Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angst. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angst. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

Brudne tajemnice 2 - rozdział II


Nareszcie przebrnęłam przez ten rozdział, mam nadzieję, że się spodoba:) Teraz już powinno być lepiej, chociaż opowiadanie nie należy do łatwych w pisaniu, więc za tydzień spodziewajcie się kolejnego partu BT2 :D
-----------------------------------------------------





- Sąsiadka znowu skarżyła się, że pobił się z jej synem. W szkole matki innych uczniów patrzą się na mnie, jak na kosmitkę. – kobieta w średnim wieku drżącą dłonią sięgnęła po kieliszek z winem i upiła kilka łyków.

- Musi się przyzwyczaić. To dla niego nowe środowisko, nieznany język, zupełnie inna kultura. – zaoponował siedzący naprzeciwko mężczyzna.

- Jesteśmy tutaj już pół roku. Nie mam zamiaru stać się pośmiewiskiem w miasteczku. – kobieta skrzywiła się.

- Więc co chcesz zrobić?

- Może byłoby lepiej, gdyby zamieszkał z babcią w Seulu.

Młody chłopak, dotąd ukrywający się za rogiem, pobiegł do swojego pokoju, głośno trzaskając drzwiami.

Rzucił się na łóżko, mocząc poduszki łzami, które nie chciały przestać płynąć. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Przecież rodzice nie mogą odesłać go z powrotem! To prawda, nie za bardzo umiał się zaaklimatyzować w nowym kraju, ale to nie była jego wina. Ciągłe wyzwiska i popychanie na korytarzu sprawiały, że nie miał ochoty na bliższe kontakty z rówieśnikami.

- Kibum? – drzwi otworzyły się, a do pokoju weszła ciemnowłosa kobieta, z westchnieniem siadając na łóżku.

- Wszystko słyszałem. Nie musisz nic mówić. – burknął w poduszki. – Wstydzisz się mnie?

- Bummie, to nie tak. Po prostu w Korei będzie ci lepiej…

- Trzeba było w ogóle tu nie przyjeżdżać! – krzyknął, podnosząc się do siadu. Jego twarz była czerwona od łez.

- Dobrze wiesz, że musieliśmy. Dostałam pracę i… - zaczęła brunetka, lecz po chwili zrezygnowała, dodając: - Babcia dobrze się tobą zaopiekuje. Już do niej dzwoniłam…

- Nie chcę tam jechać! – zaprotestował chłopiec, z niedowierzaniem wpatrując się w matkę.

- Już zarezerwowałam lot. Tata poleci z tobą. – powiedziała kobieta. Łzy jedynego syna wydawały się nie robić na niej najmniejszego wrażenia.

- Ale… - Kibum chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz jego rodzicielka tylko pokręciła przecząco głową i wyszła.

W głowie wciąż miał obraz matki, która na lotnisku obdarzyła go szybkim uściskiem, mówiąc mu cicho na ucho, że go kocha. Wtedy widział ją po raz ostatni.

Ojciec został z nim u babci dwa tygodnie, pomagając w umeblowaniu małego pokoiku, w którym odtąd miał mieszkać trzynastoletni Kibum. On też zdawał się nie zauważać cierpienia syna. Tylko stara kobieta, siedząca na bujanym fotelu z kłębkiem włóczki i kawałkiem swetra robionego na drutach, patrzyła na niego ze smutkiem w czarnych, okolonych zmarszczkami oczach.

- Co robisz? – Kibum odwrócił się gwałtownie na dźwięk głębokiego głosu Minho. W pierwszej chwili chciał rzucić mu się w ramiona i wypłakać, jak codziennie od kilku dni, po chwili jednak przypomniał sobie o trzymanej w rękach koszulce i wrzucił ją do prawie pełnej walizki, z obawą spoglądając na swojego chłopaka.

Minho przesunął wzrokiem po leżących na łóżku Kibuma ubraniach, kończąc na ustawionej w rogu pomieszczenia walizce. Kiedy jego oczy ponownie spotkały się z wystraszonymi tęczówkami szatyna widać w nich było żal i zdenerwowanie.

- Wyjeżdżasz? – zapytał, chociaż odpowiedź była aż nadto oczywista.

- Mama dzwoniła drugi raz… - zaczął niepewnie Key, lecz brunet przerwał mu:

- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?

- To tylko kilka tygodni…szybko zleci… - próbował bronić się Kim, w myślach karcąc się za swoje tchórzostwo. Powinien wcześniej powiedzieć Minho o wyjeździe.

- Szybko zleci?! A pomyślałeś o mnie? Pomyślałeś o tym, że może ja nie chcę, żebyś jechał? Że może chciałbym polecieć tam z tobą?

- Minho…nie kłóćmy się teraz o to, proszę. – Kibum podszedł do wyższego chłopaka, wtulając się w jego koszulkę. Serce Minho biło w przyśpieszonym tempie, a żyła na szyi pulsowała, zdradzając zdenerwowanie bruneta.

- Kiedy wyjeżdżasz?

- Jutro. – odparł cicho Key, czując jak ciepło, które biło od ciała Choi, znika. – Nie idź. – jęknął, zatrzymując odchodzącego bruneta. – Proszę, mi też jest trudno.

- Nie, Kibum. – Minho odwrócił się w jego stronę, patrząc na niego z żalem. – Poszedłeś najłatwiejszą drogą. – dodał, po czym wyswobodził się z jego uścisku i wyszedł z pokoju.

Nie miał siły za nim iść. Niczym kukła upadł na łóżko, pustym wzrokiem wpatrując się w drzwi, za którymi chwilę temu zniknął jego chłopak.

- Dlaczego karzesz mi wybierać pomiędzy tobą, a rodzicami? – jęknął, chociaż dobrze wiedział, że to nie jest prawda. Zawiódł Minho. Osobę, która troszczyła się o niego i martwiła, kiedy był smutny. Kogoś, kto zawsze był przy nim mimo jego humorków i kłótni. Kogoś, kogo kochał bardziej niż cokolwiek innego.

Jego życie nagle wywróciło się do góry nogami. Telefon od rodziców, którzy zostawili go w dzieciństwie, był rzeczą, której się nie spodziewał. Nie wiedział, co ma robić. Z jednej strony kochał Minho, z drugiej zapragnął wreszcie uporządkować swoje życie. A skoro nadarzyła się ku temu okazja, nie mógł nie skorzystać.

W głowie ciągle widział obrazy ze swojego dzieciństwa. Miał wrażenie, że widok matki uśmiechającej się do niego sztucznie na pożegnanie, będzie go prześladował dopóki, dopóty jej nie zobaczy.

Być może łudził się, że jego rodzice mieli ważny powód, by go zostawić. Być może chciał wierzyć, że był sens w tym, że przestali się do niego odzywać. A może po prostu chciał pierwszy raz od wielu lat poczuć, że ma rodzinę?

- Miałeś powiedzieć mu wcześniej… - usłyszał cichy głos Taemina, który usiadł obok niego na łóżku.

- Bałem się, że mnie powstrzyma. A ja naprawdę chcę ich zobaczyć, Taemin. Chcę z nimi porozmawiać, dowiedzieć się, dlaczego mnie zostawili. To tylko moja sprawa i on nie powinien się do tego mieszać.

- Myślałem, że twoje sprawy są też sprawami Minho.

- Bo tak jest, ale…

- Ale?

Kibum tylko westchnął, nie mając ochoty na dalszą rozmowę. Czuł się przytłoczony wszystkimi wydarzeniami, które ostatnio miały miejsce i miał dość mętliku w swojej głowie.

- Minho ma prawo być na ciebie zły. Zachowałeś się tak, jakbyś mu nie ufał. – powiedział Taemin, patrząc ze smutkiem na zwiniętego w kulkę Kibuma. – Zadzwoń do niego. – chłopak nachylił się nad przyjacielem i cmoknął go w policzek, po czym wyszedł z pokoju.

***

Minho spojrzał na telefon, który od godziny uparcie wibrował w jego kieszeni. Widząc na wyświetlaczu imię swojego chłopaka, cisnął nim zdenerwowany. 

Barman spojrzał na niego uważnie.

- Problem z dziewczyną? – zapytał, stawiając przed nim kolejną szklankę whisky.

- Można tak powiedzieć. – brunet skrzywił się, biorąc szkło do ręki i mocząc usta w alkoholu.

Z niechęcią przypatrywał się siedzącej w rogu baru parze. Dwóch chłopaków co chwilę nachylało się ku sobie, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Dla przeciętnego obserwatora mogli wyglądać jak dwaj przyjaciele, lecz Minho, pomimo tego, że jego wzrok był już zamroczony od alkoholu, widział błysk w ich oczach, gdy patrzyli na siebie nawzajem.

Kiedy dopił do końca, wściekłość, którą odczuwał od chwili kiedy wyszedł z domu, zaczęła ustępować żalowi.

Wiedział, że Key będzie chciał odwiedzić rodziców w Ameryce. Chłopak był zbyt wrażliwy, by telefony jego matki nie zrobiły na nim wrażenia. Minho nie umiał sobie nawet wyobrazić jak ten musiał się czuć, gdy ta odezwała się do niego po tylu latach. Nieczęsto o tym rozmawiali. Dla Kibuma był to bolesny i drażliwy temat.

Nie rozumiał tylko, dlaczego chłopak nie powiedział mu o wyjeździe. On sam gotów był polecieć razem z nim, a nagle dowiedział się, że Kibum nie tylko nie chce z nim lecieć, co w ogóle nie zamierzał powiedzieć mu o swoich zamiarach.

- Wytrwała jest. Może warto jej przebaczyć? – usłyszał głos barmana, gdy wibracje w jego kieszeni rozległy się ponownie.

Westchnął ciężko i zapłacił, zostawiając mężczyźnie spory napiwek, po czym,  chwiejąc się lekko, wyszedł z lokalu i wsiadł do najbliższej taksówki.

***

- O czym tak myślisz, Minnie? – Jonghyun podchodzi do mnie, kiedy siedzę na szerokim parapecie w kuchni, pustym wzrokiem wpatrując się w krajobraz za oknem.

W mojej głowie kotłuje się tysiące myśli i mam wrażenie, że one zaraz rozsadzą mi czaszkę. Zawsze wiedziałem, że miłość nie jest łatwa, ale…

- Hmm? – szatyn głaska mnie lekko po przydługich włosach, zakładając niesforne kosmyki za ucho.

Przenoszę wzrok ze skąpanego w ciemnościach Seulu na jego twarz i zagryzam wargę. Zawsze to robię, kiedy jestem wystraszony lub zdenerwowany. On o tym wie, dlatego teraz przygląda mi się badawczo, a jego oczy są lekko zmartwione.

- Coś cię gryzie? – pyta, a ja wzdycham cicho, obracając się do niego przodem i spoglądając na niego niepewnie.

- Czy…czy ja jestem dobrym chłopakiem? – pytam w końcu, a jego oczy rozszerzają się w zdziwieniu.

- Co ci nagle przyszło do głowy? To chyba ja powinienem o to pytać, po tym co…

- Nie wracajmy do tego. – przerywam mu. Nie chcę rozpamiętywać przeszłości, chociaż, prawdę mówiąc, kiedy teraz on jest przy mnie, nie mogę uwierzyć w to, co działo się kiedyś. – Ja…chodzi mi o… - zaczynam znowu, lecz czuję się jak skończony głupek, chcąc pytać go właśnie o to. A jednak nieprzerwanie chodzi mi to po głowie.

- Chodzi ci o seks? Minho i Kibum nie powinni żartować na ten temat. – mówi spokojnie Jonghyun, lecz widzę, że jest trochę zakłopotany.

- Nie brakuje ci tego? – pytam.

- Dopóki mam ciebie, niczego mi nie brakuje. – odpowiada mój chłopak i przyciąga mnie do siebie. Zsuwam się z parapetu i przytulam do niego, czując mokry pocałunek na policzku. Znów robi mi się gorąco. – Poczekam, aż będziesz gotowy. – Jonghyun szepcze do mojego ucha, a ja czuję, jak oblewa mnie rumieniec na samą myśl, że moglibyśmy wreszcie to zrobić. Tak, jak jeszcze nigdy.

- Ah! Nie będę wam przeszkadzać. – do kuchni wchodzi Kibum, lecz widząc nas, cofa się niepewny tego, czy może zostać.

Oboje patrzymy na niego zmartwieni. Jego oczy są zapuchnięte od łez, a ręka w której trzyma telefon lekko drży. Co chwilę spogląda na zegarek – jest już po dwudziestej trzeciej, a Minho nadal nie wrócił.

- Pogadaj z nim. – mówi do mnie Jonghyun, odsuwając się ode mnie i całując w czoło. Po drodze szepcze coś jeszcze do Kibuma, po czym zostawia nas samych.

***
           
        Ręce trzęsły mu się, gdy nalewał soku do kubka. Nic nie widział przez łzy i odrobinę napoju wylało się na stół. Nie zwrócił jednak na to uwagi, zbyt zajęty powstrzymywaniem szlochu, chcącego wydostać się z jego ust.

- Przejdzie mu. – usłyszał głos Taemina. Rudzielec objął go od tyłu, przyciskając mocno do siebie.

- Jasne. – mruknął tylko starszy, odsuwając się od przyjaciela i wpatrując uparcie w widok za oknem. Jeszcze nigdy nie pokłócili się z Minho tak, jak dzisiaj, a najgorsze, że to była jego wina.

- On też musi w spokoju to wszystko przemyśleć. Na pewno niedługo wróci. – jak na zawołanie usłyszał, jak drzwi wejściowe otwierają się. Ze strachem spojrzał w tamtą stronę.

- Idź do niego. – Taemin popchnął go w stronę hallu.

- Ale…

- Idź.

Z wahaniem, ocierając z policzków ostatnie łzy, podszedł do Minho, który właśnie zdejmował buty.

- Gdzie byłeś? – spytał niepewnie, jakby bał się, że ten na niego nakrzyczy.

- Nieważne. – mruknął brunet, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem i zniknął za drzwiami ich pokoju.

- Zaczekaj! – krzyknął Key, wchodząc za nim do pomieszczenia. – Porozmawiajmy.

- O czym chcesz rozmawiać? O tym, że nie liczyłeś się z moim zdaniem, że nasz związek nic dla ciebie nie znaczy?! – Minho odwrócił się do niego. Jego oczy miotały błyskawice i Kibum bał się chociażby poruszyć.

- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda.

- W takim razie co jest prawdą? Co jest prawdą do cholery, Kibum?! – brunet złapał go za ramiona i potrząsnął nim kilka razy. Key poczuł bijącą od niego woń alkoholu i skrzywił się.

- Jesteś pijany.

- Nie zmieniaj tematu…

- Dlaczego nie możesz po prostu zaakceptować mojej decyzji? – szepnął Key drżącym głosem. – Przecież wiesz, jakie to dla mnie ważne. Opowiadałem ci o tym. Chcę tam pojechać i dowiedzieć się, dlaczego mnie zostawili, tylko tyle.

- Rozumiem. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej. – Minho usiadł na łóżku, niezdarnie próbując rozpiąć guziki koszuli.

- Przepraszam… - powiedział cicho, podchodząc do chłopaka i klękając przed nim. Drżącymi dłońmi złapał jego ręce i sam zaczął rozpinać jego ubranie. – Nie chcę się z tobą kłócić…

Brunet nie odpowiedział. Ujął twarz Kibuma w swoje dłonie i brutalnie wpił się w jego wargi, niemal nie przewracając ich na podłogę. Nie zwracał uwagi na chłopaka, który próbował go odepchnąć. Nie słyszał cichych słów protestu, tłumionych przez brutalne pocałunki. Chciał mieć Kibuma tu i teraz, przekonać się, że jest tylko jego, że kiedy wyjedzie będzie tęsknił za nim tak cholernie, że…

- Minho, przestań! – krzyknął Key, kiedy ręce wyższego zaczęły niecierpliwie badać jego, ukryty pod koszulką, tors.

- Seks na zgodę chyba zawsze się sprawdzał, co nie? – mruknął Choi, niemal zszarpując z chłopaka koszulkę.

- Ale ja nie chcę! – zaprotestował Kibum, próbując odciągnąć nachalne ręce bruneta.

- Zaraz sprawię, że będziesz chciał. – Minho popchnął Key na łóżko, od razu siadając na jego biodrach i składając na jego szyi mokre pocałunki.

- Nie chcę! Jesteś pijany! – Kibum odepchnął bruneta, starając się zejść z łóżka.

Choi zatoczył się lekko, wpatrując się w przerażonego szatyna, który szlochając zbierał swoje, porozwalane po podłodze, rzeczy.

- Gdzie idziesz? Kibum! Chcesz jechać już teraz? Nie pozwalam ci! Nigdzie nie pojedziesz! – Minho podszedł do chłopaka, nie pozwalając mu wyjść z pokoju.

- Zostaw mnie. – wychlipał Key, po omacku sięgając po klamkę. Przez łzy cieknące mu nieustannie po policzkach już nic nie widział.

- Co się stało? – w salonie niemal natychmiast podbiegł do niego Taemin.

- Mogę dzisiaj spać z tobą? – zapytał, wtulając się w drobniejszego chłopaka i wybuchając szlochem. Nie tak miało wyglądać jego pogodzenie się z Minho.

***

- Prosimy pasażerów lotu nr 2906 o wejście na pokład samolotu.

Kibum zagryzł wargę, ostatni raz odwracając się w kierunku wejścia na lotnisko, lecz na próżno. Nadzieja matką głupich, pomyślał, jednak poczuł, jak żołądek zwija mu się w supeł z żalu i niedowierzania.

Kiedy wstał rano, Minho jeszcze spał. Key wypił kawę razem z Taeminem i Jonghyunem, którzy nie wypuścili go z domu uprzednio nie obdarowując tysiącem uścisków.

Przez małą chwilę miał nadzieję, że Choi przyjedzie się z nim pożegnać, zamienić choćby kilka słów, lecz tak się nie stało.

- Proszę pana, proszę wejść do samolotu. – usłyszał i z westchnieniem skierował się na pokład maszyny.

wtorek, 10 września 2013

Dotknij mnie (JongTae)


Wiem, że czekacie na Brudne Tajemnice, ale utknęłam w martwym punkcie. Nie chcę wstawiać tutaj byle czego, dlatego postanowiłam dokończyć tego, zaczętego już dawno, oneshota. Choroba tutaj przedstawiona nie jest zbyt znana, nie znalazłam na jej temat żadnych wiadomości, oprócz ogólnego wyjaśnienia, co to jest. Wszystkie objawy, które tutaj opisałam, są wymyślone przeze mnie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Mam pomysł na kolejną partówkę, lecz prolog pojawi się najpewniej już jak jedno z obecnie pisanych przeze mnie opowiadań zbliży się do końca. Mogę tylko zdradzić, że będzie to moje pierwsze opowiadanie skupiające się głównie na Key i JongKey:)
-------------------------------------------------------------------




Tytuł: Dotknij mnie
Pairing: JongTae
Gatunek: AU, obyczaj, angst, fluff
Rating: +12
Otrzeżenia: choroba psychiczna - hafefobia


- Słucham? – usłyszał znudzony głos recepcjonistki, która leniwie podniosła głowę, patrząc na niego w oczekiwaniu.

- Jestem...ykhm… wolontariuszem. – mruknął niechętnie, w myślach przeklinając dyrektora szkoły, który, w ramach gratisu do zawieszenia w prawach ucznia, dodał mu miesiąc wolontariatu w tym przybytku dla wariatów. Facet chyba sam miał nierówno pod sufitem, wysyłając go do takiego miejsca, a nie chociażby zwykłego domu dziecka.

- Pańskie imię i nazwisko?

- Kim Jonghyun. – odparł, a kobieta zapisała coś na komputerze, po czym podała mu grubą, białą teczkę.

- Jesteś przydzielony do opieki nad Lee Taeminem. Sala 303. Tutaj masz opis jego choroby. – powiedziała, po czym wróciła do swoich obowiązków.

Jonghyun spojrzał obojętnie na trzymaną w rękach teczkę, po czym niechętnie udał się w stronę schodów na piętro. Nie miał zamiaru tracić czasu na czytanie stosu nikomu nie potrzebnych papierów. Chciał odbębnić dwie godziny, które musiał tu codziennie spędzać, jak najszybciej.

Starał się nie zwracać uwagi na dziwne przedmioty latające mu tuż przed oczami, lub stare ahjummy, pytające, czy jest ich księciem na białym koniu. Miał wrażenie, że gdyby tylko złapał kontakt wzrokowy z którymś z tych psycholi, sam skończyłby w wariatkowie.

Niechętnie spojrzał na salę z numerem 303 i bez pukania wszedł do środka. Przy małym stoliku siedział jasnowłosy, młody chłopak, patrzący się na niego z lekką obawą. Jonghyun dyskretnie rozejrzał się po pokoju, by znaleźć coś, co świadczyłoby o nienormalności nastolatka, lecz wszystko zdawało się wręcz przerażająco nudne, a sam blondyn całkiem normalny. Nie zmieniało to jednak faktu, że śliczny chłopak w otoczeniu surowej bieli wyglądał trochę groteskowo.

- Kim jesteś? – blondyn przyglądał mu się uważnie.

- Jestem wolontariuszem, spędzimy razem trochę czasu. – odparł, siląc się na przyjazny ton.

- Nareszcie nie będzie mi się tak nudziło. – chłopak uśmiechnął się do niego. – Jestem Taemin, a ty?

- Jonghyun.

- Mój brat się tak nazywa!* – Taemin rozpromienił się, by po chwili natychmiast posmutnieć. – Już dawno go nie widziałem. Uważa, że jestem nienormalny.

Pewnie jesteś, skoro cię tutaj trzymają – pomyślał Jonghyun, lecz w porę ugryzł się w język. Zamiast tego tylko mruknął cicho pod nosem, co miało posłużyć za odpowiedź i sięgnął do kieszeni po telefon.

- A ty dlaczego tutaj jesteś? – spytał chłopak, uroczo przekrzywiając głowę na bok.

- Bo muszę. - odparł krótko, a uśmiech blondyna zbladł, zastąpiony przez zmieszanie i smutek.

***

       Nie miał zamiaru wdawać się w bliższe relacje ze swoim niechcianym problemem, jak nazywał Taemina Jonghyun, lecz nie mógł znieść smutnych oczu wpatrujących się w niego bezustannie. Spojrzenie blondyna sprawiało, że miał ochotę mu pomóc, lecz już sam pomysł wydawał mu się idiotyczny i poniżający.

       - Możesz przestać się na mnie gapić? – warknął, odrywając wzrok od telefonu.

    - Jesteś jedyną osobą, która mnie odwiedza. Nikogo innego nie widuje. – odparł blondyn.

     - Fajnie wiedzieć, że traktujesz mnie jak jakiś wędrowny cyrk, na który można sobie popatrzeć. – szatyn skrzywił się, z nadzieją spoglądając na zegarek, lecz do końca wizyty było jeszcze dużo czasu.

      - Nigdy nie byłem w cyrku. Ale myślę, że ty jesteś o wiele bardziej interesujący. - Bezpośredniość Taemina dziwiła Jonghyuna od samego początku. Nie mógł zrozumieć dlaczego, pomimo jego wyraźnego dystansu, chłopak nadal stara się z nim zaprzyjaźnić. Co gorsza, sam szatyn powoli zaczął powątpiewać w skuteczność swojej maski zimnego drania.

        - Jesteś nienormalny. – Bycie wciąż bardziej oschłym stało się jego jedyną bronią.

        - Wiem.

***

       Szampon intensywnie pachniał truskawkami – Jonghyun nienawidził truskawek, dlatego podwójnie zirytowany nalał sobie płynu na dłoń i złapał kilka mokrych kosmyków klęczącego nad wanną Taemina.

            Chłopak odsunął się od niego gwałtownie, uderzając kolanami o zimną powierzchnię.

        - Nie wiem, kto wymyślił, że mam ci umyć głowę, ale mógłbyś mi tego nie utrudniać.

           - Przepraszam. – jęknął cicho blondyn. – Przecież wiesz… - dodał, lecz Jonghyun nie wiedział. Bo niby co miał wiedzieć?

        - Chodź tutaj. – odparł, przyciągając do siebie chłopaka i od razu wmasowując szampon w jego włosy.

      - Nie! Zostaw! Zostaw mnie! – pisk Taemina ogłuszył go do tego stopnia, że wyrywający się z jego ramion chłopak sprawił, że obaj wpadli do wanny. Przerażony blondyn zaczął odsuwać się od niego w panice, ślizgając się na mokrej nawierzchni i co chwila upadając na zaczerwienione kolana.

       - Co robisz, idioto? Chcesz żeby zleciał się tutaj cały szpital?! – Jonghyun złapał blondyna pod pachami, chcąc wyciągnąć go z wanny.

        - Zostaw mnie! Nie dotykaj! – Taemin wił się w jego ramionach, a jego twarz zrobiła się przeraźliwie blada. Chłopak ugryzł go w ramię, sprawiając, że szatyn puścił go i obaj upadli na zimne kafelki.

         - Taemin? Jonghyun? Co się tutaj dzieje? – do szpitalnej toalety wpadła pielęgniarka, z przerażeniem na twarzy podbiegając do, miotającego się na podłodze, blondyna.

         - Nie czytałeś opisu jego choroby? Przez ciebie dostał duszności. – kobieta ofuknęła Jonghyuna, przystawiając do twarzy młodszego inhalator.

       Szatyn jak zahipnotyzowany wpatrywał się w leżącego na kolanach lekarki Taemina, który z trudem łapał oddech. Chłopak drżał w konwulsjach, a jego źrenice były nienaturalnie rozszerzone.

       - C-co do cholery… - mruknął, dalej nie mogąc otrząsnąć się z szoku. Czuł się jak we śnie w nawiedzonym domu psychiatrycznym, czy czymś w tym stylu.

       - Lepiej już idź. – usłyszał głos kobiety i posłusznie wyszedł z pomieszczenia.

***

        Jasne włosy powiewały lekko pod wpływem delikatnego wiatru dostającego się do pokoju z małego, umieszczonego pod sufitem, okienka. Pełne, różowe usta były delikatnie rozchylone, a rumiana twarz nadzwyczaj spokojna.

         Na kolanach Jonghyuna leżał plik kart opisujących historię choroby Taemina. Sam nie wiedział, dlaczego to przeczytał. Gdy zobaczył, jak chłopak nie może złapać oddechu i miota się bezwiednie w drgawkach, niczym kukła sterowana przez macki choroby, coś w nim drgnęło. Poczuł się winny.

          Taemin cierpiał na hafefobię – bał się dotyku innych osób. Jonghyun słyszał kiedyś o czymś takim jak światłowstręt, lęk wysokości, czy strach przed przebywaniem w zamkniętym pomieszczeniu, ale nigdy nie przypuszczał, że można obawiać się czegoś tak naturalnego, jak dotyk.

       Kiedy ktoś go dotknie, Taemin zaczyna mieć drgawki i trudności z oddychaniem. Wpada w szał, nie kontroluje swojego zachowania, staje się agresywny.

      Jonghyun miał wrażenie, że znalazł się na planie filmowym, którego chłopak jest głównym bohaterem.

      - Myślałem, że już do mnie nie przyjdziesz. – usłyszał cichy głos Taemina. Chłopak wydawał się inny niż zwykle – bardziej przygaszony.

     - Chciałem cię przeprosić. – burknął szatyn, sam nie wierząc, że wypowiada te właśnie słowa. Nie wiedział, czemu ciepły uśmiech blondyna sprawił, że sam odwzajemnił ten gest.

***
     
          Jonghyun nigdy nie przypuszczał, że rozmowa może być prawdziwym lekarstwem. Z Taeminem rozmawiali dosłownie o wszystkim; zaczynając od pogody, a kończąc na niespełnionych marzeniach i modzie. Młody Lee był taki, na jakiego wyglądał – słodki, uroczy i niewinny. Jong uwielbiał przyglądać się jego rumieńcom, kiedy prawił mu komplementy albo opowiadał o swoich dawnych związkach. Dla Taemina temat miłości był jak sen, który może zobaczyć wyłącznie w wyobraźni – w końcu przecież nigdy nie będzie uprawiał seksu, nie pocałuje się, nawet nie będzie mógł chodzić z ukochanym za rękę.

         Z czasem ich rozmowy nabrały dwuznaczności, a dwie godziny trwania wizyty wydawały się o wiele za krótkie. Jonghyun przyłapywał się na tym, że myśli o Taeminie nie tylko w szpitalu, lecz przez cały dzień, a fakt, że za dwa tygodnie kończył wolontariat stał się dla niego przerażającą przyszłością.

***

Taemin siedział skulony na łóżku, patrząc na niego niepewnie.

- Rozmawiałem z lekarzem, powiedział, że możesz przezwyciężyć chorobę. – powiedział Jonghyun.

- Wstydzisz się mnie? Dlatego chcesz, żebym wyzdrowiał? – oczy blondyna zaszkliły się. – Nie musisz już udawać, że ci na mnie zależy. Jestem psycholem, możesz mną gardzić jak na początku, nie obrażę się. – dodał chłopak.

Jonghyun westchnął, rozmasowując bolące skronie. Wiele razy o tym rozmawiali, lecz Taemin był uparty.

- Chcę to zrobić dla ciebie. – odparł, po czym usiadł obok chłopaka. Ten tylko jeszcze bardziej się skulił, niemal wbijając się w ścianę.

- Dotknij mnie. – powiedział cicho, patrząc wprost w jego szklące się oczy.

- Boję się. – wyszeptał Taemin, zaciskając pięść na prześcieradle.

- Czego się boisz?

- Nie wiem.

- Spróbuj. Nie poruszę się ani o milimetr. – zapewnił go Jonghyun.

Chłopak zagryzł wargę. Wyglądał tak, jakby walczył sam ze sobą, niepewny, czy ma odwagę zrobić pierwszy krok. Jonghyun nie wiedział, ile czasu minęło, kiedy drobna dłoń Taemina powoli uniosła się i spoczęła tuż obok jego własnej, dużej i opalonej. Ich palce dzieliły centymetry – Jong miał ochotę po prostu złapać rękę blondyna i mocno uścisnąć, nadal jednak pozostawał w bezruchu.

- Nie umiem. – Taemin zaszlochał cicho. Jego dłoń zaczęła niekontrolowanie drżeć, a oddech przyśpieszył.

- Spokojnie, może na dzisiaj wystarczy.

- Nie chcesz mieć chorego chłopaka, prawda? To dlatego chcesz, żebym wyzdrowiał. – Jonghyun już nawet nie zdziwił się, że blondyn tak otwarcie i dokładnie określił ich relację.

- Nie chcę. – odparł zgodnie z prawdą, a oczy Taemina zaszkliły się. – Chcę ciebie.

***

Palce Taemina wolno i bardzo delikatnie musnęły jego opuszki. Jonghyun spojrzał zaskoczony na chłopaka – jego twarz była zacięta.

- Złap mnie za rękę. – szepnął, patrząc niepewnie na szatyna.

- Jesteś pewny?

- Tak.

Jong powoli poruszył palcami, dając blondynowi czas do namysłu, po czym delikatnie ujął jego dłoń. Była dokładnie taka, jak sobie wyobrażał – delikatna i gładka jakby była z porcelany, wciąż jednak drżała niekontrolowanie. Chłopak odwrócił się do młodszego – Taemin oddychał szybko, a jego twarz była biała jak papier.

- Mam cię puścić?

- Nie.

- Ale Taemin… - jęknął Jonghyun, widząc, że chłopak jest w coraz gorszym stanie. Wyglądał dokładnie tak, jak w szpitalnej łazience, kiedy chciał umyć mu włosy.

- Nie! – krzyknął blondyn, a na jego czoło wystąpiły kropelki potu. Jego ciało zaczęło niekontrolowanie drżeć, a oddech stał się urywany.

- Taemin? – w drzwiach pokoju pojawiła się pielęgniarka. Widząc stan, w jakim znajdował się chłopak, natychmiast odepchnęła Jonghyuna, który z bolesnym westchnieniem oparł się o ścianę.

- Odsuń się, ma atak, nie widzisz?

- Ale lekarz mówił, że może to przezwyciężyć… - szatyn chciał zaprotestować, lecz kobieta przerwała mu:

- I przy okazji się udusić?! Taemin, połóż się, zrobię ci zastrzyk.

- Nie! Nie jestem psycholem! – chłopak odsunął się w kąt łóżka.

- Taemin…

- Nie chcę! – krzyknął, chwilę potem zaczynając oddychać coraz bardziej płytko. Pielęgniarka nie czekając na zgodę chłopaka, złapała go w pasie, chcąc położyć na kozetce, lecz w blondyna jakby wstąpił szał.

- Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie! Zostaw! – po sali rozniósł się przeraźliwy pisk.  Taemin wyglądał jak, zamykane w klatce, dzikie zwierze walczące o ostatki swojej wolności. Jonghyun z przerażeniem obserwował, jak chłopak wyrywa się trzymającej go pielęgniarce, kopiąc ją i gryząc, by nagle upaść jak kukła na białe prześcieradło. Jego twarz niemal zlewała się z bielą materiału.

Szatyn spojrzał przerażony na stojącego obok chłopaka lekarza. Mężczyzna trzymał w ręku strzykawkę z lekiem uspokajającym.

- To nie był dobry pomysł, Jonghyun. – lekarz zwrócił się do niego, po czym wyszedł z pomieszczenia.

***

Stał przed dużą szybą stanowiącą jedyne, prowizoryczne okno na świat, małego, białego pokoiku w którym został umieszczony Taemin. Gdy blondyn go zauważył, powoli podszedł do szkła, przykładając do niego swoją twarz. Po szybie spłynęły dwie, lśniące krople, a chłopak spojrzał na niego z niemą prośbą, kładąc na szybie swoją drobną dłoń.

- Dotknij mnie. – powiedział, a przynajmniej tak zdawało się Jonghyunowi, gdy czytał z ruchu jego spierzchniętych warg.

Szatyn wolno podniósł swoją rękę, przykładając ją do szyby w miejscu, w którym znajdowała się dłoń blondyna.

Taemin uśmiechnął się smutno, niepewnie gładząc brudne szkło. Stali tak przez chwilę, patrząc się na siebie z niewypowiedzianą obietnicą, po czym blondyn raz jeszcze przybliżył swoją twarz do szyby i złożył na niej pocałunek.

Jonghyun schylił się lekko i pocałował szkło w miejscu, w którym po drugiej stronie znajdowały się różowe wargi chłopaka. Co z tego, że ludzie patrzyli się na niego jak na idiotę, kiedy w oczach Taemina widział uwielbienie? Kiedyś uznałby to za idiotyzm, teraz wiedział, że to po prostu miłość.

***

- Lekarz powiedział, że wszystko przyjdzie z czasem. – Jonghyun usiadł obok Taemina i wyciągnął swoją rękę w jego stronę. - Dotknij mnie. – już nie pamiętał, który raz mówił te słowa.

Zaczynali od drobnostek – delikatnego muśnięcia dłoni, włosów, siedzenia obok siebie. Kiedy wzrok Taemina robił się rozbiegany, a dłonie drżały, przestawali i czekali do następnego dnia, aby zacząć wszystko od początku.

Blondyn przygryzł wargę i niepewnie ujął jego dłoń. To było dla niego nowe, nieznane uczucie, kiedy czuł ciepło ciała drugiej osoby. Uśmiechnął się pod nosem, patrząc na ich złączone dłonie i zwrócił swój wzrok na twarz szatyna uśmiechającego się do niego z otuchą. Wysunął dłoń z uścisku i skierował ją na usta Jonghyuna, muskając je nieśmiało, z pewną dozą strachu. Były gładkie i lekko wilgotne. Dotknął dłonią policzków, nosa, powiek okolonych długimi rzęsami. Zagłębił palce w gęstych, brązowych włosach, powoli schodząc w dół, na szyję, barki i klatkę piersiową. Jego dłoń drżała, a oddech przyśpieszył, lecz kiedy zamknął na chwilę oczy, objawy choroby zdawały się minąć, albo sprawił to uśmiech Jonghyuna, od którego w jego brzuchu wzlatywało stado motyli.

- Chciałbym cię przytulić. – szepnął.

- I zrobisz to. Mamy dużo czasu Taeminnie.

- Ale ja bym chciał teraz! – naburmuszył się blondyn, uroczo nadymając policzki.

- Nie wiem, czy to dobry pomysł…

- Mogą mnie nawet zapiąć potem w kaftan bezpieczeństwa, przynajmniej będę miał co wspominać. – powiedział stanowczo chłopak, spontanicznie obejmując zdezorientowanego szatyna.

Jonghyun objął go niepewnie, ze strachem obserwując reakcję ciała Taemina.

- I co teraz czujesz? – zapytał, bojąc się odpowiedzi.

- Cholerne motylki. – zaśmiał się blondyn, mocniej wtulając się w jego ramiona.


* na potrzeby opowiadania imię brata Taemina zostało zmienione