Nie będę się tłumaczyć, bo sprawa jest prosta. Weny nie ma. Uciekła gdzieś daleko i teraz się ze mnie śmieje. Miałam dobre intencje na oneshota, ale wyszła miniatura. Mam nadzieję, że chociaż to umili Wam jakoś czekanie na mój powrót w bliżej nieokreślonej przyszłości.
---------------------------------------------------
Tytuł: Kochanek mojej matki
Pairing: JongKey
Gatunek: AU, smut, elementy heteroseksualne
Rating: +18
To nie był dobry dzień. Kiedy kolejny raz ścierałem
obraz powstały na pomiętej już kartce, po prostu zrezygnowałem i rzuciłem
ołówkiem gdzieś w kąt. Za nim poleciała gumka i rysunek, pomięty przez moje
drobne, niecierpliwe dłonie. Przez chwilę patrzyłem się pusto w kilka
przedmiotów leżących na zakurzonej podłodze, po czym wstałem i poszedłem do
kuchni.
Nalałem sobie zimnej kawy. Usiadłem przy stole,
niechętnie spoglądając na zegar, który wskazywał dwudziestą drugą. Nadal jej nie było, a ja jakoś nie mogłem się
skupić, wiedząc, co ona robi. Podobno
byłem taki sam. Podobno powtarzamy zachowania naszych rodziców.
Drzwi stuknęły głośno i po chwili usłyszałem
śmiech. Szuranie butów o posadzkę i ciche odgłosy pocałunków.
- Kibum kochanie, możesz pójść do swojego pokoju? –
w kuchni pojawiła się kobieta po trzydziestce, trzymając pod rękę młodego
chłopaka.
- Jasne mamo, jak zawsze. – mruknąłem, nie
zaszczycając ich spojrzeniem i chcąc po prostu stąd wyjść. Zawsze mogę
narysować mamę pieprzoną przez jakiegoś młokosa, zaśmiałem się w duchu. W takich
chwilach zawsze włączał mi się czarny humor.
- Jestem Jonghyun. – przede mną pojawiła się silna,
męska dłoń.
Niechętnie uniosłem wzrok, napotykając
spojrzeniem młodego, może dwudziestoparoletniego chłopaka. Mógł być niewiele
starszy ode mnie, lecz mojej mamie widocznie to nie przeszkadzało. Dziwiłem
się, że jeszcze nie zechciała przespać się z własnym synem, w końcu lubiła eksperymentować.
- Kibum. – odparłem, a on uścisnął moją dłoń. Jego
uścisk był silny i ciepły, a oczy, w które spojrzałem po chwili, lśniły dziwnym
blaskiem.
Gdy zamykałem drzwi swojego pokoju, wciąż czułem jego
dłoń. Zdawała się palić żywym ogniem, dlatego wziąłem ołówek i zacząłem
rysować. Byłem wściekły, że wyprowadził mnie z równowagi, że pieprzy za ścianą
moją matkę, a ona jęczy do ucha jakiemuś małolatowi. Znów podarłem powstający
na papierze rysunek: dwóch nagich mężczyzn w ferworze pożądania.
Jonghyun bywał u nas prawie codziennie. Denerwował
mnie jego irytujący uśmieszek i brudne bokserki w koszu do prania. Gdy pił
kawę, zostawiał nieumyty kubek, a mama pożyczała mu moje ubrania. Był
nieproszonym gościem, którego nienawidziłem i jednocześnie pragnąłem poznać bliżej.
Kiedy któregoś dnia zastałem ich pieprzących się w
kuchni, moje nogi nie były w stanie się ruszyć, a usta samoistnie się rozchyliły
i zaschły. Zwilżyłem wargi językiem, obserwując, jak szybko wchodzi w jej
dziurkę, mokry od potu, brutalny i dyszący. Ręką pieścił jej pierśi, długimi
palcami ściskając różowe sutki.
Odruchowo złapałem za swoją dłoń, znów czując
to nieznośne gorąco. Była cała mokra od potu, a ja podniecony. Przeklnąłem
cicho, a on spojrzał w moją stronę. Spaliłem się ze wstydu i przysiągłem sobie,
że przeprowadzę się do Taemina.
Wstałem o piątej. Na dworze było jeszcze ciemno, a
w kuchni cholernie zimno. Zrobiłem sobie kawę i wyjrzałem przez okno, które było całe białe
od śniegu.
- Przeziębisz się. – Jonghyun wszedł do
pomieszczenia i usiadł przy stole, bez pardonu biorąc mój kubek do ręki i
upijając łyk. – Fuj! Jak można pić gorzką kawę?
- Tak samo jak pieprzyć podstarzałe rozwódki. – palnąłem,
zanim zdążyłem się zastanowić.
- Jesteś zazdrosny? – spytał tak po prostu, gapiąc się na mnie.
Prychnąłem, podchodząc do czajnika i ponownie
nastawiając wodę.
- Jeszcze zostało. – zdziwił się chłopak, ruchem
głowy pokazując na kubek.
- Nie będę po tobie pił. Kto wie jakie masz syfy, dymając pół Seulu.
- To prawie jak pocałunek. Nie chciałbyś spróbować?
– drażnił mnie, a ja czułem, że tracę kontrolę. A może jeszcze śniłem? Dłoń
znów zaczęła palić, a ja miałem ochotę na papierosa.
- Prawie robi wielką różnicę. – powiedziałem,
odwracając się w jego stronę. Prowokowałem go, tak. Ale nie miałem już nic do
stracenia.
On tylko zaśmiał się pod nosem, nie ruszając się z
miejsca. Nie umiałem pozbyć się zawodu malującego się na mojej twarzy, a on
chyba to widział. Wychodząc z kuchni, dał mi buziaka w policzek. Po chwili
słyszałem jak budzi moją matkę, a łóżko ponownie skrzypi.
Omotał nas oboje dookoła palca i zanim się
obejrzałem, sam niemal błagałem o jego dotyk. Wiedziałem, że robi to
specjalnie. Nie musiał chodzić po mieszkaniu w samych bokserkach, ani głośno
jęczeć, gdy w pokoju obok rysowałem pracę na zaliczenie, ale robił to, bo
wiedział, że jestem słaby.
To było obrzydliwe, kiedy brałem do ust fiuta,
którym wcześniej dymał moją matkę, lecz nie umiałem się powstrzymać. Nie
pamiętałem nawet, jak to się stało, że teraz klęczałem, a on bezwstydnie pieprzył moje usta. Nie był delikatny, lecz wiedziałem, że taki nie będzie. Moja klatka
piersiowa była cała w malinkach, a gardło zdarte od krzyków. Wziął mnie szybko
i brutalnie na tym samym stole, co moją matkę, a ja umiałem myśleć tylko o jego
gorącej, grubej pale w moim wnętrzu, podczas gdy ona brała prysznic.
Biodra miałem poobijane od ostrych kantów stołu, a
wargi napuchnięte od pocałunków. Woda w łazience ucichła, a z pomieszczenia
dobiegł perlisty śmiech mojej matki.
- Kochanie, miałeś nie oglądać pornosów! –
sztuczność wylewała się z jej głosu jak sperma z mojego tyłka, gdy wyszedł ze
mnie i, jak gdyby nigdy nic, napił się kawy z mojego kubka.
- Masz rację Kibum, prawie robi wielką różnicę. –
powiedział.

