cmoknął go w policzek, po czym wyszedł z pokoju.

***

Minho spojrzał na telefon, który od godziny uparcie wibrował w jego kieszeni. Widząc na wyświetlaczu imię swojego chłopaka, cisnął nim zdenerwowany. 

Barman spojrzał na niego uważnie.

- Problem z dziewczyną? – zapytał, stawiając przed nim kolejną szklankę whisky.

- Można tak powiedzieć. – brunet skrzywił się, biorąc szkło do ręki i mocząc usta w alkoholu.

Z niechęcią przypatrywał się siedzącej w rogu baru parze. Dwóch chłopaków co chwilę nachylało się ku sobie, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Dla przeciętnego obserwatora mogli wyglądać jak dwaj przyjaciele, lecz Minho, pomimo tego, że jego wzrok był już zamroczony od alkoholu, widział błysk w ich oczach, gdy patrzyli na siebie nawzajem.

Kiedy dopił do końca, wściekłość, którą odczuwał od chwili kiedy wyszedł z domu, zaczęła ustępować żalowi.

Wiedział, że Key będzie chciał odwiedzić rodziców w Ameryce. Chłopak był zbyt wrażliwy, by telefony jego matki nie zrobiły na nim wrażenia. Minho nie umiał sobie nawet wyobrazić jak ten musiał się czuć, gdy ta odezwała się do niego po tylu latach. Nieczęsto o tym rozmawiali. Dla Kibuma był to bolesny i drażliwy temat.

Nie rozumiał tylko, dlaczego chłopak nie powiedział mu o wyjeździe. On sam gotów był polecieć razem z nim, a nagle dowiedział się, że Kibum nie tylko nie chce z nim lecieć, co w ogóle nie zamierzał powiedzieć mu o swoich zamiarach.

- Wytrwała jest. Może warto jej przebaczyć? – usłyszał głos barmana, gdy wibracje w jego kieszeni rozległy się ponownie.

Westchnął ciężko i zapłacił, zostawiając mężczyźnie spory napiwek, po czym,  chwiejąc się lekko, wyszedł z lokalu i wsiadł do najbliższej taksówki.

***

- O czym tak myślisz, Minnie? – Jonghyun podchodzi do mnie, kiedy siedzę na szerokim parapecie w kuchni, pustym wzrokiem wpatrując się w krajobraz za oknem.

W mojej głowie kotłuje się tysiące myśli i mam wrażenie, że one zaraz rozsadzą mi czaszkę. Zawsze wiedziałem, że miłość nie jest łatwa, ale…

- Hmm? – szatyn głaska mnie lekko po przydługich włosach, zakładając niesforne kosmyki za ucho.

Przenoszę wzrok ze skąpanego w ciemnościach Seulu na jego twarz i zagryzam wargę. Zawsze to robię, kiedy jestem wystraszony lub zdenerwowany. On o tym wie, dlatego teraz przygląda mi się badawczo, a jego oczy są lekko zmartwione.

- Coś cię gryzie? – pyta, a ja wzdycham cicho, obracając się do niego przodem i spoglądając na niego niepewnie.

- Czy…czy ja jestem dobrym chłopakiem? – pytam w końcu, a jego oczy rozszerzają się w zdziwieniu.

- Co ci nagle przyszło do głowy? To chyba ja powinienem o to pytać, po tym co…

- Nie wracajmy do tego. – przerywam mu. Nie chcę rozpamiętywać przeszłości, chociaż, prawdę mówiąc, kiedy teraz on jest przy mnie, nie mogę uwierzyć w to, co działo się kiedyś. – Ja…chodzi mi o… - zaczynam znowu, lecz czuję się jak skończony głupek, chcąc pytać go właśnie o to. A jednak nieprzerwanie chodzi mi to po głowie.

- Chodzi ci o seks? Minho i Kibum nie powinni żartować na ten temat. – mówi spokojnie Jonghyun, lecz widzę, że jest trochę zakłopotany.

- Nie brakuje ci tego? – pytam.

- Dopóki mam ciebie, niczego mi nie brakuje. – odpowiada mój chłopak i przyciąga mnie do siebie. Zsuwam się z parapetu i przytulam do niego, czując mokry pocałunek na policzku. Znów robi mi się gorąco. – Poczekam, aż będziesz gotowy. – Jonghyun szepcze do mojego ucha, a ja czuję, jak oblewa mnie rumieniec na samą myśl, że moglibyśmy wreszcie to zrobić. Tak, jak jeszcze nigdy.

- Ah! Nie będę wam przeszkadzać. – do kuchni wchodzi Kibum, lecz widząc nas, cofa się niepewny tego, czy może zostać.

Oboje patrzymy na niego zmartwieni. Jego oczy są zapuchnięte od łez, a ręka w której trzyma telefon lekko drży. Co chwilę spogląda na zegarek – jest już po dwudziestej trzeciej, a Minho nadal nie wrócił.

- Pogadaj z nim. – mówi do mnie Jonghyun, odsuwając się ode mnie i całując w czoło. Po drodze szepcze coś jeszcze do Kibuma, po czym zostawia nas samych.

***
           
        Ręce trzęsły mu się, gdy nalewał soku do kubka. Nic nie widział przez łzy i odrobinę napoju wylało się na stół. Nie zwrócił jednak na to uwagi, zbyt zajęty powstrzymywaniem szlochu, chcącego wydostać się z jego ust.

- Przejdzie mu. – usłyszał głos Taemina. Rudzielec objął go od tyłu, przyciskając mocno do siebie.

- Jasne. – mruknął tylko starszy, odsuwając się od przyjaciela i wpatrując uparcie w widok za oknem. Jeszcze nigdy nie pokłócili się z Minho tak, jak dzisiaj, a najgorsze, że to była jego wina.

- On też musi w spokoju to wszystko przemyśleć. Na pewno niedługo wróci. – jak na zawołanie usłyszał, jak drzwi wejściowe otwierają się. Ze strachem spojrzał w tamtą stronę.

- Idź do niego. – Taemin popchnął go w stronę hallu.

- Ale…

- Idź.

Z wahaniem, ocierając z policzków ostatnie łzy, podszedł do Minho, który właśnie zdejmował buty.

- Gdzie byłeś? – spytał niepewnie, jakby bał się, że ten na niego nakrzyczy.

- Nieważne. – mruknął brunet, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem i zniknął za drzwiami ich pokoju.

- Zaczekaj! – krzyknął Key, wchodząc za nim do pomieszczenia. – Porozmawiajmy.

- O czym chcesz rozmawiać? O tym, że nie liczyłeś się z moim zdaniem, że nasz związek nic dla ciebie nie znaczy?! – Minho odwrócił się do niego. Jego oczy miotały błyskawice i Kibum bał się chociażby poruszyć.

- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda.

- W takim razie co jest prawdą? Co jest prawdą do cholery, Kibum?! – brunet złapał go za ramiona i potrząsnął nim kilka razy. Key poczuł bijącą od niego woń alkoholu i skrzywił się.

- Jesteś pijany.

- Nie zmieniaj tematu…

- Dlaczego nie możesz po prostu zaakceptować mojej decyzji? – szepnął Key drżącym głosem. – Przecież wiesz, jakie to dla mnie ważne. Opowiadałem ci o tym. Chcę tam pojechać i dowiedzieć się, dlaczego mnie zostawili, tylko tyle.

- Rozumiem. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej. – Minho usiadł na łóżku, niezdarnie próbując rozpiąć guziki koszuli.

- Przepraszam… - powiedział cicho, podchodząc do chłopaka i klękając przed nim. Drżącymi dłońmi złapał jego ręce i sam zaczął rozpinać jego ubranie. – Nie chcę się z tobą kłócić…

Brunet nie odpowiedział. Ujął twarz Kibuma w swoje dłonie i brutalnie wpił się w jego wargi, niemal nie przewracając ich na podłogę. Nie zwracał uwagi na chłopaka, który próbował go odepchnąć. Nie słyszał cichych słów protestu, tłumionych przez brutalne pocałunki. Chciał mieć Kibuma tu i teraz, przekonać się, że jest tylko jego, że kiedy wyjedzie będzie tęsknił za nim tak cholernie, że…

- Minho, przestań! – krzyknął Key, kiedy ręce wyższego zaczęły niecierpliwie badać jego, ukryty pod koszulką, tors.

- Seks na zgodę chyba zawsze się sprawdzał, co nie? – mruknął Choi, niemal zszarpując z chłopaka koszulkę.

- Ale ja nie chcę! – zaprotestował Kibum, próbując odciągnąć nachalne ręce bruneta.

- Zaraz sprawię, że będziesz chciał. – Minho popchnął Key na łóżko, od razu siadając na jego biodrach i składając na jego szyi mokre pocałunki.

- Nie chcę! Jesteś pijany! – Kibum odepchnął bruneta, starając się zejść z łóżka.

Choi zatoczył się lekko, wpatrując się w przerażonego szatyna, który szlochając zbierał swoje, porozwalane po podłodze, rzeczy.

- Gdzie idziesz? Kibum! Chcesz jechać już teraz? Nie pozwalam ci! Nigdzie nie pojedziesz! – Minho podszedł do chłopaka, nie pozwalając mu wyjść z pokoju.

- Zostaw mnie. – wychlipał Key, po omacku sięgając po klamkę. Przez łzy cieknące mu nieustannie po policzkach już nic nie widział.

- Co się stało? – w salonie niemal natychmiast podbiegł do niego Taemin.

- Mogę dzisiaj spać z tobą? – zapytał, wtulając się w drobniejszego chłopaka i wybuchając szlochem. Nie tak miało wyglądać jego pogodzenie się z Minho.

***

- Prosimy pasażerów lotu nr 2906 o wejście na pokład samolotu.

Kibum zagryzł wargę, ostatni raz odwracając się w kierunku wejścia na lotnisko, lecz na próżno. Nadzieja matką głupich, pomyślał, jednak poczuł, jak żołądek zwija mu się w supeł z żalu i niedowierzania.

Kiedy wstał rano, Minho jeszcze spał. Key wypił kawę razem z Taeminem i Jonghyunem, którzy nie wypuścili go z domu uprzednio nie obdarowując tysiącem uścisków.

Przez małą chwilę miał nadzieję, że Choi przyjedzie się z nim pożegnać, zamienić choćby kilka słów, lecz tak się nie stało.

- Proszę pana, proszę wejść do samolotu. – usłyszał i z westchnieniem skierował się na pokład maszyny.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Znajde cie - Epilog



Gdy poczuł na swojej szyi powolne, czułe pocałunki, film nagle przestał być interesujący. Przymknął lekko oczy, rozkoszując się subtelnym dotykiem warg i lekkimi ugryzieniami. Dłoń Jonghyuna błądziła po jego policzku, palce zahaczyły o wąskie wargi, sprawiając, że Key rozchylił je delikatnie, a wtedy palce zastąpiły usta Jonghyuna, odrobinę nachalne, lecz nadal czułe. Chłopak zmusił go, by się położył i zawisł nad nim, bawiąc się jego wargami.

Key poddał się przyjemności, obejmując swojego chłopaka. Pod rękami poczuł mięśnie starszego – przesunął dłońmi wzdłuż pleców szatyna, przyciągając go jeszcze bliżej siebie.

Jonghyun oderwał się na chwilę od warg Kibuma, by pocałunkami powrócić do jego łabędziej szyi. Przyssał się do niej, tworząc na bladej skórze chłopaka czerwoną malinkę i uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy tamten jęknął cicho. Kroczem otarł się sugestywnie o jego jasne rurki, czując, jak robi mu się gorąco. Nie kochali się odkąd Key wyjechał z Seulu – od tamtego czasu minął już miesiąc, lecz Jonghyun, chcąc zdobyć zaufanie drugiego chłopaka – nie nalegał.

Podwinął odrobinę bokserkę młodszego, całując drobny meszek znaczący ścieżkę od jego pępka do skrytego miejsca pod bielizną. Kibum wygiął się lekko w łuk, nieświadomie ocierając się o Jonghyuna, który czując to, stał się jeszcze bardziej niecierpliwy i spragniony. Zdjął swoją koszulkę i z powrotem pochylił się nad Key, dłonią lekko ściskając jego przyrodzenie.

- Nie! Przestań. – chłopak odepchnął jego rękę i jakby nigdy nic, podniósł się do siadu, obciągając swoją podwiniętą koszulkę.

- O co ci chodzi?

Kibum zagryzł wargę, unikając wzroku Jonghyuna. Za każdym razem, kiedy chłopak inicjował zbliżenie, on zbywał go głupotami. W duchu dziękował szatynowi za to, że nie nalega i o nic nie pyta, jednak gdy podniósł wzrok, wiedział, że tym razem nie obędzie się bez szczerej rozmowy.

- Nieważne. – mruknął, chcąc wstać i odejść, jednak starszy przytrzymał jego ramiona zmuszając go, by ponownie usiadł na kanapie.

- Nie rozumiem cię. Kochaliśmy się już i nigdy nie miałeś z tym problemu. Wydawało mi się, że jest ci przyjemnie, dlaczego mnie odepchnąłeś? Odkąd jesteśmy razem, nie robiliśmy tego ani razu. – Jonghyun wydawał się być zdezorientowany i zraniony. – Bummie, spójrz na mnie. – dodał, gdy młodszy nadal wpatrywał się w swoje dłonie.

- Po prostu nie chcę, żebyś był ze mną tylko dla seksu. – mruknął po chwili młodszy, z wahaniem spoglądając na swojego chłopaka.

- Nie ufasz mi. – stwierdził Jonghyun, z westchnieniem opierając się o kanapę.

- Nie! To nie tak! – zaprotestował od razu Kibum.

- A jak?! Ile razy mam ci udowadniać, że cię lubię i nie zależy mi tylko na twoim ciele? Nie jesteśmy już sex friends i moje uczucia się zmieniły, ale widzę, że ty nadal traktujesz mnie tak samo. Co mam zrobić, żebyś mi zaufał?! – Jonghyun wstał z kanapy i zaczął chodzić w kółko, widocznie zdenerwowany.

- Przepraszam. – szepnął Kibum, spuszczając wzrok.

- Muszę się przejść. – mruknął Jonghyun i wyszedł z pokoju. Po chwili Key usłyszał odgłos zamykanych drzwi.

***

Taemin wiercił się niespokojnie na siedzeniu pasażera. Miał wrażenie, że ma jakieś cholerne deja vu i właśnie cofnął się w czasie do momentu, kiedy wracał z Minho samochodem z imprezy u przyjaciela. Gdyby nie fakt, że był niewidomy, pewnie znowu nie mógłby się powstrzymać chociażby przed dotknięciem go, mimo tego, że starszy prowadził.

Był pierwszy dzień wakacji i właśnie jechali do Seulu, by zabrać stamtąd rzeczy chłopaka i następnego dnia pojechać do ich rodzinnej miejscowości. Minęły trzy tygodnie, odkąd znowu byli parą i Taemin mógłby powiedzieć, że czuje się tak, jakby nigdy nic się nie zmieniło, pomijając fakt, że był odrobinę bardziej nieśmiały i dużo bardziej stęskniony za pocałunkami, wspólnym zasypianiem i tym, czego jeszcze nie doświadczyli, a czego tak bardzo pragnął. Właśnie ta nieśmiałość, spowodowana tym, co przeszedł przez ostatnie miesiące, przeszkadzała mu w zrealizowaniu jego skrytych pragnień. Peszyło go, że tak naprawdę poznawali się z Minho na nowo, a wszystko między nimi działo się jakby w zwolnionym tempie.

Ostatnio jednak coś się zmieniło, jakby zniknęła niewidoczna bariera, blokująca ich pragnienia. Minho przestał traktować młodszego jak jajko, które może się w każdej chwili rozbić, ich pocałunki coraz częściej miały w sobie ten sam chaos i zniecierpliwienie, co kiedyś, a noce spędzone w jednym łóżku wydawały się być naładowane dziwnym prądem. To sprawiało, że Taemin coraz częściej miewał sny, po których budził się zlany potem i z małym problemem w spodniach, tak, jak dzisiaj rano.

Chłopak zarumienił się na wspomnienie poranka, kiedy obudził się z namiocikiem w krótkich szortach, w których spał. Oczywiście jak na złość, kiedy szedł do łazienki, zlikwidować swój mały problem, wpadł na Minho. Niemal natychmiast zaczął się wyrywać, uciekając od obejmujących go ramion, lecz brunet tylko zaśmiał się cicho.

- Chodź. – powiedział, prowadząc go z powrotem w stronę łóżka. Cmoknął go czule w nos i ściągnął spodenki sprawiając, że twarz młodszego przybrała odcień dojrzałego pomidora.

- Hyung! Co robisz…?

Minho nie odpowiedział. Po chwili Taemin poczuł na swoim przyrodzeniu jego dużą dłoń, która przesuwała się rytmicznie w górę i w dół powodując, że chłopak jęknął cicho, zażenowany całą tą głupią sytuacją, już po chwili dochodząc na rękę swojego chłopaka.

- O czym tak rozmyślasz, że jesteś cały czerwony? – uśmiechnął się Minho.

- Kiedy dojedziemy? – jęknął Taemin. Kiedy przypomniał sobie całą sytuację, naszła go jeszcze większa ochota. I już nawet nie przeszkadzała mu jego nieśmiałość i dorodne rumieńce na policzkach – przecież Minho zna go jak nikt inny i na pewno go nie wyśmieje, ani nie odrzuci.

- Pytałeś się o to pięć minut temu. – zaśmiał się brunet.

- No bo… hyung, ja czuję się tak, jak wtedy. – powiedział cicho blondyn, mając nadzieję, że jego chłopak zrozumie aluzję.

- Jak kiedy?

- Wtedy przed wypadkiem… - burknął Taemin, przeklinając swojego Minho za to, że musiał się powtarzać.

Choi zmarszczył czoło, zastanawiając się, o co może chodzić młodszemu, kiedy nagle go olśniło. Spojrzał na Taemina, który niespokojnie wiercił się na fotelu i uśmiechnął do siebie. Prawdę mówiąc, od rana miał ochotę na to samo.

- W takim razie chyba muszę przyśpieszyć. – powiedział, z uśmiechem obserwując zawstydzonego blondyna.

***

Kiedy zamknął za sobą drzwi, mieszkanie wydawało się puste. Po rozmowie z Minho, który wyjaśnił mu zachowanie Kibuma, poczuł się trochę lepiej, lecz nadal coś bolało go w okolicach serca. Chciał, żeby chłopak mu zaufał, Key jednak potrzebował widocznie trochę więcej czasu. Bolało go to, ale wiedział, że sam jest sobie winny – gdyby nie odstawił szopki w klubie, chłopak nie miałby teraz oporów przed otworzeniem się przed nim.

Wszedł do ich sypialni i zapalił światło. Key siedział na łóżku w samych bokserkach. Wyglądał na trochę przestraszonego i niezdecydowanego. Jonghyun nie zdążył zdjąć bluzy, kiedy ten podszedł do niego, całując go mocno w usta. Starszy odwzajemnił pocałunek, widząc jednak, że Kibum się zmusza, odsunął go od siebie delikatnie i spojrzał mu w oczy.

- Nie zmuszaj się.

- Nie zmuszam. Chcę ci pokazać, że ci ufam.

- To nie jest dobry pomysł. Nie jestem z tobą dla seksu, więc mogę poczekać, aż sam będziesz tego chciał. – zapewnił Jonghyun, rozbierając się i kładąc na łóżku.

- Nie jesteś zły? – spytał po chwili Key, kładąc się obok niego. Czuł się głupio, nie dopuszczając do siebie chłopaka, ale nic nie mógł poradzić na swoje uczucia.

- Nie. Może to dobry pomysł? Podobno to, na co długo czekaliśmy, lepiej smakuje. – odparł, uśmiechając się do swojego chłopaka.

***

          - Jesteśmy. – oznajmił Minho, gasząc silnik.

Taemin poczuł, jak zaczyna się denerwować. Nagle obleciał go strach i zaczął mieć wątpliwości, czy nie zawiedzie chłopaka i czy będzie umiał sprawić mu przyjemność – w końcu był w tych sprawach kompletnie zielony, a jedyne doświadczenie jakie miał, to te zdobyte razem z Minho.

Choi widząc, że blondyn się stresuje, objął go i cmoknął w policzek, prowadząc po schodach do jego mieszkania. Otworzył drzwi, wpuszczając go do środka, a sam udał się do kuchni, chcąc przygotować im coś do picia i dać czas do namysłu młodszemu.

Taemin stał przez chwilę w hallu, nie bardzo wiedząc, co robić. Jednocześnie był zdenerwowany i trochę przestraszony perspektywą przeżycia swojego pierwszego razu, a z drugiej strony chciał, by Minho całował go do utraty tchu już teraz, natychmiast.

Zagryzł wargę, kierując się w stronę kuchni w której krzątał się brunet i podszedł do niego, obejmując chłopaka od tyłu. Przez chwilę wsłuchiwał się w bicie swojego serca które ze strachu waliło jak oszalałe, po czym powiedział cicho, z trudem wydobywając z siebie głos:

- Hyung, pocałuj mnie.

Minho odwrócił się niemal natychmiast wpijając się wargami w chętne usta Taemina, który jęknął cicho, ze zniecierpliwieniem oddając pocałunek. Brunet zmusił go, by cofnął się do tyłu, kierując ich powolnymi, niezdarnymi krokami w stronę swojego pokoju. Popchnął Taemina na łóżko, a blondyn przywarł do niego mocniej, zawieszając się na nim niczym koala.

Minho oderwał się na chwilę od ust chłopaka, przyglądając się jego zarumienionej twarzy. Pogłaskał go po zmierzwionych, jasnych włosach i lekko musnął ustami jego szyję.

- Kiedy tak robisz, jeszcze bardziej się denerwuję. – jęknął młodszy, odchylając głowę i wzdychając cicho, gdy brunet składał na jego szyi delikatne pocałunki.

- Słyszę. – mruknął starszy, przykładając dłoń do serca chłopaka. Klatka piersiowa Taemina unosiła się szybko. – Ale wcale mi to nie przeszkadza. – powiedział, by dodać mu otuchy i lekko nadgryzając skórę na szyi blondyna. Po chwili zassał ją lekko, tworząc na jego ciele małą malinkę. Dłonią lekko musnął sutki chłopaka, wciąż ukryte pod koszulką, i otarł się biodrami o jego przyrodzenie, powodując, że z jego ust wypłynęło słodkie jęknięcie.

- Hyung… gorąco. – westchnął Taemin.

Minho uśmiechnął się pod nosem, podwijając koszulkę chłopaka, by po chwili zdjąć ją i rzucić gdzieś na podłogę. Ustami przywarł do lekko umięśnionego brzucha Taemina, zostawiając na jego skórze mokrą, lśniącą ścieżkę. Jednocześnie dłonią delikatnie stymulował ukrytego pod szortami członka chłopaka.

Taemin nie hamował cichych westchnięć i jęków, obejmując mocniej umięśnione plecy Minho i przyciągając go bliżej siebie. Czuł, jak na skórze perli mu się pot, a spodenki uciskają coraz bardziej. Miał ochotę zabrać rękę Minho, która sprawiała mu tak wielką przyjemność – miał wrażenie, że dłużej nie wytrzyma.

Minho przygryzł jeden z jego sterczących sutków, wolno przesuwając dłonią po wybrzuszeniu w spodniach chłopaka, kiedy drobna dłoń Taemina ujęła jego palce, zmuszając go, by mocniej zacisnął rękę na jego członku. 

- Ugh… Minho, Minho… Minho… nie… ja… - ciche słowa wydostawały się z jego wyschniętych, rozchylonych ust. Brunet jak zauroczony wpatrywał się w zarumienioną twarz swojego chłopaka i lekko wilgotne od potu włosy przysłaniające zamglone pożądaniem oczy. Kiedy pod palcami poczuł wilgoć, twarz Taemina wykrzywiła się w ekstazie, a chłopak jęknął przeciągle.

- Pobrudziłeś sobie spodnie, skarbie. – szepnął Minho do jego ucha, a Taemin zwrócił się niepewnie w jego stronę. Zrobiło mu się głupio, że doszedł przedwcześnie i miał wrażenie, że za chwilę spali się ze wstydu. A przecież tak bardzo chciał zadowolić Minho...

- Przepraszam. – jęknął.

- Za co mnie przepraszasz?

- No bo…

- Nie szkodzi. – uśmiechnął sie brunet, od razu domyślając się, o co chodzi jego chłopakowi. Jednym ruchem rozpiął guzik w jego rurkach i zsunął je z jego bioder razem z bokserkami. Ujął w dłoń jego penisa  i polizał go sprawiając, że z ust Taemina ponownie wydobyło się ciche westchnięcie.

- Hyu… - zaczął chłopak, lecz starszy przerwał mu:

- Ciii… - szepnął mu do ucha, nadgryzając jego małżowinę i przesuwając językiem po płatku, by po chwili ponownie wziąć do ust jego przyrodzenie. Sam odczuwał coraz boleśniej skutki swojego podniecenia – jego pieszczoty były coraz bardziej chaotyczne i niecierpliwe. Jęki Taemina sprawiały, że nakręcał się coraz bardziej i pragnął już tylko wsunąć się do gorącego wnętrza chłopaka.

Zdjął swoją koszulkę i rozpiął rozporek w spodniach, kiedy dłoń Taemina zatrzymała jego rękę.

- Hyung, pozwól mi… - szepnął chłopak i sam zsunął jego spodnie. Minho pozwolił młodszemu przejąć na chwilę inicjatywę, rozkoszując się delikatnymi, niezdarnymi pocałunkami na swoim torsie. Taemin zsunął drżącymi dłońmi bokserki starszego i ujął jego męskość, stymulując ją rytmicznie. Jednocześnie całym ciałem ocierał się o Minho.

Brunet westchnął ciężko, czując zwinne palce chłopaka na swoim penisie. Z trudem odsunął dłonie Taemina od swojego przyrodzenia i przekręcił ich tak, że teraz to młodszy był na dole. Powoli wsunął w niego palec, całując jego rozchylone usta. Chłopak skrzywił się lekko, odczuwając dyskomfort i uciekając od dotyku bruneta, Choi jednak przytrzymał jego biodra, wsuwając w niego kolejny palec i poruszając nimi w jego wnętrzu. Jednocześnie całował klatkę piersiową chłopaka, znacząc bladą skórę małymi,czerwonymi znakami. Po chwili Taemin zaczął wychodzić mu naprzeciw, dostosowując ruchy bioder do ruchów palców w swoim wnętrzu. Nigdy nie czuł czegoś podobnego i pragnął tylko, by to cudowne uczucie nigdy nie zniknęło.

Gdy poczuł pustkę, jęknął z niezadowoleniem. Minho wyciągnął z niego palce i położył sobie na ramionach jego nogi, wsuwając się w niego wolno. Niemal natychmiast otoczyło go przyjemne ciepło - Taemin był ciasny, a jego odbyt zaciskał się przyjemnie na przyrodzeniu bruneta.

- Boli… - jęknął cicho, zagryzając wargę niemal do krwi.

- Za chwilę przestanie, obiecuję. – szepnął Minho, całując go uspokajająco w usta, a Taemin objął go mocniej, starając się rozluźnić.

Z każdą chwilą ból zanikał, a w jego miejsce pojawiała się coraz większa przyjemność. Kiedy przyciągał Minho jeszcze bliżej siebie, dłonie ślizgały mu się na pokrytych potem plecach bruneta. Miał wrażenie, że znajduje się w innym świecie, czuł jak po ciele przechodzą mu dreszcze, a ciepły oddech bruneta staje się coraz bardziej urywany. Nie wytrzymał długo – doszedł na brzuch swojego chłopaka, po chwili czując, jak ciepła sperma Minho rozlewa się w jego wnętrzu. 

- Chciałbym cię teraz zobaczyć. – szepnął, dłonią delikatnie muskając twarz bruneta, kiedy wyczerpani leżeli obok siebie. – Twoje wilgotne, czarne włosy, usta… i nie tylko. – dodał, rumieniąc się.

- Ty mały zboczeńcu! – zaśmiał się Choi, przyciągając go bliżej siebie i obejmując.

- Jesteś idealny. – szepnął Taemin, błądząc palcami na jego klatce piersiowej. – Szkoda, że nie mogę…

- Możesz. – uśmiechnął się Minho, łapiąc dłoń blondyna i kładąc ją na swoim brzuchu. – Możesz zobaczyć wszystko. – dodał, delikatnie przesuwając ich dłonie po swoim ciele. – Tym. – tutaj uścisnął jego dłoń. – I tym. – drugą dłonią dotknął różowych ust chłopaka. – Co ty na to?

- Chyba się skuszę, hyung. – uśmiechnął się młodszy, a chwilowy smutek spowodowany tym, że jest niewidomy, gdzieś zniknął. Nie potrzebował oczu, by widzieć. Poznał miłość swoimi dłońmi, opuszkami palców nieśmiało dotykających ciała Minho, ustami, które muskały jego wilgotne wargi. Mógł ją usłyszeć w jego ciepłych słowach i poczuć jej zapach, kiedy wtulał się w zagłębienie jego szyi.

Raz jeszcze spróbował słodkich ust swojego chłopaka, nie mogąc nasycić się ich smakiem. Był pewny, że nigdy mu się nie znudzi.