Nareszcie przebrnęłam przez ten rozdział, mam nadzieję, że się spodoba:) Teraz już powinno być lepiej, chociaż opowiadanie nie należy do łatwych w pisaniu, więc za tydzień spodziewajcie się kolejnego partu BT2 :D
-----------------------------------------------------
- Sąsiadka znowu skarżyła się, że pobił się z jej synem. W szkole matki
innych uczniów patrzą się na mnie, jak na kosmitkę. – kobieta w średnim wieku
drżącą dłonią sięgnęła po kieliszek z winem i upiła kilka łyków.
- Musi się przyzwyczaić. To dla niego nowe środowisko, nieznany język,
zupełnie inna kultura. – zaoponował siedzący naprzeciwko mężczyzna.
- Jesteśmy tutaj już pół roku. Nie mam zamiaru stać się pośmiewiskiem w
miasteczku. – kobieta skrzywiła się.
- Więc co chcesz zrobić?
- Może byłoby lepiej, gdyby zamieszkał z babcią w Seulu.
Młody chłopak, dotąd ukrywający się za rogiem, pobiegł do swojego pokoju,
głośno trzaskając drzwiami.
Rzucił się na łóżko, mocząc poduszki łzami, które nie chciały przestać
płynąć. Nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Przecież rodzice nie mogą odesłać
go z powrotem! To prawda, nie za bardzo umiał się zaaklimatyzować w nowym
kraju, ale to nie była jego wina. Ciągłe wyzwiska i popychanie na korytarzu
sprawiały, że nie miał ochoty na bliższe kontakty z rówieśnikami.
- Kibum? – drzwi otworzyły się, a do pokoju weszła ciemnowłosa kobieta, z
westchnieniem siadając na łóżku.
- Wszystko słyszałem. Nie musisz nic mówić. – burknął w poduszki. –
Wstydzisz się mnie?
- Bummie, to nie tak. Po prostu w Korei będzie ci lepiej…
- Trzeba było w ogóle tu nie przyjeżdżać! – krzyknął, podnosząc się do
siadu. Jego twarz była czerwona od łez.
- Dobrze wiesz, że musieliśmy. Dostałam pracę i… - zaczęła brunetka, lecz po
chwili zrezygnowała, dodając: - Babcia dobrze się tobą zaopiekuje. Już do niej
dzwoniłam…
- Nie chcę tam jechać! – zaprotestował chłopiec, z niedowierzaniem
wpatrując się w matkę.
- Już zarezerwowałam lot. Tata poleci z tobą. – powiedziała kobieta. Łzy
jedynego syna wydawały się nie robić na niej najmniejszego wrażenia.
- Ale… - Kibum chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz jego rodzicielka tylko
pokręciła przecząco głową i wyszła.
W głowie wciąż miał obraz matki, która na lotnisku obdarzyła go szybkim uściskiem, mówiąc mu cicho na ucho, że go
kocha. Wtedy widział ją po raz ostatni.
Ojciec został z nim u babci dwa
tygodnie, pomagając w umeblowaniu małego pokoiku, w którym odtąd miał mieszkać
trzynastoletni Kibum. On też zdawał się nie zauważać cierpienia syna. Tylko
stara kobieta, siedząca na bujanym fotelu z kłębkiem włóczki i kawałkiem swetra
robionego na drutach, patrzyła na niego ze smutkiem w czarnych, okolonych
zmarszczkami oczach.
- Co robisz? – Kibum odwrócił się
gwałtownie na dźwięk głębokiego głosu Minho. W pierwszej chwili chciał rzucić mu się w
ramiona i wypłakać, jak codziennie od kilku dni, po chwili jednak przypomniał
sobie o trzymanej w rękach koszulce i wrzucił ją do prawie pełnej walizki, z
obawą spoglądając na swojego chłopaka.
Minho przesunął wzrokiem po leżących
na łóżku Kibuma ubraniach, kończąc na ustawionej w rogu pomieszczenia walizce.
Kiedy jego oczy ponownie spotkały się z wystraszonymi tęczówkami szatyna widać
w nich było żal i zdenerwowanie.
- Wyjeżdżasz? – zapytał, chociaż
odpowiedź była aż nadto oczywista.
- Mama dzwoniła drugi raz… - zaczął
niepewnie Key, lecz brunet przerwał mu:
- Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
- To tylko kilka tygodni…szybko zleci…
- próbował bronić się Kim, w myślach karcąc się za swoje tchórzostwo. Powinien
wcześniej powiedzieć Minho o wyjeździe.
- Szybko zleci?! A pomyślałeś o mnie?
Pomyślałeś o tym, że może ja nie chcę, żebyś jechał? Że może chciałbym polecieć
tam z tobą?
- Minho…nie kłóćmy się teraz o to,
proszę. – Kibum podszedł do wyższego chłopaka, wtulając się w jego koszulkę.
Serce Minho biło w przyśpieszonym tempie, a żyła na szyi pulsowała, zdradzając
zdenerwowanie bruneta.
- Kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro. – odparł cicho Key, czując
jak ciepło, które biło od ciała Choi, znika. – Nie idź. – jęknął, zatrzymując
odchodzącego bruneta. – Proszę, mi też jest trudno.
- Nie, Kibum. – Minho odwrócił się w
jego stronę, patrząc na niego z żalem. – Poszedłeś najłatwiejszą drogą. –
dodał, po czym wyswobodził się z jego uścisku i wyszedł z pokoju.
Nie miał siły za nim iść. Niczym
kukła upadł na łóżko, pustym wzrokiem wpatrując się w drzwi, za którymi chwilę
temu zniknął jego chłopak.
- Dlaczego karzesz mi wybierać
pomiędzy tobą, a rodzicami? – jęknął, chociaż dobrze wiedział, że to nie jest
prawda. Zawiódł Minho. Osobę, która troszczyła się o niego i martwiła, kiedy
był smutny. Kogoś, kto zawsze był przy nim mimo jego humorków i kłótni. Kogoś,
kogo kochał bardziej niż cokolwiek innego.
Jego życie nagle wywróciło się do
góry nogami. Telefon od rodziców, którzy zostawili go w dzieciństwie, był
rzeczą, której się nie spodziewał. Nie wiedział, co ma robić. Z jednej strony
kochał Minho, z drugiej zapragnął wreszcie uporządkować swoje życie. A skoro
nadarzyła się ku temu okazja, nie mógł nie skorzystać.
W głowie ciągle widział obrazy ze
swojego dzieciństwa. Miał wrażenie, że widok matki uśmiechającej się do niego
sztucznie na pożegnanie, będzie go prześladował dopóki, dopóty jej nie zobaczy.
Być może łudził się, że jego rodzice
mieli ważny powód, by go zostawić. Być może chciał wierzyć, że był sens w tym,
że przestali się do niego odzywać. A może po prostu chciał pierwszy raz od
wielu lat poczuć, że ma rodzinę?
- Miałeś powiedzieć mu wcześniej… -
usłyszał cichy głos Taemina, który usiadł obok niego na łóżku.
- Bałem się, że mnie powstrzyma. A ja
naprawdę chcę ich zobaczyć, Taemin. Chcę z nimi porozmawiać, dowiedzieć się,
dlaczego mnie zostawili. To tylko moja sprawa i on nie powinien się do tego
mieszać.
- Myślałem, że twoje sprawy są też sprawami
Minho.
- Bo tak jest, ale…
- Ale?
Kibum tylko westchnął, nie mając
ochoty na dalszą rozmowę. Czuł się przytłoczony wszystkimi wydarzeniami, które
ostatnio miały miejsce i miał dość mętliku w swojej głowie.
- Minho ma prawo być na ciebie zły.
Zachowałeś się tak, jakbyś mu nie ufał. – powiedział Taemin, patrząc ze smutkiem
na zwiniętego w kulkę Kibuma. – Zadzwoń do niego. – chłopak nachylił się nad
przyjacielem i cmoknął go w policzek, po czym wyszedł z pokoju.
***
Minho spojrzał na telefon, który od
godziny uparcie wibrował w jego kieszeni. Widząc na wyświetlaczu imię swojego chłopaka,
cisnął nim zdenerwowany.
Barman spojrzał na niego uważnie.
- Problem z dziewczyną? – zapytał,
stawiając przed nim kolejną szklankę whisky.
- Można tak powiedzieć. – brunet skrzywił się, biorąc szkło do ręki i mocząc usta w alkoholu.
Z niechęcią przypatrywał się siedzącej
w rogu baru parze. Dwóch chłopaków co chwilę nachylało się ku sobie, by po
chwili wybuchnąć śmiechem. Dla przeciętnego obserwatora mogli wyglądać jak dwaj
przyjaciele, lecz Minho, pomimo tego, że jego wzrok był już zamroczony od alkoholu, widział błysk w ich oczach, gdy patrzyli na siebie
nawzajem.
Kiedy dopił do końca, wściekłość,
którą odczuwał od chwili kiedy wyszedł z domu, zaczęła ustępować żalowi.
Wiedział, że Key będzie chciał
odwiedzić rodziców w Ameryce. Chłopak był zbyt wrażliwy, by telefony jego matki
nie zrobiły na nim wrażenia. Minho nie umiał sobie nawet wyobrazić jak ten
musiał się czuć, gdy ta odezwała się do niego po tylu latach. Nieczęsto o tym
rozmawiali. Dla Kibuma był to bolesny i drażliwy temat.
Nie rozumiał tylko, dlaczego chłopak
nie powiedział mu o wyjeździe. On sam gotów był polecieć razem z nim, a nagle
dowiedział się, że Kibum nie tylko nie chce z nim lecieć, co w ogóle nie zamierzał powiedzieć mu o swoich zamiarach.
- Wytrwała jest. Może warto jej
przebaczyć? – usłyszał głos barmana, gdy wibracje w jego kieszeni rozległy się
ponownie.
Westchnął ciężko i zapłacił,
zostawiając mężczyźnie spory napiwek, po czym, chwiejąc się lekko, wyszedł z lokalu i wsiadł do najbliższej taksówki.
***
- O czym tak myślisz, Minnie? –
Jonghyun podchodzi do mnie, kiedy siedzę na szerokim parapecie w kuchni, pustym
wzrokiem wpatrując się w krajobraz za oknem.
W mojej głowie kotłuje się tysiące
myśli i mam wrażenie, że one zaraz rozsadzą mi czaszkę. Zawsze wiedziałem, że
miłość nie jest łatwa, ale…
- Hmm? – szatyn głaska mnie lekko po
przydługich włosach, zakładając niesforne kosmyki za ucho.
Przenoszę wzrok ze skąpanego w
ciemnościach Seulu na jego twarz i zagryzam wargę. Zawsze to robię, kiedy jestem
wystraszony lub zdenerwowany. On o tym wie, dlatego teraz przygląda mi się
badawczo, a jego oczy są lekko zmartwione.
- Coś cię gryzie? – pyta, a ja
wzdycham cicho, obracając się do niego przodem i spoglądając na niego
niepewnie.
- Czy…czy ja jestem dobrym
chłopakiem? – pytam w końcu, a jego oczy rozszerzają się w zdziwieniu.
- Co ci nagle przyszło do głowy? To
chyba ja powinienem o to pytać, po tym co…
- Nie wracajmy do tego. – przerywam mu.
Nie chcę rozpamiętywać przeszłości, chociaż, prawdę mówiąc, kiedy teraz on jest
przy mnie, nie mogę uwierzyć w to, co działo się kiedyś. – Ja…chodzi mi o… -
zaczynam znowu, lecz czuję się jak skończony głupek, chcąc pytać go właśnie o to. A jednak nieprzerwanie chodzi mi to
po głowie.
- Chodzi ci o seks? Minho i Kibum nie
powinni żartować na ten temat. – mówi spokojnie Jonghyun, lecz widzę, że jest trochę
zakłopotany.
- Nie brakuje ci tego? – pytam.
- Dopóki mam ciebie, niczego mi nie
brakuje. – odpowiada mój chłopak i przyciąga mnie do siebie. Zsuwam się z
parapetu i przytulam do niego, czując mokry pocałunek na policzku. Znów robi mi
się gorąco. – Poczekam, aż będziesz gotowy. – Jonghyun szepcze do mojego ucha,
a ja czuję, jak oblewa mnie rumieniec na samą myśl, że moglibyśmy wreszcie to zrobić. Tak, jak jeszcze nigdy.
- Ah! Nie będę wam przeszkadzać. – do
kuchni wchodzi Kibum, lecz widząc nas, cofa się niepewny tego, czy może zostać.
Oboje patrzymy na niego zmartwieni.
Jego oczy są zapuchnięte od łez, a ręka w której trzyma telefon lekko drży. Co
chwilę spogląda na zegarek – jest już po dwudziestej trzeciej, a Minho nadal
nie wrócił.
- Pogadaj z nim. – mówi do mnie
Jonghyun, odsuwając się ode mnie i całując w czoło. Po drodze szepcze coś
jeszcze do Kibuma, po czym zostawia nas samych.
***
Ręce trzęsły
mu się, gdy nalewał soku do kubka. Nic nie widział przez łzy i odrobinę napoju
wylało się na stół. Nie zwrócił jednak na to uwagi, zbyt zajęty
powstrzymywaniem szlochu, chcącego wydostać się z jego ust.
- Przejdzie mu. – usłyszał głos
Taemina. Rudzielec objął go od tyłu, przyciskając mocno do siebie.
- Jasne. – mruknął tylko starszy,
odsuwając się od przyjaciela i wpatrując uparcie w widok za oknem. Jeszcze
nigdy nie pokłócili się z Minho tak, jak dzisiaj, a najgorsze, że to była jego
wina.
- On też musi w spokoju to wszystko
przemyśleć. Na pewno niedługo wróci. – jak na zawołanie usłyszał, jak drzwi
wejściowe otwierają się. Ze strachem spojrzał w tamtą stronę.
- Idź do niego. – Taemin popchnął go
w stronę hallu.
- Ale…
- Idź.
Z wahaniem, ocierając z policzków
ostatnie łzy, podszedł do Minho, który właśnie zdejmował buty.
- Gdzie byłeś? – spytał niepewnie,
jakby bał się, że ten na niego nakrzyczy.
- Nieważne. – mruknął brunet, nie
zaszczycając go nawet spojrzeniem i zniknął za drzwiami ich pokoju.
- Zaczekaj! – krzyknął Key, wchodząc
za nim do pomieszczenia. – Porozmawiajmy.
- O czym chcesz rozmawiać? O tym, że
nie liczyłeś się z moim zdaniem, że nasz związek nic dla ciebie nie znaczy?! –
Minho odwrócił się do niego. Jego oczy miotały błyskawice i Kibum bał się
chociażby poruszyć.
- Dobrze wiesz, że to nie jest
prawda.
- W takim razie co jest prawdą? Co
jest prawdą do cholery, Kibum?! – brunet złapał go za ramiona i potrząsnął nim
kilka razy. Key poczuł bijącą od niego woń alkoholu i skrzywił się.
- Jesteś pijany.
- Nie zmieniaj tematu…
- Dlaczego nie możesz po prostu
zaakceptować mojej decyzji? – szepnął Key drżącym głosem. – Przecież wiesz,
jakie to dla mnie ważne. Opowiadałem ci o tym. Chcę tam pojechać i dowiedzieć
się, dlaczego mnie zostawili, tylko tyle.
- Rozumiem. Nie rozumiem tylko,
dlaczego nie powiedziałeś mi o tym wcześniej. – Minho usiadł na łóżku,
niezdarnie próbując rozpiąć guziki koszuli.
- Przepraszam… - powiedział cicho,
podchodząc do chłopaka i klękając przed nim. Drżącymi dłońmi złapał jego ręce i
sam zaczął rozpinać jego ubranie. – Nie chcę się z tobą kłócić…
Brunet nie odpowiedział. Ujął twarz
Kibuma w swoje dłonie i brutalnie wpił się w jego wargi, niemal nie przewracając
ich na podłogę. Nie zwracał uwagi na chłopaka, który próbował go odepchnąć. Nie
słyszał cichych słów protestu, tłumionych przez brutalne pocałunki. Chciał mieć
Kibuma tu i teraz, przekonać się, że jest tylko jego, że kiedy wyjedzie będzie
tęsknił za nim tak cholernie, że…
- Minho, przestań! – krzyknął Key,
kiedy ręce wyższego zaczęły niecierpliwie badać jego, ukryty pod koszulką,
tors.
- Seks na zgodę chyba zawsze się
sprawdzał, co nie? – mruknął Choi, niemal zszarpując z chłopaka koszulkę.
- Ale ja nie chcę! – zaprotestował Kibum,
próbując odciągnąć nachalne ręce bruneta.
- Zaraz sprawię, że będziesz chciał. –
Minho popchnął Key na łóżko, od razu siadając na jego biodrach i składając na
jego szyi mokre pocałunki.
- Nie chcę! Jesteś pijany! – Kibum odepchnął
bruneta, starając się zejść z łóżka.
Choi zatoczył się lekko, wpatrując się w
przerażonego szatyna, który szlochając zbierał swoje, porozwalane po podłodze,
rzeczy.
- Gdzie idziesz? Kibum! Chcesz jechać
już teraz? Nie pozwalam ci! Nigdzie nie pojedziesz! – Minho podszedł do
chłopaka, nie pozwalając mu wyjść z pokoju.
- Zostaw mnie. – wychlipał Key, po
omacku sięgając po klamkę. Przez łzy cieknące mu nieustannie po policzkach już
nic nie widział.
- Co się stało? – w salonie niemal
natychmiast podbiegł do niego Taemin.
- Mogę dzisiaj spać z tobą? –
zapytał, wtulając się w drobniejszego chłopaka i wybuchając szlochem. Nie tak
miało wyglądać jego pogodzenie się z Minho.
***
- Prosimy pasażerów lotu nr 2906 o
wejście na pokład samolotu.
Kibum zagryzł wargę, ostatni raz
odwracając się w kierunku wejścia na lotnisko, lecz na próżno. Nadzieja matką
głupich, pomyślał, jednak poczuł, jak żołądek zwija mu się w supeł z żalu i
niedowierzania.
Kiedy wstał rano, Minho jeszcze spał.
Key wypił kawę razem z Taeminem i Jonghyunem, którzy nie wypuścili go z domu
uprzednio nie obdarowując tysiącem uścisków.
Przez małą chwilę miał nadzieję, że Choi przyjedzie się z nim pożegnać, zamienić choćby kilka słów,
lecz tak się nie stało.
- Proszę pana, proszę wejść do
samolotu. – usłyszał i z westchnieniem skierował się na pokład maszyny.


