Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TaeKey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TaeKey. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

Brudne tajemnice 2 - rozdział II


Nareszcie przebrnęłam przez ten rozdział, mam nadzieję, że się spodoba:) Teraz już powinno być lepiej, chociaż opowiadanie nie należy do łatwych w pisaniu, więc za tydzień spodziewajcie się kolejnego partu BT2 :D
-----------------------------------------------------





- Sąsiadka znowu skarżyła się, że pobił się z jej synem. W szkole matki innych uczniów patrzą się na mnie, jak na kosmitkę. – kobieta w średnim wieku drżącą dłonią sięgnęła po kieliszek z winem i upiła kilka łyków.

- Musi się przyzwyczaić. To dla niego nowe środowisko, nieznany język, zupełnie inna kultura. – zaoponował siedzący naprzeciwko mężczyzna.

- Jesteśmy tutaj już pół roku. Nie mam zamiaru stać się pośmiewiskiem w miasteczku. – kobieta skrzywiła się.

- Więc co chcesz zrobić?

- Może byłoby lepiej, gdyby zamieszkał z babcią w Seulu.

Młody chłopak, dotąd ukrywający się za rogiem, pobiegł do swojego pokoju, głośno trzaskając drzwiami.

Rzucił się na łóżko, mocząc poduszki łzami, które nie chciały przestać płynąć. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Przecież rodzice nie mogą odesłać go z powrotem! To prawda, nie za bardzo umiał się zaaklimatyzować w nowym kraju, ale to nie była jego wina. Ciągłe wyzwiska i popychanie na korytarzu sprawiały, że nie miał ochoty na bliższe kontakty z rówieśnikami.

- Kibum? – drzwi otworzyły się, a do pokoju weszła ciemnowłosa kobieta, z westchnieniem siadając na łóżku.

- Wszystko słyszałem. Nie musisz nic mówić. – burknął w poduszki. – Wstydzisz się mnie?

- Bummie, to nie tak. Po prostu w Korei będzie ci lepiej…

- Trzeba było w ogóle tu nie przyjeżdżać! – krzyknął, podnosząc się do siadu. Jego twarz była czerwona od łez.

- Dobrze wiesz, że musieliśmy. Dostałam pracę i… - zaczęła brunetka, lecz po chwili zrezygnowała, dodając: - Babcia dobrze się tobą zaopiekuje. Już do niej dzwoniłam…

- Nie chcę tam jechać! – zaprotestował chłopiec, z niedowierzaniem wpatrując się w matkę.

- Już zarezerwowałam lot. Tata poleci z tobą. – powiedziała kobieta. Łzy jedynego syna wydawały się nie robić na niej najmniejszego wrażenia.

- Ale… - Kibum chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz jego rodzicielka tylko pokręciła przecząco głową i wyszła.

W głowie wciąż miał obraz matki, która na lotnisku obdarzyła go szybkim uściskiem, mówiąc mu cicho na ucho, że go kocha. Wtedy widział ją po raz ostatni.

Ojciec został z nim u babci dwa tygodnie, pomagając w umeblowaniu małego pokoiku, w którym odtąd miał mieszkać trzynastoletni Kibum. On też zdawał się nie zauważać cierpienia syna. Tylko stara kobieta, siedząca na bujanym fotelu z kłębkiem włóczki i kawałkiem swetra robionego na drutach, patrzyła na niego ze smutkiem w czarnych, okolonych zmarszczkami oczach.

- Co robisz? – Kibum odwrócił się gwałtownie na dźwięk głębokiego głosu Minho. W pierwszej chwili chciał rzucić mu się w ramiona i wypłakać, jak codziennie od kilku dni, po chwili jednak przypomniał sobie o trzymanej w rękach koszulce i wrzucił ją do prawie pełnej walizki, z obawą spoglądając na swojego chłopaka.

Minho przesunął wzrokiem po leżących na łóżku Kibuma ubraniach, kończąc na ustawionej w rogu pomieszczenia walizce. Kiedy jego oczy ponownie spotkały się z wystraszonymi tęczówkami szatyna widać w nich było żal i zdenerwowanie.

- Wyjeżdżasz? – zapytał, chociaż odpowiedź była aż nadto oczywista.

- Mama dzwoniła drugi raz… - zaczął niepewnie Key, lecz brunet przerwał mu:

- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?

- To tylko kilka tygodni…szybko zleci… - próbował bronić się Kim, w myślach karcąc się za swoje tchórzostwo. Powinien wcześniej powiedzieć Minho o wyjeździe.

- Szybko zleci?! A pomyślałeś o mnie? Pomyślałeś o tym, że może ja nie chcę, żebyś jechał? Że może chciałbym polecieć tam z tobą?

- Minho…nie kłóćmy się teraz o to, proszę. – Kibum podszedł do wyższego chłopaka, wtulając się w jego koszulkę. Serce Minho biło w przyśpieszonym tempie, a żyła na szyi pulsowała, zdradzając zdenerwowanie bruneta.

- Kiedy wyjeżdżasz?

- Jutro. – odparł cicho Key, czując jak ciepło, które biło od ciała Choi, znika. – Nie idź. – jęknął, zatrzymując odchodzącego bruneta. – Proszę, mi też jest trudno.

- Nie, Kibum. – Minho odwrócił się w jego stronę, patrząc na niego z żalem. – Poszedłeś najłatwiejszą drogą. – dodał, po czym wyswobodził się z jego uścisku i wyszedł z pokoju.

Nie miał siły za nim iść. Niczym kukła upadł na łóżko, pustym wzrokiem wpatrując się w drzwi, za którymi chwilę temu zniknął jego chłopak.

- Dlaczego karzesz mi wybierać pomiędzy tobą, a rodzicami? – jęknął, chociaż dobrze wiedział, że to nie jest prawda. Zawiódł Minho. Osobę, która troszczyła się o niego i martwiła, kiedy był smutny. Kogoś, kto zawsze był przy nim mimo jego humorków i kłótni. Kogoś, kogo kochał bardziej niż cokolwiek innego.

Jego życie nagle wywróciło się do góry nogami. Telefon od rodziców, którzy zostawili go w dzieciństwie, był rzeczą, której się nie spodziewał. Nie wiedział, co ma robić. Z jednej strony kochał Minho, z drugiej zapragnął wreszcie uporządkować swoje życie. A skoro nadarzyła się ku temu okazja, nie mógł nie skorzystać.

W głowie ciągle widział obrazy ze swojego dzieciństwa. Miał wrażenie, że widok matki uśmiechającej się do niego sztucznie na pożegnanie, będzie go prześladował dopóki, dopóty jej nie zobaczy.

Być może łudził się, że jego rodzice mieli ważny powód, by go zostawić. Być może chciał wierzyć, że był sens w tym, że przestali się do niego odzywać. A może po prostu chciał pierwszy raz od wielu lat poczuć, że ma rodzinę?

- Miałeś powiedzieć mu wcześniej… - usłyszał cichy głos Taemina, który usiadł obok niego na łóżku.

- Bałem się, że mnie powstrzyma. A ja naprawdę chcę ich zobaczyć, Taemin. Chcę z nimi porozmawiać, dowiedzieć się, dlaczego mnie zostawili. To tylko moja sprawa i on nie powinien się do tego mieszać.

- Myślałem, że twoje sprawy są też sprawami Minho.

- Bo tak jest, ale…

- Ale?

Kibum tylko westchnął, nie mając ochoty na dalszą rozmowę. Czuł się przytłoczony wszystkimi wydarzeniami, które ostatnio miały miejsce i miał dość mętliku w swojej głowie.

- Minho ma prawo być na ciebie zły. Zachowałeś się tak, jakbyś mu nie ufał. – powiedział Taemin, patrząc ze smutkiem na zwiniętego w kulkę Kibuma. – Zadzwoń do niego. – chłopak nachylił się nad przyjacielem i cmoknął go w policzek, po czym wyszedł z pokoju.

***

Minho spojrzał na telefon, który od godziny uparcie wibrował w jego kieszeni. Widząc na wyświetlaczu imię swojego chłopaka, cisnął nim zdenerwowany. 

Barman spojrzał na niego uważnie.

- Problem z dziewczyną? – zapytał, stawiając przed nim kolejną szklankę whisky.

- Można tak powiedzieć. – brunet skrzywił się, biorąc szkło do ręki i mocząc usta w alkoholu.

Z niechęcią przypatrywał się siedzącej w rogu baru parze. Dwóch chłopaków co chwilę nachylało się ku sobie, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Dla przeciętnego obserwatora mogli wyglądać jak dwaj przyjaciele, lecz Minho, pomimo tego, że jego wzrok był już zamroczony od alkoholu, widział błysk w ich oczach, gdy patrzyli na siebie nawzajem.

Kiedy dopił do końca, wściekłość, którą odczuwał od chwili kiedy wyszedł z domu, zaczęła ustępować żalowi.

Wiedział, że Key będzie chciał odwiedzić rodziców w Ameryce. Chłopak był zbyt wrażliwy, by telefony jego matki nie zrobiły na nim wrażenia. Minho nie umiał sobie nawet wyobrazić jak ten musiał się czuć, gdy ta odezwała się do niego po tylu latach. Nieczęsto o tym rozmawiali. Dla Kibuma był to bolesny i drażliwy temat.

Nie rozumiał tylko, dlaczego chłopak nie powiedział mu o wyjeździe. On sam gotów był polecieć razem z nim, a nagle dowiedział się, że Kibum nie tylko nie chce z nim lecieć, co w ogóle nie zamierzał powiedzieć mu o swoich zamiarach.

- Wytrwała jest. Może warto jej przebaczyć? – usłyszał głos barmana, gdy wibracje w jego kieszeni rozległy się ponownie.

Westchnął ciężko i zapłacił, zostawiając mężczyźnie spory napiwek, po czym,  chwiejąc się lekko, wyszedł z lokalu i wsiadł do najbliższej taksówki.

***

- O czym tak myślisz, Minnie? – Jonghyun podchodzi do mnie, kiedy siedzę na szerokim parapecie w kuchni, pustym wzrokiem wpatrując się w krajobraz za oknem.

W mojej głowie kotłuje się tysiące myśli i mam wrażenie, że one zaraz rozsadzą mi czaszkę. Zawsze wiedziałem, że miłość nie jest łatwa, ale…

- Hmm? – szatyn głaska mnie lekko po przydługich włosach, zakładając niesforne kosmyki za ucho.

Przenoszę wzrok ze skąpanego w ciemnościach Seulu na jego twarz i zagryzam wargę. Zawsze to robię, kiedy jestem wystraszony lub zdenerwowany. On o tym wie, dlatego teraz przygląda mi się badawczo, a jego oczy są lekko zmartwione.

- Coś cię gryzie? – pyta, a ja wzdycham cicho, obracając się do niego przodem i spoglądając na niego niepewnie.

- Czy…czy ja jestem dobrym chłopakiem? – pytam w końcu, a jego oczy rozszerzają się w zdziwieniu.

- Co ci nagle przyszło do głowy? To chyba ja powinienem o to pytać, po tym co…

- Nie wracajmy do tego. – przerywam mu. Nie chcę rozpamiętywać przeszłości, chociaż, prawdę mówiąc, kiedy teraz on jest przy mnie, nie mogę uwierzyć w to, co działo się kiedyś. – Ja…chodzi mi o… - zaczynam znowu, lecz czuję się jak skończony głupek, chcąc pytać go właśnie o to. A jednak nieprzerwanie chodzi mi to po głowie.

- Chodzi ci o seks? Minho i Kibum nie powinni żartować na ten temat. – mówi spokojnie Jonghyun, lecz widzę, że jest trochę zakłopotany.

- Nie brakuje ci tego? – pytam.

- Dopóki mam ciebie, niczego mi nie brakuje. – odpowiada mój chłopak i przyciąga mnie do siebie. Zsuwam się z parapetu i przytulam do niego, czując mokry pocałunek na policzku. Znów robi mi się gorąco. – Poczekam, aż będziesz gotowy. – Jonghyun szepcze do mojego ucha, a ja czuję, jak oblewa mnie rumieniec na samą myśl, że moglibyśmy wreszcie to zrobić. Tak, jak jeszcze nigdy.

- Ah! Nie będę wam przeszkadzać. – do kuchni wchodzi Kibum, lecz widząc nas, cofa się niepewny tego, czy może zostać.

Oboje patrzymy na niego zmartwieni. Jego oczy są zapuchnięte od łez, a ręka w której trzyma telefon lekko drży. Co chwilę spogląda na zegarek – jest już po dwudziestej trzeciej, a Minho nadal nie wrócił.

- Pogadaj z nim. – mówi do mnie Jonghyun, odsuwając się ode mnie i całując w czoło. Po drodze szepcze coś jeszcze do Kibuma, po czym zostawia nas samych.

***
           
        Ręce trzęsły mu się, gdy nalewał soku do kubka. Nic nie widział przez łzy i odrobinę napoju wylało się na stół. Nie zwrócił jednak na to uwagi, zbyt zajęty powstrzymywaniem szlochu, chcącego wydostać się z jego ust.

- Przejdzie mu. – usłyszał głos Taemina. Rudzielec objął go od tyłu, przyciskając mocno do siebie.

- Jasne. – mruknął tylko starszy, odsuwając się od przyjaciela i wpatrując uparcie w widok za oknem. Jeszcze nigdy nie pokłócili się z Minho tak, jak dzisiaj, a najgorsze, że to była jego wina.

- On też musi w spokoju to wszystko przemyśleć. Na pewno niedługo wróci. – jak na zawołanie usłyszał, jak drzwi wejściowe otwierają się. Ze strachem spojrzał w tamtą stronę.

- Idź do niego. – Taemin popchnął go w stronę hallu.

- Ale…

- Idź.

Z wahaniem, ocierając z policzków ostatnie łzy, podszedł do Minho, który właśnie zdejmował buty.

- Gdzie byłeś? – spytał niepewnie, jakby bał się, że ten na niego nakrzyczy.

- Nieważne. – mruknął brunet, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem i zniknął za drzwiami ich pokoju.

- Zaczekaj! – krzyknął Key, wchodząc za nim do pomieszczenia. – Porozmawiajmy.

- O czym chcesz rozmawiać? O tym, że nie liczyłeś się z moim zdaniem, że nasz związek nic dla ciebie nie znaczy?! – Minho odwrócił się do niego. Jego oczy miotały błyskawice i Kibum bał się chociażby poruszyć.

- Dobrze wiesz, że to nie jest prawda.

- W takim razie co jest prawdą? Co jest prawdą do cholery, Kibum?! – brunet złapał go za ramiona i potrząsnął nim kilka razy. Key poczuł bijącą od niego woń alkoholu i skrzywił się.

- Jesteś pijany.

- Nie zmieniaj tematu…

- Dlaczego nie możesz po prostu zaakceptować mojej decyzji? – szepnął Key drżącym głosem. – Przecież wiesz, jakie to dla mnie ważne. Opowiadałem ci o tym. Chcę tam pojechać i dowiedzieć się, dlaczego mnie zostawili, tylko tyle.

- Rozumiem. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej. – Minho usiadł na łóżku, niezdarnie próbując rozpiąć guziki koszuli.

- Przepraszam… - powiedział cicho, podchodząc do chłopaka i klękając przed nim. Drżącymi dłońmi złapał jego ręce i sam zaczął rozpinać jego ubranie. – Nie chcę się z tobą kłócić…

Brunet nie odpowiedział. Ujął twarz Kibuma w swoje dłonie i brutalnie wpił się w jego wargi, niemal nie przewracając ich na podłogę. Nie zwracał uwagi na chłopaka, który próbował go odepchnąć. Nie słyszał cichych słów protestu, tłumionych przez brutalne pocałunki. Chciał mieć Kibuma tu i teraz, przekonać się, że jest tylko jego, że kiedy wyjedzie będzie tęsknił za nim tak cholernie, że…

- Minho, przestań! – krzyknął Key, kiedy ręce wyższego zaczęły niecierpliwie badać jego, ukryty pod koszulką, tors.

- Seks na zgodę chyba zawsze się sprawdzał, co nie? – mruknął Choi, niemal zszarpując z chłopaka koszulkę.

- Ale ja nie chcę! – zaprotestował Kibum, próbując odciągnąć nachalne ręce bruneta.

- Zaraz sprawię, że będziesz chciał. – Minho popchnął Key na łóżko, od razu siadając na jego biodrach i składając na jego szyi mokre pocałunki.

- Nie chcę! Jesteś pijany! – Kibum odepchnął bruneta, starając się zejść z łóżka.

Choi zatoczył się lekko, wpatrując się w przerażonego szatyna, który szlochając zbierał swoje, porozwalane po podłodze, rzeczy.

- Gdzie idziesz? Kibum! Chcesz jechać już teraz? Nie pozwalam ci! Nigdzie nie pojedziesz! – Minho podszedł do chłopaka, nie pozwalając mu wyjść z pokoju.

- Zostaw mnie. – wychlipał Key, po omacku sięgając po klamkę. Przez łzy cieknące mu nieustannie po policzkach już nic nie widział.

- Co się stało? – w salonie niemal natychmiast podbiegł do niego Taemin.

- Mogę dzisiaj spać z tobą? – zapytał, wtulając się w drobniejszego chłopaka i wybuchając szlochem. Nie tak miało wyglądać jego pogodzenie się z Minho.

***

- Prosimy pasażerów lotu nr 2906 o wejście na pokład samolotu.

Kibum zagryzł wargę, ostatni raz odwracając się w kierunku wejścia na lotnisko, lecz na próżno. Nadzieja matką głupich, pomyślał, jednak poczuł, jak żołądek zwija mu się w supeł z żalu i niedowierzania.

Kiedy wstał rano, Minho jeszcze spał. Key wypił kawę razem z Taeminem i Jonghyunem, którzy nie wypuścili go z domu uprzednio nie obdarowując tysiącem uścisków.

Przez małą chwilę miał nadzieję, że Choi przyjedzie się z nim pożegnać, zamienić choćby kilka słów, lecz tak się nie stało.

- Proszę pana, proszę wejść do samolotu. – usłyszał i z westchnieniem skierował się na pokład maszyny.

wtorek, 2 lipca 2013

Brudne tajemnice 2 - rozdzial I


Pisane w niezbyt sprzyjających warunkach, także proszę o wyrozumiałość co do długości... Po raz pierwszy MinKey pisało mi się tak lekko <3
-------------------------------------------




2 tygodnie wcześniej.

     Onew oparł się o gładki blat biurka, ze zrezygnowaniem wpatrując się w stosy papierów, które musiał dzisiaj przejrzeć. Dłonią przetarł swoje brązowe włosy i, tylko po to, by przedłużyć czas swojej prowizorycznej przerwy, wstał i zaparzył sobie już trzecią dzisiejszego dnia kawę. Usiadł ponownie przy biurku, jedną ręką przerzucając papiery na dwie kupki - segregując dokumenty na zupełnie niewarte zachodu i te, które wymagały przynajmniej minimalnego zainteresowania. Kiedy natrafił na niezaadresowany list, już miał wyrzucić kopertę do śmieci, kiedy do jego biura weszła jego sekretarka.

       - Oh! Znalazł pan. - westchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła w jego dłoniach kopertę. - Przyniósł to dzisiaj jakiś tajemniczy mężczyzna, mówił że to bardzo ważne.

        - Ważne? - Jinki zamyślił się. - Nie widzę adresu ani nadawcy... - mruknął, wpatrując się pytającym wzrokiem w kobietę, lecz ta jedynie pokręciła przecząco głową i wyszła.
Mężczyzna obkręcił się na fotelu, przyglądając się sceptycznie kopercie, by w końcu nożykiem rozerwa
ć papier. W środku znajdował się zapisany niechlujnie list.

Chyba pamiętasz, że nie spłaciłeś swojego długu do końca? Chcę 100 tys. won, albo twój słodki podopieczny sam będzie musiał na siebie zarobić. Śpiesz się, masz mało czasu.

      Jinki zacisnął pięści, z wściekłością wpatrując się w anonimową korespondencję. Mimo że list nie był podpisany, był niemal pewny, kto go napisał. Odruchowo spojrzał na zdjęcie Taemina widniejące w ramce na biurku i zagryzł usta w cienką linię. Doskonale pamiętał dzień, w którym postanowił uwolnić chłopaka od jego haniebnej pracy.

       - Zgadzam się. Jutro dostanie pan Taemina i podpisze oświadczenie, że wraz z chłopakiem przejmuje pan wszystkie jego długi w mojej agencji.

      Pięści Onew zacisnęły się na materiale idealnie wyprasowanego garnituru. Miał ochotę przyprzeć faceta przed nim do ściany i bić do nieprzytomności. Doskonale wiedział, że tamten coś kombinuje. Wredny uśmieszek na jego pooranej bliznami twarzy poszerzył się jeszcze bardziej, gdy usłyszał jego odpowiedź:
 
         - Mój adwokat skontaktuje się z panem. – powiedział i wstał, otrzepując się
z niewidzialnego kurzu
.

       Długi Taemina okazały się większe, niż pensja Jonghyuna, który zaoferował pomoc przy spotkaniu z ostatnimi klientami chłopaka. Onew doskonale wiedział, że wściekły mężczyzna mści się za to, że odebrał mu najbardziej opłacalnego podopiecznego, jednak nie spodziewał się, że posunie się do takich kroków. Jinki nie miał pojęcia, co robić.

***

        - Mówię wam, on na pewno jest jej kochankiem, widzicie jak się zachowuje?! - głos Kibuma słychać było chyba w całym mieszkaniu.

      - Kibummie, na prawdę tak cię to interesuje..? - mruknął Minho, owiewając kark swojego chłopaka strumieniem ciepłego powietrza. Od godziny ze znudzeniem wpatrywał się w kolejny odcinek dramy, usilnie starając się odciągną
ć ukochanego od telewizora.

   - No jasne, to ostatni odcinek, zaraz wszystko się wyjaśni! - tłumaczył rozemocjonowany Key, odpychając natrętne dłonie Minho, próbujące wślizgną
ć się pod jego koszulkę.

       - Przestań. - warknął, kiedy Choi zaczepił palcami o gumkę jego szarych bokserek.

      - Po prostu przyznaj się, że mój dotyk rozprasza cię do tego stopnia, że nie możesz skupi
ć się na niczym innym. - brunet uśmiechnął się zadziornie.

       - Chciałbyś. - prychnął Kibum, ponownie odwracając się w stronę telewizora.

       - No, przynajmniej będę mógł się dzisiaj normalnie wyspa
ć. - zaśmiał się Jonghyun, z rozbawieniem przyglądając się sytuacji.

     - Dobrze, że ja nie mam takich problemów. - odparł Choi, a przytulający się do ramienia Jonga Taemin zarumienił się soczyście.

     Minho i Kibum coraz częściej nie szczędzili sobie insynuacji na temat życia seksualnego jego i Jonghyuna, a jemu za każdym razem robiło się głupio. Byli ze sobą już pół roku, a jedyne, na co sobie pozwalali, to niewinne czułości i krótkie pocałunki nie mające nic wspólnego z pożądaniem. Na samym początku Taemin nie umiał całkowicie otworzy
ć się na kontakt cielesny ze swoim chłopakiem, a Jonghyun nie nalegał. Z czasem młodszy sam zaczął odczuwać potrzebę dotyku ukochanego, jednak strach nadal zwyciężał budzące się w nim uczucia. Potęgowało go jeszcze narastające poczucie winy, że mimo tego, iż już tyle byli razem, niemalże nie pozwalał się dotknąć.

      - Nie przejmuj się. - szepnął mu do ucha Jonghyun i przytulił go mocniej. Taemin zarumienił się jeszcze bardziej, zdając sobie sprawę, że dotyk silnych ramion chłopaka zbudził w nim ponownie pragnienie dotyku.

    Drama skończyła się, a Kibum głośno skomentował zakończenie, zupełnie nie przejmując się ich obecnością w pokoju.

       - Idę robi
ć kolację, chcesz coś, Minnie? - zapytał rudzielca, wstając z kanapy.

       - Tosty. 

       - A ja? - zbulwersował się Minho.

     - Dla zboczeńców nie robię kolacji. - Key pokazał chłopakowi język i zniknął w kuchni.

       Czasem kłócili się jak stare, dobre małżeństwo, codziennie uprawiali głośny seks i nie ograniczali imprez, ale Taemin nie miał wątpliwości, że obydwoje za sobą szaleją. Tak na prawdę, Kibum był na zabój zakochany, tylko zwyczajnie udawał, że mu nie zależy. Minho przestał by
ć zimnym draniem i dbał o swojego chłopaka, który, kiedy wreszcie dostał to, czego pragnął, mimo wcześniejszej nieśmiałości stał się bardzo wyszczekany. Sam Taemin po prostu zrobił się spokojniejszy. Czasem czuł, jakby odmłodził się o kilka lat i wszystko onieśmielało go tak, jak niedoświadczonego nastolatka.

     - Jesteś okrutny, wiesz? - Minho oparł brodę na ramieniu gotującego Kibuma, obejmując go od tyłu i przyciągając do siebie.

         - Za to mnie kochasz.

       - Kocham cię za wiele lepszych rzeczy, niż twoje zamiłowanie do droczenia się ze mną.

        - Na przykład? - Key odchylił się do tyłu, całując przelotnie Minho w usta.

      - Na przykład za to... - brunet uścisnął ukryty pod czarnymi rurkami pośladek chłopaka. - I za to. - dłoń wsunął pod koszulkę Kibuma, muskając jego klatkę piersiową.

        -  Zawsze wiedziałem, że zależy ci tylko na seksie.

       - Nie prawda. No Kibummie... - jęknął, kiedy niższy ponownie zaczął go ignorowa
ć, nakładając tosty na talerz.

       - Powinieneś uczy
ć się cierpliwości od Jonghyuna.

    - Skoro już go wspomniałeś, jak myślisz, kiedy Taemin pozwoli mu się do siebie zbliżyć?

      - Minho, przecież wiesz...

      - Wiem, wiem, że ma traumę i te sprawy, po prostu jestem ciekawy.

      - Traumę?! Nie wiesz, o czym mówisz, Choi. Nie widziałeś, w jakim stanie był Minnie, kiedy to wszystko się działo. Jonghyun będzie czekał tak długo, jak będzie trzeba, bo wie, że sam za to wszystko odpowiada. - Key polał tosty ketchupem i wrócił do pokoju.  Taemin od razu rzucił się na swoją porcję - Kibum był świetnym kucharzem.

***
      - Cieszę się, że zamieszkaliśmy wszyscy razem. - uśmiechnął się Kibum, przytulając się mocniej do umięśnionej klatki swojego chłopaka.

      - A ciebie co tak dzisiaj na wspominki zebrało? - zaśmiał się Choi.

      - A co, nie może?

    - A czy ja coś mówię? - Minho uśmiechnął się niewinnie. - W sumie... ja też mam ochotę coś powspomina
ć. Może... nasz pierwszy raz? - szepnął wprost do ucha Key, z satysfakcją obserwując, jak jego twarz robi się czerwona. Niższy w odpowiedzi jedynie mruknął, onieśmielony wspomnieniem ich pierwszego stosunku. Minho przekręcił ich tak, że teraz to on był na górze i zawisł nad Kibumem.

      - Byleś wtedy tak uroczo onieśmielony... - szepnął.

      - Oh, zamknij się! - mruknął Key, zamykając usta Choi pocałunkiem.

    Zadowolony brunet niemal od razu pogłębił pieszczotę, wkradając się dłońmi pod t-shirt nastolatka. Kibum objął go za szyję i przyciągnął bliżej do siebie, unosząc biodra i ocierając się o niego sugestywnie. Minho przymknął oczy, czując rozlewającą się po jego ciele przyjemność. Nie bawiąc się w delikatności zdjął koszulkę Key, rzucając ubranie gdzieś na podłogę. Ustami przywarł do jego bladej klatki piersiowej, na przemian całując, ssąc i gryząc białą skórę. Kibum zacisnął dłonie na kołdrze, całkowicie oddając inicjatywę wyższemu chłopakowi. Ten nie omieszkał z tego skorzystać, jednym, zwinnym ruchem  pozbywając się spodni Kibuma i całując wewnętrzną stronę jego ud. Key jęczał cicho, a na jego ciele pojawiły się kropelki potu.

      Nagle w pokoju rozbrzmiał sygnał przychodzącego połączenia.

      - Nie odbieraj. - mruknął Minho, zdejmując dolną częś
ć swojej garderoby.

    - Nie zamierzam. - uśmiechnął się Key. Niższy uklęknął przed brunetem, dłonią muskając jego naprężony członek. Minho jedynie mruknął, rozkoszując się dotykiem zwinnych palców ukochanego.
 
     Sygnał zabrzmiał ponownie, a Kibum zaklął siarczyście, na moment wybity z rytmu. Wziął penisa Minho do ust i zaczął go wolno stymulować, dłonią uciskając jądra chłopaka.

     - Kurwa! - telefon znowu zaczął dzwoni
ć, a w pokoju rozległa się najnowsza piosenka SNSD. Wściekły wstał z łóżka, ignorując zdenerwowany głos Minho i odebrał telefon.

      - Kibum? Kibummie? - usłyszał kobiecy głos po drugiej stronie.

      - Kto mówi? - zapytał z wahaniem.

     - Kibummie, ja wiem, że nie byliśmy dobrymi rodzicami... musisz przyjecha
ć, tata cię potrzebuje.

     - Gdzie przyjecha
ć? Kim pani jest?! - chłopak był coraz bardziej zdenerwowany.

     - Jestem twoją mamą, Kibum. Dzwonię ze Stanów, musisz przyjecha
ć...

     Nie słyszał dalszych słów kobiety. Miał wrażenie, że ktoś uderzył go bardzo mocno, tak mocno, że ma omamy słuchowe. To nie mogła by
ć prawda. Jego rodzice wyrzucili go z domu kiedy miał trzynaście lat. Tyle czasu radził sobie bez nich, nie potrzebował ich, nie chciał ich znać! Skąd wiedzieli, gdzie mieszka? Skąd mieli jego numer? Dlaczego tak nagle...

      - Kibum? - Minho podszedł do niego, wpatrując się w niego zdezorientowany. - Key, c się stało? - pytał, lecz chłopak nie odpowiadał. - Halo? Kto mówi? - powiedział do telefonu, który zabrał zszokowanemu chłopakowi, lecz po drugiej stronie usłyszał tylko sygnał zakończonego połączenia.

    Gdy się odwrócił, Kibum siedział na środku łóżka, kiwając się w przód i w tył jak autystyczne dziecko. Brunet podszedł do niego, podnosząc jego podbródek, by zobaczyć jego twarz. Key płakał.

    - Kibum, co się stało? Kto to był? - zapytał, przyciągając go do siebie i przytulając drżące ciało. W jednej chwili całe nagromadzone w nim pożądanie opadło.

     - T-to...t-to... - chłopak nie był w stanie wypowiedzie
ć słowa. 

    - Kibummie... - Minho gładził uspokajająco jego plecy, czekając aż chłopak sam mu powie. Nie wiedział, ile tak przesiedzieli, nadzy, okryci tylko kołdrą.

    - To była moja mama, Minho. - cichy, zachrypnięty od płaczu głos Key przeszył panującą w pokoju ciszę.

      - Ale... jak to, przecież nie wychowywałeś się z rodzicami...

     - No właśnie! Porzucili mnie! Dlaczego teraz dzwonią?! - krzyczał Kibum, patrząc na Minho zapłakanymi oczami i co chwilę pociągając nosem.

      - Nie wiem. - Minho nie miał pojęcia, co ma mu odpowiedzie
ć. To wszystko było jak jakiś pierdolony koszmar.

      - Minho... oni chcą, żebym wrócił do USA.

     Choi poczuł, jak na sercu zaciska mu się niewidzialna obręcz. Nie miał pojęcia, co mogli chcie
ć od Key jego rodzice. Chłopak nigdy mu o nich nie wspominał, unikał rozmowy na ten temat. Wiedział tylko, że cholernie nie chciał, żeby Kibum wyjeżdżał. A nie miał pewności, co zrobi chłopak postawiony w takiej sytuacji.

piątek, 28 czerwca 2013

Brudne tajemnice 2 - Prolog


Cóż, pomyślałam sobie, że warto by kontynuować to opowiadanie, w szczególności, że spotkało się ono chyba z najbardziej pozytywnymi komentarzami i największą ilością emocji i wielu z Was żałowało, że je zakończyłam. Pomysł podsunęła mi Anna, nie wiem, co z tego wyjdzie, ale jakieś plany mam. Opis jest w zakładce z opowiadaniami.

Nie mogłam się powstrzymać przez napisaniem, jak już naszła mnie wena, ten prolog wygrał w mojej głowie z kolejnym partem Znajde cię, więc na ZC będziecie musieli poczekać do poniedziałku.
--------------------------------------------------




- Taemin-ah… - słyszę. Ciepły oddech Jonghyuna muska moją odkrytą szyję, powodując lekkie dreszcze przechodzące przez moje ciało. Przymykam oczy, nie odpowiadając mu. Przygryzam wargę, zdenerwowany myślami krążącymi w mojej głowie.

- Ostatnio jesteś jakiś nieobecny. – mówi zmartwionym głosem. Jego dłoń wplata się w moje rude kosmyki, muskając lekko skórę głowy. Nie odpowiadam. Podnoszę się na łokciach, by zawisnąć kilka centymetrów nad jego twarzą. Czuję jak wali mi serce. Jakbym robił to pierwszy raz…

Pochylam się i całuję go lekko. Widzę jego zdziwione spojrzenie  pierwszy raz pocałowałem go z własnej woli, pierwszy raz od pół roku nasz pocałunek trwa niekończącą się chwilę, a powietrze wokół nas gęstnieje. Mam wrażenie, że wyglądam jak zagubiony nastolatek, chcący wreszcie posmakować dorosłości, mimo lęku, który czai się w jego sercu. Czuję, jak Jonghyun przyciąga mnie bliżej siebie, niepewny, czy może sobie na to pozwolić.

Chce coś powiedzieć, lecz nie pozwalam mu, zamykając mu usta kolejnym pocałunkiem. Zamykam oczy i pod powiekami widzę tylko jego twarz  ukochaną, idealną, uśmiechniętą twarz.

Moje dłonie wkradają się pod koszulkę Jonghyuna, a jego ciało spina się lekko. Uśmiecha się do mnie  odpowiadam mu tym samym, chociaż próbuję, bo nie wiem, czy stres nie zamienił uśmiechu w niewyraźny grymas.

Badam jego ciało wolno drżącymi dłońmi. Zdejmuję t-shirt i przytulam się do jego nagiej klatki piersiowej. Brodę opieram o jego pierś, patrząc mu w oczy. On wyciąga dłoń w moją stronę, głaszcząc mój policzek.

- Kocham cię, wiesz? – szepcze, a ja wiem, że mówi prawdę. Pół roku związku dało mi stuprocentową pewność.

- Też cię kocham. – mówię, pierwszy raz. On uśmiecha się, jakby wiedział to już od dawna, jeszcze zanim ja sam nabrałem pewności, co do swoich uczuć.

Podnosi się do siadu i wciąga mnie na swoje kolana. Subtelnym ruchem odgarnia moje włosy za ucho, zaczynając całować moją szyję. Krótkimi, mokrymi pocałunkami. Jego dłoń błądzi na mojej koszulce, zatrzymując się w okolicy serca, które bije jak szalone.

- Boisz się? – pyta.

- Tak. – mówię po prosu, bo nauczyliśmy się, że zawsze musimy być ze sobą szczerzy. Nasz związek nie był idealny. Nasz związek przepełniony był przeszłością i niepewnością przyszłości.

- Dlaczego…

- Bo cię kocham. Bo chcę to zrobić. Chcę się z tobą kochać, to mój pierwszy raz, nie wiem…

Ucisza mnie pocałunkiem, zaczynając rozbierać. Koszulka upada na podłogę. Przeszłość powraca w jednej chwili, gdy chłopak muska ustami blizny na mojej klatce piersiowej, pocałunkami ścierając wspomnienie przeszłości.

Jonghyun kładzie mnie delikatnie na białych poduszkach, poznając moje ciało na nowo. Kreśli mokre ścieżki na bladej skórze, rękami gładzi lekko umięśniony brzuch. Zaczynam oddychać szybciej, gdy w usta bierze moje sutki. Zagryzam zęby na pięści, nie pozwalając wyrwać się z ust cichym jękom. Mam wrażenie, że to złe. On łapie moją dłoń, całując jej wewnętrzną stronę. Siada na moich biodrach, poruszając się sugestywnie i ocierając swoją męskością o wybrzuszenie w moich spodniach. Nie potrafię pohamować jęku, który wydobywa się z moich ust.

- Nie powstrzymuj się. – szepcze, przygryzając moje ucho. Jego dłoń wolno rozpina moje spodnie, a kiedy znajduje moją męskość, ukrytą pod materiałem bokserek, zapominam o wszystkim. Gdy na mnie patrzy, wiem, że mogę mu ufać i cały strach znika, zagłuszony przez nasze ciche jęki.

Pozwalam mu na pieszczoty, samemu nie odważając się na nic więcej. Jeszcze nie teraz, nie dzisiaj.

Jonghyun bierze mojego penisa do ust i zasysa się na nim, dłońmi uciskając moje jądra. Zaciskam dłonie na kołdrze, wypychając biodra ku górze, jeszcze bliżej przyjemności. W głowie mam pustkę. Wiem tylko, że czekałem na to przez całe życie. Ta chwila była jak sen, który zawsze kończył się w najlepszym momencie. Teraz jednak, kiedy otwieram oczy, on wciąż tam jest, a w jego oczach nie widzę zwierzęcego pożądania, tylko miłość.

Nie odczuwam bólu, kiedy wsuwa we mnie palce. Może go wcale nie ma? A może jest, tylko ja go nie czuję? Wiem jednak, że teraz nie muszę już się na niego zgadzać. Ten ból jest miłością, jest przyjemny i tak bardzo inny, od tego, który zawsze odczuwałem. Widzę, jak powstrzymuje się, by nie być odrobinę brutalniejszym. Przyciągam go do siebie, by raz jeszcze skosztować jego różowych warg i pozwalam mu na to. Wchodzi we mnie do końca, a ja czuję, jak cały świat wiruje. Słyszę tylko nasz wymieszane jęki i odgłos skrzypiącego łóżka. Przytula mnie mocno, przyciągając do siebie. Wtulam się w jego silne ramiona, zatapiając się w jego gorącym ciele i obezwładniającej rozkoszy. Pierwszy raz czuję, że seks nie jest czymś złym. Bo w ramionach Jonghyuna nie mogło być źle.

Zaczyna poruszać się we mnie szybciej i bardziej niespokojnie. Wtóruję mu ruchami moich bioder, moje ciało nagle staje się niecierpliwe i bardziej odważne. Jakby seks był jakąś cholerną przemianą. Jakbym wraz z białą spermą wytryskującą  z mojego członka pozbywał się przeszłości. Oszukiwaliśmy się, że nie ma jej w naszym związku, chociaż ona była w nim zawsze. Nie zwracaliśmy na nią uwagi, bo teraźniejszość skutecznie odwracała uwagę od przykrych wspomnień.

Gdy szczytuję, krzyczę głośno. Mam ochotę krzyczeć, że go kocham, że jestem tak zajebiście szczęśliwy. W końcu się przełamałem i pozbyłem przeszłości na zawsze.

Przytulam się do boku Jonghyuna, czując przy policzku jego szybko bijące serce. Jego klatka piersiowa jest odrobinę wilgotna, ale nie przeszkadza mi to. Kocham to uczucie  kiedy leżę w jego ramionach i czuję się po prostu bezpieczny. Przez osiemnaście lat nauczyłem się, że bezpieczeństwo jest jedną z najważniejszych wartości.

Słyszę dzwonek do drzwi i podnoszę się niechętnie. Przez szparę w drzwiach widzę siedzącego przez telewizorem Minho, niemal automatycznie jedzącego kilkudniową pizzę. Zagryzam wargę, czując dziwne poczucie winy, że ja jestem szczęśliwy, a on nie. Bo przecież nie zasłużył na to.

Od kiedy Kibum wyjechał, wszystko przestało mieć dla niego znaczenie. Obwiniał się, że pozwolił mu odlecieć, że rozstali się w złości, że nie miał szansy go przeprosić…

Dzwonek do drzwi ponownie rozlega się w mieszkaniu, więc odwracam wzrok od bruneta i podchodzę do drzwi. Przekręcam klucz w zamku i zaglądam na klatkę schodową. Listonosz uśmiecha się do mnie lekko, podając mi jakiś list i kwitek do podpisania. Bazgrzę kilka znaków na kartce i wracam do mieszkania.

Wchodzę do kuchni, szukając noża, którym mógłbym otworzyć kopertę, drżąc lekko, gdy pod bosymi stopami czuję chłód kafelek. Siadam przy stole i otwieram list. W środku jest kartka, a na niej napisane jedno zdanie:

Nie zapominaj, kim jesteś.

Jak idiota wpatruję się w kawałek papieru, a ręce drżą mi coraz bardziej, utrudniając zobaczenie napisu. Na kopercie nie ma nadawcy, wiadomość nie jest podpisana, nie ma nawet stempla pocztowego. Potrząsam głową, chcąc pozbyć się dziwnych myśli i zgniatam wiadomość w dłoni, wyrzucając po chwili do kosza. Przygryzam wargę, przez chwilę wpatrując się w pogrążony w ciemnościach Seul.

- Kto to był? – Jonghyun obejmuje mnie od tyłu. Niemal natychmiast ponownie ogarnia mnie to uczucie bezpieczeństwa, jak zawsze, gdy jest tuż przy mnie.

- Ulotki. – odpowiadam, całując go, by uciszyć rodzące się w głowie wątpliwości.