Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replay. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 listopada 2012

Replay Epilog

 
"Oh to trochę śmieszne
Możesz nie wiedzieć
Dziś jestem trochę inny
Pomyśl o tym"


                W radiu leciała jedna z naszych piosenek. Zarumieniłem się, gdy zdałem sobie sprawę, jak jej słowa są trafne.
                Popatrzyłem na Minho i uśmiechnąłem się lekko. Gdy złapał moje spojrzenie, coś ścisnęło mnie w żołądku. Dłonie trzęsły mi się tak bardzo, że prawie upuściłem małe pudełeczko. Odwróciłem się gwałtownie, udając zajętego pracą domową.
                Usłyszałem, jak podchodzi do mnie. Po chwili poczułem na szyi jego miękkie usta, a przy uchu usłyszałem cichy szept:
- Co tam trzymasz, Minnie? - zesztywniałem. Wiedział?
Nim zdążyłem się zastanowić, jego dłoń zabrała mi kartonik, lekko muskając mój policzek.
- Nie! - krzyknąłem próbując odebrać mu upominek, lecz on był wyższy. Śmiał mi się
w oczy wyciągając rękę wysoko ponad głowę.
- Przygotowałeś dla mnie prezent, którego nie mogę zobaczyć? - zapytał rozbawiony, a ja poczułem jak się czerwienię.
                Dzisiaj była nasza miesięcznica. Znów była noc, a za oknem szalała burza.
I znów czułem się tak samo zagubiony.
                Byłem zakłopotany, bo znał mnie jak nikt inny. Nie wiem, jak to robił, ale nigdy nie pozwolił mi być smutnym. Był przy mnie, gdy potykałem się na scenie i gdy nie mając na nic siły zasypiałem na jego ramieniu w samochodzie. Tylko on potrafił sprawić, że udawało mi się wstawać o piątej rano i w ulewnym deszczu jechać do radia na głupie nagranie, a gdy coś mnie trapiło nie pytał, tylko przytulał mnie mocno.
                Dlaczego tak bardzo się teraz bałem?
                Dopóki jego gorące usta nie dotknęły moich warg nie zdawałem sobie sprawy, że mój podarunek leżał już otwarty na biurku, a na jego twarzy wykwitł radosny uśmiech.
Krzyknąłem cicho, gdy wziął mnie na ręce i położył na łóżku nakrywając swoim ciałem. Nachylił się nade mną, a jego brązowe oczy zalśniły psotnie. Tak bardzo mnie onieśmielał, że musiałem odwrócić głowę.
- Lubię, jak się rumienisz. - powiedział i pocałował mnie raz jeszcze.
Z początku subtelnie muskał wargami moje usta. Na policzku czułem jego gorący oddech
i gdy jego język odnalazł mój, jęknąłem cicho. Nie przerywając wsunął dłonie pod moją koszulkę. Był delikatny i cierpliwy.
              Przestał mnie całować i zapytał:
- W porządku, Minnie?
Przytaknąłem, a jego wargi znalazły się na mojej szyi. Poczułem, jak przez moje ciało przechodzi dreszcz.
Całował mnie wolno, leniwie. Wplotłem palce w jego czarne włosy pozwalając, by zdjął ze mnie koszulkę. Przez chwilę, dopóki jego dłonie nie zakryły mojej bladej skóry, poczułem się nagi.
              Świat wirował. Był tylko Minho i ja. Były tylko jego dłonie i tylko jego usta. Była tylko obezwładniająca rozkosz.
Nie zauważyłem, gdy jego ręce zaczepiły o gumkę moich bokserek. Sam nie miałem odwagi na jakikolwiek ruch. Chciałem go dotknąć, lecz mogłem tylko całować jego usta. Gdy złapał mojego penisa strach gdzieś uleciał. Wygiąłem się w łuk czując, jak poduszki pode mną wilgotnieją od potu.
Nie pozwolił mi dojść. Uśmiechnął się i złapał mnie za rękę, naprowadzając na swoje krocze. Jego duża dłoń zacisnęła się na mojej, ugniatając jego przyrodzenie. Sapnął głośno odrzucając głowę do tyłu.
               Odważyłem się wsunąć palce pod materiał. Zbliżyłem się do niego i całowałem jego idealną klatkę piersiową. Ręką poruszałem szybko.
Nagle pchnął mnie z powrotem na łóżko. Nasze erekcje potarły się o siebie, jęknąłem.
Poczułem, jak wsuwa we mnie palce. Bolało. Tak bardzo, że myślałem, że nigdy nie poczuję już żadnej przyjemności. A potem przestał.
- Jesteś pewny? - spytał, a ja poczułem jak wielka gula rozrasta się w moim gardle uniemożliwiając mi wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa.
               Bałem się. Bałem się, jak jeszcze nigdy, lecz jednocześnie tak bardzo tego pragnąłem...
               Przytaknąłem patrząc mu w oczy. Uśmiechnął się, dodając mi otuchy i sięgnął po prezerwatywę wciąż leżącą w środku pudełeczka.
- Będzie bolało. - mówił między kolejnymi pocałunkami. Miałem wrażenie, że jest wszędzie. Moje ciało płonęło dziwnym ogniem, a bicie serca było równie szybkie jak mój drżący oddech.
Przymknąłem oczy, czując rozrywający ból. Zacisnąłem zęby, kurczowo obejmując jego szyję. Z pod powiek popłynęły mi łzy. Wtuliłem się w jego włosy. Nie chciałem, żeby przestawał.
               Gdy przyzwyczaiłem się do jego obecności, zaczął się poruszać. Na jego umięśnioną klatkę piersiową wstąpiły kropelki potu, a spojrzenie stało się nieobecne. Jego dotyk był jak impuls elektryczny, cały drżałem, potrafiłem tylko jęczeć i wić się pod jego ciałem.
Gdy przyśpieszył, krzyknąłem głośno, a on zagłuszył krzyk silnym pocałunkiem. Kiedy
mój penis otarł się o jego klatkę piersiową, nie wytrzymałem. Zacisnąłem usta i spuściłęm się na jego brzuch. Czułem, jak moje ciało drży, a we mnie rozlewa się coś ciepłego. Po chwili i on opadł obok mnie na poduszki.
                Minho wyciągnął rękę i odgarnął mokre kosmyki z mojej twarzy. Uśmiechał się,
a jego oczy lśniły.
- Kocham cię, wiesz?
Przygryzłem wargi. Nie chciałem płakać, lecz nie powstrzymałem tych kilku łez, które spłynęły po moich mokrych od potu policzkach.
- Minnie? - podniósł się na łokciach, wpatrując się we mnie przestraszony. - Coś się stało? Jeżeli...
- Nie. - roześmiałem się i nagle poczułem się tak lekko. Jakbym mógł latać. Jakbym nagle przeniósł się do innego świata.
Wtuliłem się w jego ramiona, nie przejmując się, że moja sperma skleja nasze ciała. - Po prostu ja też cię kocham.


                                                              ***

                - Minnie, Minho dosypał ci czegoś do mleka bananowego? – Key patrzył na mnie rozbawiony.
- Do swojego na pewno. Lata jakby się czegoś naćpał. – zaśmiał się Jonghyun, a ja spłonąłem rumieńcem.
Key uderzył go lekko z łokcia i obaj zaczęli się przekomażać.
Nagle w mieszkaniu rozległ się dzwonek. Wszyscy spojrzeliśmy na Onew.
- Ja nikogo nie zapraszałem! – krzyknął podnosząc ręce do góry w geście obrony.
                Czasem miałem wrażenie, że to już nie jest ten sam Onew, co kiedyś. Wiem, że to, co zrobiłem po tym, jak odrzuciłem jego…
Nie! Nie chcę o tym myśleć.
Pamiętam, jak płakał. Nigdy nie przyznał się do tego żadnemu z nas, ale ja słyszałem jak w nocy próbuje stłumić szloch. Chciałem do niego pójść, porozmawiać, lecz codziennie obiecywałem sobie, że zrobię to następnego dnia.
Nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
                Dzwonek rozległ się po raz drugi i zdenerwowany leader poszedł w końcu otworzyć. Gdy po chwili wrócił do salonu, miałem wrażenie, że śnię. Znów się uśmiechał, a ja tak kochałem jego uśmiech.
- Jonghyun, dlaczego nie powiedziałeś, że przyjeżdża twoja siostra? Przygotowalibyśmy jakiś pokój…
- Nie trzeba, prześpię się na kanapie. – brunetka uśmiechnęła się do Jinkiego, a on zaczerwienił się.
- Sodam! – Jong jakby dopiero teraz się obudził. Zerwał się z kanapy zamykając dziewczynę w niedźwiedzim uścisku. Zaśmiałem się pod nosem na widok zazdrosnego Kibuma nadal siedzącego na sofie. – Co ty tu robisz?
- Pomyślałam, że zrobię ci niespodziankę. Nie widzieliśmy się, odkąd zadebiutowaliście.
- Te wszystkie wywiady i koncerty powoli zaczynają mnie denerwować. Jak dobrze widzieć kogoś bliskiego. –  rozpromienił się i biorąc ją pod rękę zaprowadził do swojego pokoju.
- Jak dobrze widzieć kogoś bliskiego. – przedrzeźniał go Key, co chwila zmieniając kanały w telewizorze.




                                                         ***

              Sodam zrobiła bulgogi! Siedziałem przy stole obok Minho, którego dłoń na moim udzie skutecznie utrudniała mi obserwację Onew. A było co obserwować.
- Sodam, chcesz dokładkę? – spytał Jinki.
- Pewnie. – ucieszyła się, podając mu talerz, a ja miałem wrażenie, że leaderowi za chwilę wyrosną skrzydła i wzleci gdzieś ponad naszą piątkę.
- Key, coś się stało? Nie odzywasz się. Przecież zawsze chciałeś poznać moją siostrę. – Jonghyun spojrzał na swojego chłopaka pytająco.
             Tak, oni też byli razem. Wszyscy znaliśmy historię ich przyjaźni, gdy jeszcze mieszkali w Daegu. Dobrze, że wszystko tak się skończyło.
- Ahh, cieszę się, że mogłem poznać bliskie ci osoby. – odpowiedział ostro, kładąc nacisk na ostatnią część zdania i wyszedł.

                                                           ***

              Popijałem swoje mleko bananowe, skrobiąc coś w pamiętniku. To znaczy, tylko udawałem, że piszę, bowiem obserwacja Jinkiego była dużo ciekawsza. Właśnie siedzieli
z Sodam na tarasie, popijając kawę w świetle zachodzącego słońca.
              Głośny huk przerwał moje rozmyślania. Odłożyłem zeszyt i wspiąłem się po schodach zakradając się do pokoju Jonga i Kibuma.
- Dlaczego nie jesteś z Sodam?! Przecież tak się stęskniłeś za bliską ci osobą! – Key krzyczał coś. Usiadłem pod ścianą i nasłuchiwałem.
- Jesteś zazdrosny o moją siostrę?!
- Nie jestem zazdrosny!
- Bummie… przecież wiesz, że jesteś najważniejszy…
- Pieprz się Jong!

- Ohh, sam nie mogę, kochanie. Ale może ty mi pomożesz…?
Potem była cisza. To znaczy, tak nie do końca cisza, bowiem co chwilę słychać było szuranie krzeseł i głośne jęki.
- Minnie, co ty tu robisz? – Minho podszedł do mnie i usiadł obok.
- Jooong aaahh!
Obaj spojrzeliśmy w stronę drzwi.
- Nie wiem, czy jesteśmy tu potrzebni. – mruknał raper. Zaśmiałem się i złapałem jego wyciągniętą rękę.
             Gdy szliśmy do pokoju, na tarasie Onew i Sodam byli bardzo blisko.
- Fuck! – krzyknąłem, gdy w najważniejszym momencie zaślepił mnie jeden z ostatnich promieni słońca. Może jednak warto dać im trochę prywatności...
- AAAHHHH KEYYYYYY!!! – dobiegło mnie z korytarza. Zaśmiałem się i zamknąłem za sobą drzwi.
KONIEC

poniedziałek, 29 października 2012

Replay XI - END


Chyba pierwszy raz udało mi się skończyć opowiadanie ; oo To dzięki Wam! Uwielbiam Wasze komentarze. Czasem czytam je i śmieję się jak głupia sama do siebie ^^
Muszę przyznać, że to opowiadanie nie wyszło dokładnie tak, jak chciałam, ale widzę, ze Wam się podoba - a to najważniejsze. Życzę więc miłego czytania, a za tydzień ( jeśli wena przyjdzie być może wcześniej ) zapraszam na mały bonus w ramach epilogu ; )

------------------------------------------------------------

         - Gdzie idziesz?
- Śpię u Onew.
- Minnie, dlaczego uciekasz?
Zatrzymał się. Dłoń dotknęła serca, jakby chciała powstrzymać jego szybkie bicie.
- Nie uciekam. - odparł zaciskając pięści.
Po chwili usłyszał ciche kroki. Minho podszedł do niego i objął go od tyłu. Jego ramiona były silne i bezpieczne.
Chciał uciec. Chciał, by nigdy go nie wypuszczał. Chciał krzyczeć. Chciał milczeć, by słyszeć, że jego serce bije tak szybko jak jego. Chciał przestać kochać, a jednocześnie wciąż kochał go mocniej.
Drżał. Miał wrażenie, że jego dusza rozrywa się na tysiące kawałków, a on nie umie złapać choćby jednego.
Wciąż myślał, że nie dojrzał do miłości, a jednocześnie tak bardzo jej pragnął.
- Zostaw mnie. - mruknął.
- Nie popełnię drugi raz tego samego błędu.
Starał się ignorować ciepły oddech Minho i usta, które delikatnie musnęły jego szyję, gdy wypowiadał te słowa.
- Zostaw mnie. - powtórzył, lecz jego głos nie brzmiał już tak pewnie, jak wcześniej.
Nie protestował, gdy raper odwrócił go przodem do siebie. Starał się nie patrzeć w jego oczy. Bał się, że utonie w czerni tych tęczówek. Bał się, że utonie i nie będzie chciał się ratować.
Minho ujął delikatnie jego brodę zmuszając go do podniesienia wzroku.
- Przepraszam. - powiedział i pochylił się, by delikatnie pocałować rozchylone, różowe wargi.
Odepchnął go.
- Kłamiesz.
Trzaśnięcie drzwi.
- Minnie! Minnie!

                                      
               Spokojnie. Spokojnie. Przecież cię nie wyśmieje! Jesteś jego hyungiem. Tak! Powinien okazywać ci szacunek! Ughh... Onew, co ty pleciesz?!
Nie wyśmieje mnie...?
Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować, że nie miało się odwagi tego zrobić.

Trzaśnięcie drzwi.
- Taemin? - obrączka wypadła z drżących dłoni i potoczyła się pod nogi chłopaka.
- Co to? - Tae uklęknął biorąc do ręki błyszczący przedmiot.
- Ja... Nie! Nie oglądaj tego! To...
- Hyung wygrawerowałeś tu nasze imiona?
Zdezorientowanie w jego oczach boli tak mocno...
- Bo wiesz... ja chciałem... powiedzieć... Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o miłości?
- Tak.
- Powiedziałeś, że miłość jest zaufaniem, przyjaźnią. Świadomością, że druga osoba jest
i zawsze będzie. Ja zawsze przy tobie będę Minnie.
Przez chwile po prostu patrzył na niego. W rękach obracał złotą obrączkę, jakby szukając w niej odpowiedzi na dręczące go pytania.
- Pamiętasz jak rozmawialiśmy o miłości, hyung? - powtórzył jego pytanie schylając głowę, by nie mógł spojrzeć mu w oczy.
- Tak, Minnie.
- Powiedziałeś, że do miłości trzeba dojrzeć. Ja... chyba jeszcze... nie jestem na tyle dojrzały. - ostatnie słowa wyszeptał, jakby nie chciał, by starszy je usłyszał.
         Coś pękło w jego sercu. Jakaś jego część, która rozrastała się tam w środku, od chwili, gdy pierwszy raz przytulił to wątłe ciałko. Zagryzł wargi, lecz to nic nie dało. Miał ochotę płakać, lecz nie chciał, by Taemin zobaczył jego łzy. Przecież jest jego hyungiem.
         Nie wiedział, co powiedzieć, lecz młodszy uprzedził go. Wolno podszedł do niego przytulając go do swojego drobnego ciała. Onew wtulił się w jego koszulkę wdychając delikatny zapach. Dłonie rozpaczliwie zacisnęły się na materiale, lecz Tae już się odsunął.
Uśmiechnął się smutno i wyszedł.
Został sam.



         - Minnie?
Starał się nie patrzeć na niego, gdy ponownie wchodził do pokoju. Nie wiedział, dlaczego wrócił. Może po prostu nie chciał być teraz sam..?
- Coś się stało?
Tak bardzo chciał się do niego przytulić.
Pokręcił przecząco głową.
- Więc dlaczego płaczesz?
Płaczę? Drobna dłoń dotknęła policzka. Był mokry.
         Minho stał tuż obok. Spojrzał mu w oczy. I utonął. Nogi ugięły się pod nim i upadłby, gdyby nie jego ramiona, które uniosły go w górę kładąc na łóżku.
Poczuł chłód pościeli. Zapadł się lekko w poduszki. W żołądku czuł dziwne uczucie, jakby coś go łaskotało. Dłonie drżały mu tak mocno, że schował je pod kołdrę. Wstydził się, że tak reaguje.
- Przepraszam. - szepnął Minho gładząc jego długie, czarne kosmyki. Potem nachylił się,
a Taemin poczuł, jak dziwne uczucie z żołądka kieruje się ku górze, do gardła. Wstrzymał oddech i wypuścił go szybko, gdy Minho pocałował go po raz drugi.
Starszy ułożył jego ręce wokół swojej szyi. Byli teraz bliżej. Tak blisko, że Minnie mógl policzyć czarne rzęsy na jego białych powiekach. Nie protestował. Nie miał siły uciekać.
         Zanim go pocałował, uśmiechnął się lekko, by dodać mu otuchy. Tae zarumienił się lekko. Jego oczy błyszczały się, a on wreszcie zobaczył w nich tę iskrę, która znikła już dawno temu.
         Usta Minho były dokładnie takie, jak sobie wymarzył.


         - Minho? Myślisz, że jestem dojrzały?
- Dlaczego pytasz?
- Podobno do miłości trzeba dojrzeć.
- Moja miłość nie stawia takich kryteriów.


                                                          ***


         - Mogę? - w szparze między otworzonymi drzwiami, a ścianą, ukazała się czarna czupryna Taemina.
- Jasne. - odparłem uśmiechając się lekko, by dodać mu otuchy. Wyglądał na zdenerwowanego.
Usiadł koło mnie na łóżku bawiąc się swoją za dużą koszulką. Po chwili poczułem, jak obejmuje mnie mocno, a jego ciepły oddech łaskocze mnie lekko.
- Key ja przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! Przepraszam! - mówił szybko za każdym razem ściskając mnie jeszcze mocniej.
- Ale za co? - odsunąłem go od siebie odrobinę. Tak, bym mógł spojrzeć mu w oczy.
- No bo... odkąd ty i Minho...
- Ahh... to już za nami. Nie musimy do tego wracać. - odrzekłem starając się wymazać
z pamięci te wszystkie okropne obrazy.
- Ale ja chciałem cię przeprosić. Nie powinienem się tak zachowywać. Przecież byliśmy przyjaciółmi... - spuścił głowę, a jego usta wykrzywiły się w podkówkę.
- Byliśmy? Myślałem, że nadal jesteśmy. - uśmiechnąłem się do niego. Brakowało mi tego małego szkraba.
- Na prawdę?! Hyung! Kocham cię!
- Serio? A ja myślałem, że Minho? - zaśmiałem się, a on uderzył mnie w ramię, zawstydzony.
- No bo...
- Haha! Nie musisz się tłumaczyć, mały. - odparłem mocno go przytulając.


                                                             ***

          Była noc. Siedzieliśmy z Jongiem w pokoju oglądając nasze wspólne zdjęcia
z dzieciństwa. Scena jak z filmu, prawda? No cóż, od filmowych scenek jestem chyba specjalistą...
          Nadal nie mogłem przyzwyczaić się do tego, że go mam. To wszystko było niczym słodkie deja vu, jakbym cofał się do czasów swojej młodości. Do czasów, kiedy wszysto było prostsze.
- O czym myślisz? - usłyszałem głos Jonga przy uchu. Poczułem, jak łóżko zapada się delikatnie pod jego ciężarem, a on przytula się nieśmiało do moich pleców. Jakby nie był pewien, czy może.
- O tym i o tamtym... - mruknąłem uśmiechając się lekko. On usiadł na przeciwko mnie przechylając głowę w bok jak ciekawski szczeniaczek. Minę miał bardzo poważną.
- Powiedziałeś, że nie będziemy mieć już przed sobą żadnych tajemnic.
- Głuptasie! - odepchnąłem go lekko. - Myślę o tobie. - dodałem czując, jak się rumienię. On wyszczerzył się do mnie by po chwili zamknąć mnie w żelaznym uścisku swoich umięśnionych ramion.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.

poniedziałek, 22 października 2012

Replay X


         - Kogo kochasz Lee Taeminie?
Spuściłem głowę. W środku cały drżałem. Dłonie zacisnąłem na koszulce unikając wzroku Minho. Miałem wrażenie, że gdy tylko otworzę usta, zamiast słów dobędzie się z nich cichy szloch.
Odepchnąłem się rękami od parapetu i zeskoczyłem na ziemię. Chciałem wrócić do Onew. On przynajmniej nie zadawał pytań...
- Nie uciekaj. - Minho złapał moją dłoń i przyciągnął mnie do siebie. Staliśmy na przeciwko siebie. W pokoju było ciemno i cicho. Nasze oddechy zdawały się zbyt głośne, jakby burzyły ten nastrój.
Jego dłoń ujęła mój podbródek zmuszając, bym na niego spojrzał, lecz ja odwróciłem wzrok. Bałem się tych oczu. Bałem się, że wyczyta z nich to, czego nie chcę mu powiedzieć. Bo po co? Przecież on nie czuje tego samego. Przecież on woli Kibuma...
- Minnie? Dlaczego płaczesz? - usłyszałem jego ciepły głos. Nawet nie zauważyłem, gdy spod moich powiek wypłynęły łzy. Spuściłem głowę. Chciałem być jak najmniejszy. Schować się, by nie mógł mnie znaleźć. Czułem, jak jego spojrzenie pali moje ciało.
- Nie płaczę. - odparłem drżącym głosem. Nienawidziłem sam siebie, za to, że znowu się przy nim rozklejam.
Zrobiłem tak wiele. On był tak ślepy. Dlaczego to znowu muszę być ja..?
- Przecież widzę. Powiedz mi.
- Nie chcę.
- Dlaczego?
- Bo nie! - krzyknąłem i spojrzałem się na niego po raz pierwszy. Nie zasługujesz na to.
Serce paliło żywym ogniem.

         Wróciłem do pokoju i położyłem się obok Onew. Wtuliłem w jego ciało słuchając rytmicznego bicia jego serca. Zapragnąłem, by mnie przytulił. Jestem samolubny.
- Onew! - szturchnąłem lekko jego ramię. Chłopak spojrzał się na mnie nie wiedząc, co się dzieje.
- Przytul mnie. - mruknąłem raz jeszcze przytulając się do jego klatki piersiowej. On tylko uśmiechnął się i zamknął mnie w swoich ramionach.


                                                            ***

         Nie mogłem spać. Kibum wiercił się w swoim łóżku co chwila mrucząc coś niezrozumiale. Pewnie wymyśliłem sobie, że przed chwilą powiedział moje imię. Bo niby dlaczego miałby to robić? Kiedy jednak krzyknął budząc się z przerażeniem wypisanym na twarzy, zerwałem się z łózka i objąłem go mocno. Drżał w moich ramionach.
- Ciii... - szeptałem w jego włosy. Pachniały jak zawsze. Nim.
- Śnił mi się tamten dzień. Kiedy... kiedy mnie uderzyłeś. Przy wszystkich...
Coś ścisnęło mnie w żołądku. Wspomnienia napłynęły falą zalewając moje ciało tępym bólem gdzieś w okolicy serca. Jak mogłem być tak okrutny? Jak mogłem wstydzić się...miłości.
Lecz czy teraz nie wstydzę się jej także? Wciąż bałem się powiedzieć mu prawdę. Bałem się, że tym razem to on mnie odrzuci.
- Przepraszam. Ja...ja nie byłem sobą.
Odwrócił wzrok.
- Dlaczego wciąż cię kocham? - jego słowa zawisły w powietrzu, a ja poczułem, jak usta rozciągają mi się w uśmiechu. Przyciągnąłem go do siebie. Mocno, mocno, wdychając zapach jego ciała.
- Nie chcesz tego Kibum? - zapytałem po chwili, gdy odwzajemnił uścisk.
- Nie wiem. A ty tego chcesz? - spojrzał na mnie tymi swoimi kocimi oczami. Czułem się taki mały...

         Cisza. Była jak namacalna. Nienawidziłem jej. Miałem wrażenie, że on słyszy jak szybko bije mi serce.
Spróbowałem po raz kolejny. Czemu nie? Tylko głupiec kocha bez względu na wszystko. Skoro mam być głupcem, spróbuję raz jeszcze.
Nie odpowiedział.
Nie odpowiedział. Ja... nie wytrzymam tego.

Wyrwałem się z jego uścisku i wybiegłem z pokoju. Mam tego dość. Myślałem, że...
Jestem głupcem. Wiem.
- Key! Poczekaj! - usłyszałem blisko. Po chwili usłyszałem jego oddech. Jeszcze bliżej.
- Po c... - pocałował mnie.
Tak po prostu. Pocałował. A ja byłem zbyt zszokowany, by to odwzajemnić. Ciepło jego ust było zbyt oszałamiające.
Spojrzałem na niego. Oddychał szybko, a w jego oczach widziałem strach.
Powoli dotknąłem palcem swoich warg. Były jeszcze wilgotne. Moja dłoń drżała.
- Bummie... - szepnął. Pozwoliłem, by podszedł do mnie i delikatnie zagarnął w swoje ramiona. Oparłem głowę na jego piersi czując, jakbym śnił. Jego duża dłoń wolno głaskała moje włosy, a urywany oddech muskał kark gorącym powietrzem.
- Dlaczego? - spytałem cicho w jego koszulkę.
- Nie wiesz?
- Chcę to usłyszeć.
- Ja...
Tak bardzo pragnąłem tych słów. Były jak woda, bez której nie mógłbym dalej żyć. Bez której bym zwiędł. Jak kwiat.
- Czuję to samo co ty.
Strach? Radość? Zawód? Jongie nawet nie wiesz, ile uczuć miesza sie teraz w mojej głowie, więc czemu mówisz, że czujesz to samo?
- Miłość nie jest dla tchórzy, Jonghyun. - mruknąłem usiłując się odsunąć. Byłem zły? Nie powinienem mu pozwolić na pocałunek?
Jak trudno te słowa przeszły mi przez gardło...
- Daj mi szansę.
- Dlaczego?
...
- Bo cię kocham.
Zachłysnąłem się powietrzem. Spojrzałem w górę, w jego oczy, które lśniły się lekko. Uśmiechnął się. Ja też się uśmiechnąłem. Jego usta były takie jak kiedyś. Ciepłe, słodkie i leniwe.

                                                           ***

         W rękach obracałem mały przedmiot. Obrączka lśniła w słońcu. Na wewnętrznej stronie wygrawerowany był mały napis. Nie powiem jaki. To tajemnica.
Nagle pierścionek wypadł z mojej dłoni. Z cichym brzękiem potoczył się po podłodze. Moje ręce drżały zbyt bardzo...
- Onew? - podskoczyłem ze strachu, zgarniając błyskotkę do ręki.
- Tak Minnie?
- Umówiłem ci wizytę u lekarza. To chyba nie jest normalne, że serce bije tak szybko. Może jesteś chory? - usta wygiął w podkówkę i spojrzał na mnie zatroskany.
Chory? Jeśli miłość można porównać do choroby to jestem śmiertelnie chory. Zapłaciłbym każdą cenę za lekarstwo. Ale na niektóre choroby nie ma antidotum.

poniedziałek, 15 października 2012

Replay IX


          Siedział na łóżku. Nogi zgiął w kolanach, by położyć na nich brodę. Przetłuszczoną, poplątaną grzywkę podpiął kilkoma wsuwkami. Był blady. Pod oczami widniały ciemne sińce, a wąskie wargi były popękane. Dłonie zacisnął w pięści, zbyt mocno drżały. Nie chciał, żeby on wiedział, że się denerwuje. Zaledwie dwa dni temu był krok o śmierci, a teraz denerwuje się głupią rozmową. Uśmiechnął się krzywo mówiąc:
- Chciałeś mi coś powiedzieć, czekam.
Chłopak po drugiej stronie pokoju westchnął i podszedł do niego wolnym krokiem siadając na skraju łóżka. Chwilę mierzyli się wzrokiem, ta chwila wystarczyła, aby jego serce zaczęło bić jak oszalałe.
- Nie wydaje ci się, że powinniśmy porozmawiać?
- O ile dobrze pamiętam, ostatnio nie byłeś dla mnie taki miły. - odparł z sarkazmem starając się wyprzeć z pamięci, chwilę, gdy się obudził.
- Jong? - ostrożnie podparł się na łóżku. Obok niego, skulony na niewygodnym, szpitalnym stołku, spał Jonghyun. Nie wiedział jak jego dłoń znalazła się na jego włosach. Wiedział tylko jedno, chce zobaczyć jego twarz, chce usłyszeć jego głos. Ten głos, który mówił...
- Key? - zaspany, niewyraźny, zachrypnięty. Chłopak przetarł oczy jakby nie wierzył w to, co widzi, a potem zgarnął go w swoje silne ramiona w czułym, niedźwiedzim uścisku. - Bummie, Bummie... myślałem, że cię straciłem. - szeptał w jego włosy, a jemu zdawało się, że znowu śni.

- Bummie... - duża dłoń ujęła drugą, mniejszą. Zadrżał. Chciał się wyrwać, uciec, odsunąć się. Chciał zapomnieć o tym, co mu zrobił, lecz nie potrafił. Mimo tego, siedział dalej sam lekko ściskając rękę Jonghyuna.
- Powiedz to jeszcze raz. Chcę... chcę wiedzieć, czy... to prawda. - szepnął nie patrząc na niego. Potrzebował tylko słowa. Dwóch słów. Nie! Trzech. Przepraszam. Kocham cię. Tylko trzy słowa. Był głupi, tak. Ale wiedział, że mu przebaczy. Tylko trzy słowa.
- Co mam powiedzieć, Bummie? - spytał Jong.
- To, co mówiłeś, gdy byłem nieprzytomny.
Jonghyun zesztywniał. Wydawał się zszokowany tym, że Key wszystko słyszał, lecz po chwili odwrócił się w jego stronę i otworzył usta, by coś powiedzieć. Nic jednak nie powiedział. Nerwowo przeczesał swoje czarne włosy i spróbował raz jeszcze:
- Wiesz, Key... ja... ja chciałem... - on tylko patrzył się na niego. Głupia nadzieja! Tak bardzo chciał, żeby to powiedział. Tak bardzo chciał, żeby to wszystko nie okazało się tylko snem. - Chciałem... bo ja... - zagryzł wargi. Więc nic z tego? Poczuł jak w gardle rozrasta mu się wielka gula sprawiając, że do oczu napłynęły łzy. Nie chciał płakać. Nie chciał dawać mu tej satysfakcji.
Nagle w jego głowie pojawiły się te wszystkie obrazy. Jonghyun przezywający go. Jonghyun popychający go. Jonghyun, który... który... go zgwałcił.
Nie zauważył, kiedy po jego policzkach popłynęły łzy dopóki jego kciuki nie otarły ich delikatnie. Odsunął się z obrzydzeniem.
- Rozumiem. - powiedział tylko chcąc wstać, lecz zachwiał się i upadłby, gdyby nie on.
- Key zrozum, to nie jest...
- Co chcesz powiedzieć? To nie jest łatwe? Myślisz, że świadomość, że mój przyjaciel mnie nienawidzi jest łatwa?! Że...że...ból, kiedy ty...ty... to robiłeś... - głos mu się załamał. Schował twarz w dłoniach, lecz starszy przyciągnął go do siebie. Nie oponował. Nie miał siły. - Dlaczego mnie nie zostawisz? Zrób to. Przecież mnie nienawidzisz...
- To nie prawda, Kibum.
- Więc co jest prawdą do cholery? Chcę ją usłyszeć! - odsunął się od niego uderzając o jego klatkę piersiową pięściami.
Cisza.
- Nawet nie masz odwagi powiedzieć mi tego w twarz. - szepnął schodząc z łóżka.
On go nie zatrzymywał.

                                                           ***

         Śnił mu się. Codziennie. Widział jak idzie do niego i uśmiecha się, lecz nigdy się nie spotkali. Zawsze z mroku wyłaniała się ta ręka, a Minho znikał w pokoju Kibuma.
         Minnie słyszał jak Jong i Key kłócą się. Słyszał też, jak Jong mówił, że kocha Kibuma, gdy ten spał. Czy tak ma wyglądać miłość? Czy osoba, która kocha drugiego człowieka, może go krzywdzić? Czy tylko świadomość, że możemy tą osobę stracić, motywuje nas do działania?
Ale on już nie potrafi. Nie potrafi działać. Nie ma siły. Może Onew miał rację. Może do miłości trzeba dojrzeć. Może jest za młody, by mieć siłę do walki.
Ale on tak bardzo chciał...
- Minnie, Minnie, co się stało? - Minho podbiegł do niego zrywając z niego kołdrę, którą był przykryty.
Taemin spojrzał na niego zdziwiony. Jego wielkie oczy były czerwone od płaczu, a na policzku widniał ślad po poduszce.
- Dlaczego płaczesz? - raper usiadł obok niego ścierając ślady łez z jego twarzy.
- Zostaw mnie! - krzyknął strącając jego dłoń. Odwrócił się, by nie widział, jak łzy ponownie wypływają spod jego powiek. Usta drżały hamując szloch.
- Minnie... - spróbował jeszcze raz raper kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Idź do Key! Dlaczego nie jesteś z nim?! - zaszlochał młodszy zrywając się z łóżka. - Miałeś być moim bratem! Miałeś...miałeś... - głos mu się załamał i stojąc na środku pokoju rozpłakał się zakrywając twarz wielką poduszką.
- Przepraszam... nie wiedziałem...
- Ty nic nie wiesz! Key miał rację, miłość jest jak narkotyk. Na końcu jest tylko ból...
- Miłość? - Minho wydawał się być zdezorientowany.
Jak bardzo chciał teraz podbiec do niego i rzucić mu się na szyję. Jak bardzo chciał, by objął go i powiedział, że zawsze może na niego liczyć. Tak, jak na początku...
Czy miłość może istnieć bez przyjaźni?
- Zakochałem się... ale ty nawet tego nie zauważyłeś... - szepnął patrząc się w ziemię.
Minho stał jak zbaraniały.
Czy to możliwe, by był tak ślepy? Czy to możliwe, że te wszystkie wyglłupy Tae, chodzenie za ręce, noszenie na rękach... czy to możliwe, że dla niego znaczyły coś więcej niz zwykła zabawa?
Podniósł wzrok chcąc coś powiedzieć, lecz zobaczył tylko gniewne spojrzenie Onew tuż nad rozczochraną czupryną maknae wtulającego się w niego kurczowo.
Coś zakłuło go w sercu. Lecz nie wiedział, co.

                                                            ***

        - Minnie, Minnie nie płacz proszę. - głos Onew był spokojny i czuły. Jego dłoń wolno głaskała jego włosy, a koszulka była cała mokra od jego łez.
- Nikt mnie nie kocha... - zaszlochał.
- Ja cię kocham Taeminnie. - powiedział całując jego kosmyki.
Kocham cię Lee Taeminie. Kocham cię o wiele bardziej niż brata.
- Ale to nie jest prawdziwa miłość.
Jest prawdziwsza niż myślisz.
- Czym jest dla ciebie prawdziwa miłość?
- Zaufaniem. Przyjaźnią. Świadomością, że druga osoba jest i zawsze będzie.
- Ufasz mi, Minnie?
Wielkie czekoladowe oczy Taemina spoczęły na zatroskanej twarzy leadera. Po chwili przytaknął lekko nie przestając się w niego wpatrywać.
- Przyjaźnimy się?
- Chyba tak, hyung...
- Wiesz, że gdy jest ci smutno, zawsze możesz do mnie przyjść?
- Wiem, ale...
- Czy to nie jest miłość?
Spojrzał na niego zdziwiony. Onew miał rację. Ale czegoś brakowało. Czegoś, czego nie umiał opisać.
Nie odpowiedział mu. Zamiast tego po prostu wtulił się w jego ramiona. Lubił się do niego przytulać. Ramiona Onew zawsze były takie ciepłe, a przy uchu słyszał ciche bicie jego serca.
- Onew?
- Tak, Minnie?
- Dlaczego twoje serce bije tak szybko?

                                                          ***

        Czym jest dla ciebie prawdziwa miłość? Zaufaniem, przyjaźnią, świadomością, że druga osoba jest i zawsze będzie.
Czy ufa Minho? Nie teraz. Czy był jego przyjacielem? Kiedyś. Czy wie, że on zawsze będzie...?
Czy to jest miłość?
Nie?
        Serce Onew nadal bije tak szybko. Śpi z uśmiechem na ustach, a jego oddech jest spokojny. A on mu ufa. Przyjaźnią się. I wie, że...
Dlaczego jednak wstaje z łózka i na palcach wychodzi z pokoju? Idzie do salonu i wspina na parapet. Z okna dziesiątego piętra apartamentowca widać las biurowców rozświetlających noc.
- Przeziębisz się. - Minho kładzie koc na jego ramionach i siada obok niego. Siedzą chwilę w ciszy wpatrując się w krajobraz za oknem jakby bali się spojrzeć na siebie nawzajem.
- Kogo kochasz Lee Taeminie? - cichy głos przełamuje ciszę. Oczy rapera błyszczą się w ciemności, kiedy wpatruje się w niego intensywnie. A on czuje, jak gorąco rozlewa się po jego ciele i wie już, co odpowiedzieć.


środa, 3 października 2012

Replay VIII


          Tak, wiem, długo nie pisałam. Ale uwierzcie, że po trzech nocach spędzonych w pociągu człowiek nie ma siły na nic więcej ^^ Do tego doszedł początek roku akademickiego, ogarnianie tego wszystkiego, aklimatyzacja ( chyba nie w moim przypadku -,- ). Nadal nie czuję się na siłach pisać, ale zmusiłam się do sklecenia kilku zdań. Zasłużyliście :)
----------------------------------------------------------------------

Kilkanaście dni później.

        Jak przez mgłę słyszał czyjś głos, łagodny, rozpaczliwy, znajomy. Lecz nie potrafił przypomnieć sobie do kogo należał...
        Jak przez mgłę słyszał słowa. Otulały go niczym ciepły koc sprawiając, że nie chciał się budzić. Pragną tylko jednego. By zawsze brzmiały w jego głowie.
        Czasem miał wrażenie, że ktoś go dotyka. Dłoń była silna, palce krótkie, a uścisk zdecydowany. Miał wrażenie, że zna ten dotyk. Lecz nie potrafił przypomnieć sobie do kogo należał...

                                                             ***

          - Dlaczego on się nie budzi? - pytanie zadawane codziennie z tą samą zaciętością. Codziennie otrzymywał tę samą odpowiedź.
- Jego organizm nie chce walczyć. Poddał się. - powiedział lekarz patrząc beznamiętnym wzrokiem na leżącego bez ruchu na szpitalnym łóżku Kibuma.
Jonghyun przygryzł i tak już czerwone, pogryzione wargi. Dłonią przejechał po włosach, próbując odgonić od siebie resztki snu.
- Powinieneś się przespać. Ja przy nim posiedzę. - Minho poklepał go po plecach dając znak by wyszedł. Jong spojrzał na niego z powątpiewaniem, lecz gdy zakręciło mu się
w głowie postanowił, że jednak trochę się prześpi.


         Onew westchnął widząc, jak oczy Taemina najpierw rozszerzają się ze zdziwienia, by po chwili zajść łzami. Chłopak odwrócił się szybko od szyby za którą leżał Minho ostrożnie przytulający bezwładne ciało Key, wtulając się w jego ramiona.
Przyciągnął go do siebie obejmując w pasie.
- Chodź, pójdziemy na lody.
Ujął jego drobną rączkę w swoją chcąc odciągnąć od sali, lecz Tae zaparł się wyszarpując się z jego uścisku.
- Powinienem do niego pójść? Ja na prawdę nie chciałem mu źle życzyć...
- To nie twoja wina, Minnie. Chodź...
- Nie! Ja...  - umilkł spoglądając na duże dłonie Minho głaskające z czułością rozczochrane włosy Kibuma. Jego długie palce przejechały wolno po policzku Kima jakby badały delikatność jego skóry. Coś zakuło go w sercu. To mnie miał tak dotykać.
- Onew?
- Tak, Minnie?
- Czy to normalne, że chcę by on się nigdy nie obudził...? - spytał chowając zapłakaną twarz w jego bluzie. Jinki objął go uspokajająco gładząc po drżących od szlochu plecach. Na nosie czuł delikatne łaskotanie czarnej grzywki. Ciepły oddech chłopaka delikatnie muskał jego ramię.
- Jonghyun kocha Kibuma. Minho... Minho kocha Kibuma. A mnie nie kocha nikt...
Chciał zaprzeczyć. Krzyknąć To nie prawda! Ja cię kocham! , lecz tylko uścisnął go mocniej szepcząc słowa pocieszenia.
Od czasu wypadku Minnie stał się cichy. Wydawał się cieniem samego siebie. Jego dawny, szczery uśmiech zniknął, a on sam często stawał się zamyślony i nieobecny. Z Minho nie rozmawiał. Tylko on wiedział, dlaczego. Nie wiedział tylko dlaczego, ta wiedza sprawiała mu ból.
- Chodźmy.

                                                             ***

        - Lody!!! - delikatny głos Taemina rozległ się w jego uszach. Chłopak pociągnął go za rękę i już po chwili stali przed maszyną wyrabiającą białe smakołyki. Maknae przestępował niecierpliwie z nogi na nogę nie mogąc się doczekać, aż dostanie upragnioną słodycz.
- Proszę. - sprzedawca uśmiechnął się wręczając mu do ręki loda.
- Mmm... - zamruczał zatapiając usta w słodkiej śmietance. Zdawał się całkowicie zapomnieć o otaczającej ich szarej rzeczywistości. A może po prostu chciał uciec?
Onew wpatrywał się w niego z delikatnym uśmiechem na ustach czując, jak w jego sercu robi się cieplej.
 - Pyszne.  Hyung, chcesz trochę?
Jinki pokręcił tylko przecząco głową nie przestając wpatrywać się w jego błyszczące szczęściem oczy i białe wąsy nad różowymi usteczkami.
- Jesteś brudny. - zaśmiał się, kiedy chłopak skończył jeść i oblizywał sklejone palce.
- Gdzie? - zapytał poważnie wycierając rękami całą twarz. - Już?
- Nie. - uśmiechnął się. - Pokażę ci.
Jego dłoń dotknęła ust Taemina delikatnie ścierając z nich lodowe wąsy. Zatrzymała się na chwilę na pełnych wargach badając ich strukturę po czym ześlizgnęła dyskretnie wzdłuż karku.
- Hyung?
- Mhm. Tak? - gwałtownie zabrał rękę zakrywając rumieńce długą grzywką. Jego serce biło szybko. Zdecydowanie zbyt szybko.
- Pytałem się, czy wracamy już do domu.
- Ahh, oczywiście. Jeśli chcesz...
Co się z tobą dzieje do cholery?! Najpierw sam krzyczysz na Taemina, bo zakochał się w Minho, a teraz sam okazujesz się być taki sam!
- Więc chodźmy. - drobna rączka wsunęła się w jego dłoń i pociągnęła do przodu. A on potrafił myśleć tylko o tym, że już nigdy nie chciałby jej puścić.


                                                         ***

          Jak przez mgłę słyszał czyjś głos, łagodny, rozpaczliwy, znajomy. Wiedział, do kogo należy i nie chciał go więcej słyszeć. Tak będzie lepiej, myślał i znów się poddawał.
          Jak przez mgłę słyszał słowa. Otulały go niczym ciepły koc sprawiając, że dusił się pod ich ciężarem. Te wszystkie obietnice, te wszystkie kłamstwa... On wiedział jedno; nie chciał tam wracać.
          Czasem miał wrażenie, że ktoś go dotyka. Dłoń była silna, palce krótkie, a uścisk zdecydowany. Znał ten dotyk. Gdyby mógł uciekł by, odtrącił nachalne dłonie. I chociaż serce lgnęło do ciepła drugiego ciała, umysł uciekał jak najdalej.
          Nie chciał się obudzić.

                                                        ***

         Noc. Nie pamiętał już, która z kolei. Zasłony w pokoju były nadal w tym samym kolorze, a księżyc jasny, jak zawsze, gdy do niego przychodził.
Usiadł na krześle i nieśmiało ujął jego dłoń. Tak bardzo pragnął, by odwzajemnił jego uścisk. Pragnął, by się obudził, odtrącił go, zbeształ. Ale obudził. To tak bardzo bolało. Urwane słowa kocham cię. Słowa, których nie zdążył usłyszeć...
Jesteś tchórzem, Jonghyun. Powtarzał sobie co noc. I co noc miał ochotę zasnąć razem
z nim.
- Bummie. Bummie, słyszysz mnie? Wiem, że zrobiłeś to przeze mnie. Zasłużyłem sobie na to. Zasłużyłem na to, żeby cierpieć. Ale ty nie jesteś niczemu winien! Bummie! - głos chłopaka lekko zadrżał. Dłonie poprawiły kołdrę układającą się w miękkie fale na bladym ciele. - Bummie, kocham cię, wiesz? Jestem tchórzem, bałem się, bałem... jesteś na mnie zły? Pewnie tak...
Lekki uścisk dłoni.
- Kibum?
Bicie serca. Głośne. Coraz głośniejsze.
- Kibum! Wróć do mnie! Potrafisz! Bummie, jeśli... jeśli... - słone łzy wpadające do zaschniętych ust - Jeśli ty nie wrócisz, ja pójdę do ciebie. Będziemy razem, już na zawsze.- rytmiczny odgłos rozbrzmiał w sali długo, ciągle. Zielona linia na monitorze ustała.


Bummie, kocham cię, wiesz?


Bummie, kocham cię, wiesz?

Bummie, kocham cię, wiesz?

Bummie, kocham cię, wiesz?
 

Bummie, kocham cię, wiesz?

Bummie, kocham cię, wiesz?

Bummie, kocham cię, wiesz?

Mgła rozrzedziła się lekko, a głosy stały się wyraźniejsze. Nie miał już jednak siły walczyć.
 

Jeśli ty nie wrócisz, ja pójdę do ciebie. Będziemy razem, już na zawsze.
 

Chodź do mnie, Jong. Już nie mam siły...Lekki uścisk dłoni był ostatnią rozpaczliwą próbą. Jakby chciał go zabrać ze sobą...

                                                           ***

- Jong? Jonghyun! - ktoś szarpał jego ramię. On jednak nie chciał otwierać oczu. Bał się, że gdy się obudzi, to wszystko okaże się prawdą, że jego już nie będzie...
- Jonghyun! - tym razem głos zabrzmiał bliżej, tuż przy jego uchu.
Poruszył się lekko. Poczuł ból w plecach. Twardy stołek na którym siedział przechylił się niebezpiecznie. Pod policzkiem czuł chłód pościeli.
Ktoś pociągnął go za włosy. Krzyknął głośno zrywając się z krzesła.
- Key..?





piątek, 21 września 2012

Replay VII

Rozdział wymęczony -,- 
Flirtowanie po angielsku z Azjatami powoduje, że chyba głupieję -,- Ale co raz bardziej przekonuję się, że są na prawdę inni niż wszyscy; o
Btw jakoś tak brak nastroju ; oo
--------------------------------------------------

          Kibum oddychał spokojnie swoim oddechem ogrzewając jego ramię. Delikatnie odgarnął kolorowy kosmyk spływający mu na oczy teraz przymknięte mlecznobiałą powieką. Odetchnął głęboko przypominając sobie wczorajszy wieczór i jego słowa:
- Jesteśmy przyjaciółmi, prawda Minho?
- Oczywiście. Czemu pytasz?
- Co byś zrobił, gdybym cię pocałował? To na prawdę takie... obrzydliwe? Przestałbyś się do mnie odzywać, jak on?
Minho westchnął wpatrując się w jego smutne, kocie oczy. Nienawidził, gdy Kibum był smutny. Nie mógł patrzeć na jego zaczerwienione oczy. Nie po tym, co mu opowiedział.
- Wyobraź sobie. Minho, proszę, odpowiedz.
Nie wiedział czemu przed oczami pojawiła mu się uśmiechnięta twarzyczka Taemina. Tysiące razy patrzył na jego usta. Przyglądał się ich strukturze, czuł je w mokrych, przyjacielskich pocałunkach. Gdy się uśmiechały robiło mu sie ciepło na sercu.
Ale Tae już dawno nie uśmiechał się szczerze. Jak dawniej.
Podniósł głowę, by odpowiedzieć, lecz zanim otworzył usta Key objął je swoimi wargami składając na nich krótki, czuły pocałunek.
Minho przez chwilę stał zszokowany. Dłoń sama powędrowała na wargi, przejechał po nich palcem, powoli.
- Odpowiesz mi teraz?
- Nie bój się, nie zerwę z tobą kontaktu przez jeden przyjacielski buziak. - uśmiechnął się do Kibuma próbując opanować emocje rozrywające go na tysiące kawałków.
- Ale podobało ci się?
- Key ja...
- Podobało?
- Tak. - westchnął obejmując chłopaka który wtulił się w niego nieśmiało.

Nie był pewien, czy dobrze zrobił.
Przymknął oczy chcąc zasnąć, lecz głośne uderzenie sprawiło, że serce podeszło mu do gardła. Taemin! Tylko on oprócz nich był teraz w domu.
Zerwał się z łóżka zrzucając śpiącego Key ze swojego ramienia i wybiegł na korytarz. Słaba łuna światła oświetlająca przedpokój dobiegała z łazienki. Otworzył drzwi. Maknae leżał na podłodze. Nieprzytomny. Minho poczuł, jak robi mu się słabo. Chciał kogoś zawołać, lecz z jego ust wydobył się tylko cichy jęk.
Uklęknął przy chłopaku, wymierzając mu delikatne policzki. Widząc jego nieruchome, blade usta przypomniał sobie wczorajszy pocałunek z Kibumem. Oblizał wargi. Czy jego usta też smakowałyby tak słodko? Czy...
- Hyung... co się stało..?
- Zemdlałeś. - odpowiedział, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że Taemin jest nagi. Jego spojrzenie mimowolnie skierowało się na jego ciało badając bladą skórę, lekko zarysowane mięśnie brzucha, wystające kości biodrowe.
- Boli mnie... - usłyszał cichy głos.
- Coś cie boli? Gdzie? - panikował. Serce waliło mu jak oszalałe. Dlaczego nie wołał Key? Dlaczego wolał być z nim...sam?
- Tutaj. - Taemin złapał jego dłoń kładąc ją na swojej klatce piersiowej. Wolno przesuwał ją po swojej skórze, zahaczając o sutek, który delikatnie stwardniał.
Nie był w stanie nic powiedzieć. W gardle zaschło mu i jedyne co mógł to wpatrywać się w zarumienioną twarz Taemina i jego dłoń na jego dużej ręce pozwalającą mu badać jego ciało.
Nie! Przecież cos go boli!  Chciał zabrać jego dłoń. Chciał dotykać jego ciała. Nie! Nie, to nie jest normalne... Strzepnął dłoń maknae ze swojej uciskając lekko jego klatke piersiową.
- Tutaj? - zapytał. Chłopak lekko pokręcił głową. Przesunął dłonią w lewo patrząc jak na skórze Taemina pojawia się gęsia skórka.
- Tu? - ponownie uścisnął wpatrujac się w jego oczy i lekko przygryzioną wargę. Znów to samo. A gdyby tak...? Nie!
- Tak.
Tak? Czyżby powiedział to na głos? Spojrzał na niego. Jego wargi były lekko różowe. Pełne. Rozchylone...
- Pójdę po maść. Ubierz się. - szybko wyszedł z łazienki. Zatrzasnął drzwi opierając się o chłodną ścianę. Co się ze mną dzieje?! Dlaczego...? Spojrzał na swoją dużą dłoń. Długie palce trzęsły się lekko.
- Minho? Co się stało?
Przed nim stał Kibum. Przez chwilę po prostu wpatrywali się w siebie jakby chcąc odgadnąć, czy wczorajszy pocałunek coś znaczył. Nie wytrzymał. Wyminął go i poszedł do kuchni. Był cały mokry ze zdenerwowania.

          Gdy smarował maścią klatkę piersiową Taemina, poczuł ukłucie w sercu. Coś jakby wyrzuty sumienia? Smutek? Lecz ani się obejrzał uczucia zniknęły, nie został po nich ślad.


                                                            ***

          Siedział na parapecie. Chłodne powietrze rozwiewało jego starannie ułożone włosy, koszulka była pomięta. Nogi zwisały swobodnie nad pogrążonym w mroku mieście. Od czasu do czasu machał nimi jakby próbując odgadnąć, czy mógłby chodzić w powietrzu.
Usłyszał szczęk zamka. Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że to Minho. W jego nozdrza uderzył delikatny, acz męski zapach bruneta zmieszany z owocowym zapachem włosów maknae. Przymknął oczy delektując się nim przez chwilę.
- Zależy ci na nim, prawda? - spytał cicho.
- Na kim? - Minho wydawał się nie rozumieć jego pytania.
- Lubisz Taemina, to widać.
- Wydaje ci się. - raper usiadł na łóżku rozprostowując nogi. - Zamknij okno bo się przeziębisz.
Jak zwykle. Praktyczny aż do bólu.
- Minho?
- Mhm?
- Mógłbyś pocałować mnie jeszcze raz? - odwrócił się w jego stronę wpatrując się uważnie w jego twarz. Lecz twarz Minho nigdy nie zdradzała żadnych emocji. - Jeżeli nie zależy ci na Taeminie... Minho? - powtórzył, gdy brunet nadal nie odpowiadał.
- Jesteśmy przyjaciółmi. Przyjaciele się nie całują. - powiedział w końcu z westchnieniem przeczesując sobie włosy. Jakby nie wiedział, co zrobić z rękami.
- Powiedziałeś, że ci się podobało! - Key zeskoczył z parapetu przypierając go rękami do ściany.
- Kibum, ja...
- Lubisz go.
- Nie, ja...
- Zamknij się. Nie chcę cię dalej słuchać.
Głośne trzaśnięcie drzwi.
- Jo..Jong?

          Chciał dobrze. Cały dzień spędził na siłowni chcąc pozbyć się tych wszystkich niepotrzebnych myśli kręcących się w jego głowie. Chciał pozbyć się strachu i tej wielkiej guli, która pojawiała się w jego gardle, gdy tylko chciał się do niego odezwać.
Zdecydował się. Po prostu. Męska decyzja. Powie mu. Przeprosi. Będzie błagał o wybaczenie. Ręka już wyciągała się w stronę klamki, gdy usłyszał te słowa. Mógłbyś pocałować mnie jeszcze raz? Dłoń opadła wzdłuż ciała, a on opadł na podłogę nie zdolny ustać o własnych siłach. Był pewny. Był pewny, że Kibum będzie go kochał. Już na zawsze. Przecież tak mu kiedyś powiedział. Że zawsze będzie go kochał...
- Jo...Jong?
Jego głos. Tak blisko. Zdziwiony i przestraszony. Dlaczego nie odchodził? Dlaczego stał przed nim, a on czuł na sobie jego spojrzenie?
Podniósł się powoli spoglądając na niego, lecz Key odwrócił wzrok.
- Key... - złapał go za rękę.
- Zostaw mnie! - szatyn odskoczył jak oparzony. W jego oczach zobaczył strach. Cofał się. Wolno szedł w stronę łazienki.
Nie mógł pozwolić mu uciec.
- Poczekaj! - krzyknął przyciągając go do siebie.
Był tak blisko...
- Ja...
Drżał.
- Spójrz na mnie!
Dlaczego krzyczał? Dlaczego tak mocno ściskał jego chude ramiona? Bał się. Tak bardzo się bał, że wszystko zepsuł. Nie mógł znieść tego uczucia. Nie mógł znieść porażki. Przecież on nigdy nie przegrał. Przecież on do jasnej cholery miał zawsze go kochać! Na pewno tak jest, na pewno...
- Key ja...
...
kocham cię.
...
Key?
Pustka. Dłonie zaciśnięte w pięści.
Odszedł.

                                                                ***

Lubisz Taemina.
Zależy ci na nim.
Lubisz go.
To widać.

Nie! To nie prawda! Po prostu się nim opiekuje. To na pewno jakiś instynkt ojcowski, lub coś w tym rodzaju.
Mógłbyś pocałować mnie jeszcze raz?
Powiedziałeś, że ci się podobało!

Usta Kibuma. Spokojny oddech na jego ramieniu. Jego kocie oczy wpatrujące się w niego intensywnie.
- Minho? - Taemin wpełzł na jego kolana przytulając się do jego klatki piersiowej. Jego zimne dłonie oplotły jego kark.
Lubisz Taemina.
- Zostaniesz ze mną dzisiaj? - jego miękki głos przy jego uchu.
- Chciałbym Minnie, ale...
- Ale?
- Key...
- Miałeś być moim bratem! Już nie pamiętasz? Czy tak zachowuje się brat? Minho! Minho... brakuje mi ciebie. - drobne ciałko wtuliło się w niego mocniej. Jakby Tae bał się, że Minho zaraz ucieknie, odfrunie, jak ptak.
- Szybko! Key... Key on.. - Onew cały drżał. Oparł się zdyszany o szafę, nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Otworzone gwałtownie drzwi skrzypiały lekko.
Podniósł się z łóżka niemal biegiem wymijając leadera. Na korytarzu było słychać płacz Jonga.

czwartek, 13 września 2012

Replay VI

        
Yumeki - notki planowałam dodawać co tydzień w piątki albo czwartki, ale nie zawsze wychodzi to tak, jak ja chcę ^^ Czasem może pojawić się jakiś bonus wcześniej, a jak wena mnie opuści (tfu! tfu! odpukać!) możliwe, że nie pojawi się nic.

Dzisiaj jakoś długo mi wyszło. Chyba najdłuższy mój rozdział hahah xD
--------------------------------------------------------------

          Woda przyjemnie chłodziła jego zmysły. Zimne krople leniwie spływały po jego ciele badając każdy skrawek jego skóry, były ciekawskie i natrętne. Przymknął oczy
i oparł się o śliskie kafelki pozwalając by strumień padał mu na twarz. Miał ochotę odkręcić prysznic jeszcze mocniej by ten go spoliczkował. Miał ochotę zacisnąć dłonie w pięści
i rozbić szklane drzwi do kabiny, lecz gdy tylko robił zamach, jego dłoń zostawiała na zaparowanej szybie przeźroczysty ślad. Tylko ślad.

         Cichy szum autobusu zdawał się go usypiać. Oparł głowę o ramię przyjaciela pozwalając, by grzywka zakryła jego oczy. Jego głowa podskakiwała lekko, gdy Key "malował" obrazek na zaparowanej szybie.
- Patrz, Jong, to ty. - zaśmiał się wskazując palcem na swoje dzieło.
Niechętnie podniósł wzrok napotykając śmiesznego dinozaura stworzonego przez palce Kibuma. Obok niego było małe serduszko.
- Dlaczego narysowałeś dinozaura?! Czy ja tak wyglądam?!  - oburzył się czochrając jego misternie ułożone włosy.
Znowu to uczucie. To, którego tak bardzo się bał. Wyciągnął rękę i zmazał rysunek kryjąc szczęście i zmieszanie za maską złości.
- Eeej! - Key wydął usta w podkówkę. - Jak śmiesz niszczyć moje dzieło! Starałem się!
- Wysiadamy. - powiedział tylko zauważając niedaleko ich przystanek.


Szybko zmazał ślad dłoni czując jak narasta w nim złość. Dlaczego to wszystko mu się przypomina?! Dlaczego musiał znów go spotkać?!

                                                              ***

          Key był samotny. Nikt nie wiedział o jego problemach. Nikomu nie mógł ich wyjawić.
Starał się. Tak bardzo się starał być silny.
          Z Jongiem nie rozmawiali. Starszy po incydencie pod prysznicem zdawał się całkiem go ignorować. To bolało. To bolało bardziej niż odbyt rozrywany przez jego członka. Chciał, by na niego krzyczał. Chciał, by go bił. To byłoby lepsze niż udawanie, że go nie widzi...
         Taemin, jego mały Minnie zdawał się traktować go jak wroga. Nie rozumiał, dlaczego tak się zachowuje, w końcu przecież nic mu nie zrobił. Zawsze starał się opiekować nim jak młodszym bratem.
          Onew to Onew. Przyszedł, pogadał, obiecał udobruchać Jonghyuna. Miał dużo innych zajęć. Nie chciał zabierać mu zbędnego czasu.
          Tylko Minho wciąż uparcie do niego przychodził, siadał obok i uspokajająco gładził po plecach. Jego głęboki głos sprawiał, że czuł się lepiej i przez chwilę zapominał
o wszystkim. To stało się takim ich zwyczajem. Nocne rozmowy, przytłumione głosy i jego kojąca dłoń.
- Aaa! - krzyk. Kibum potrząsnął głową chcąc pozbyć się ostatnich myśli kłębiących się w jego głowie. Zasyczał cicho, gdy Minho wstając nie chcący nadepnął na jego stopę biegnąc gdzieś szybko. Gdy podniósł wzrok, był już przy Taeminie, który siedział na środku ich sali treningowej kurczowo trzymając się za kostkę. Brunet mówił coś do niego oglądając jego stopę. Potem wziął go na ręce i wyszedł z sali, a Tae wtulony w jego ramiona posłał Kibumowi spojrzenie pełne wyższości.


          Tak na prawdę nic mu się nie stało. Jednak dla Minho przytulającego go mocno, dla jego silnych ramion niosących go niczym księżniczkę, dla głosu, który szeptał w jego włosy, że wszystko będzie dobrze, warto było trochę poudawać. Wreszcie miał go tylko dla siebie.
- Najpierw Key, teraz ty. To dopiero debiut, a spotykają nas same kłopoty. - westchnął starszy wpatrując się w ścianę na przeciwko nich.
Taemin zacisnął pięści czując jak wzbiera w nim złość, gdy raper wspomniał o Kibumie. Miał ochotę wykrzyczeć mu prosto w twarz, że nie chce o nim słuchać, że nic go nie obchodzą jakieś jego głupie problemy. Jęknął cicho wtulając się w jego bluzę.
- Boli mnie noga. Chyba bandaż jest za ciasno... - mruknął z satysfakcją patrząc, jak Minho podnosi się i klęka na podłodze rozwiązując jego opatrunek.
- Aa! Ałaa! - krzyknął, gdy tylko raper dotknął jego nogi.
- Spokojnie Minnie, będę delikatny.
- To boli... Nie będę mógł tańczyć... Wszystkich was zawiodłem... - nie wiedział jak, łzy same napłynęły mu do oczu. Czuł się głupio okłamując Minho i miał ochotę płakać
z bezsilności, że musi się zniżać do kłamstwa by zdobyć trochę jego uwagi.
- Heej, nie prawda. - brunet usiadł obok niego zgarniając go w swój niedźwiedzi uścisk. Dużą dłonią głaskał jego włosy szeptając coś uspokajająco do jego ucha. Gorące powietrze owiewało delikatnie jego szyję. Wpełzł mu na kolana przytulając policzek do jego policzka. Otarł się o niego delikatnie czując na skórze delikatny zarost rapera. Wycierając łzy niby przypadkiem musnął ręką jego usta z powrotem chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. Na ciele czuł przyśpieszone bicie jego serca.            
Minho lekko drżał, wydawał się odrobinę nieobecny. A on tylko zamknął oczy wdychając subtelny zapach jego perfum, słysząc jak rytm ich serc, tak samo szybki, przeplata się ze sobą.
- Mogę dziś z tobą spać? - szepnął.
- Obiecałem Ki...
- Ale Minho! A jak będę chciał w nocy pić albo...
- Zostawię ci szklankę na półce.
- A może będzie mi się chciało do toalety...
- Minnie. - raper spojrzał mu w oczy ujmując jego twarz w swoje dłonie. - Obietnic trzeba dotrzymywać, chyba o tym... - nie musiał udawać łez. Minho go nie chciał. Minho będzie spać z Kibumem. Będzie obejmować Kibuma. Będzie...
- Dobrze już dobrze, będę spał z tobą. Tylko nie płacz.

          Powinien być szczęśliwy. Dlaczego nie był? Przy sobie czuł ciepło ciała Minho, który spał w przykrótkiej koszulce i bokserkach. Zdobył to, czego chciał, a jednak miał wrażenie, że wcale tego nie posiadł...

                                                              ***

         Koledzy nazywali go żartobliwie księżniczką Tae, a Minho był jego rycerzem, który codziennie znosił go ze schodów na śniadanie, obiad i kolację. Bandaż uwierał go
i denerwowało go to, że nie mógł tańczyć. Ale osiągnął cel. Minho był tylko jego.
Ale przecież nie mógł udawać wiecznie...
          Gdy "wyzdrowiał" raper, który teraz patrzył na niego trochę "inaczej", tak mu się przy najmniej wydawało, oznajmił, że przenosi się do pokoju Key.
- Przez cały tydzień byłem tylko przy tobie. Pamiętaj, jestem tuż za ścianą. Ale Key prosił mnie...
Nie odpowiedział mu. Wszystko znów legło w gruzach. Znów był małym, zagubionym, Minnie.

                                                              ***

          Bycie leaderem zdecydowanie nie było łatwym zadaniem. Onew zaczął żałować, że w ogóle zgodził się na tą propozycję. I nie chodziło tutaj o stosy papierów do podpisania piętrzące się na jego biurku grafiki i zalecenie dotyczące promocji płyty. Onew miał wrażenie, że nie rozumie swoich przyjaciół.
Wiedział, że z Key było źle. Był doskonale świadomy, że chłopak bierze tabletki uspokajające, słyszał jak wymiotuje w nocy i widział jego zaszklone oczy na próbach. Kibum drżał, gdy tylko ktoś na niego nakrzyczał. Chciał znów zobaczyć divę SHINee. Chciał, żeby jego blask olśnił go tak, jak wtedy, gdy pierwszy raz go zobaczył. Do tego doszła skręcona kostka Taemina. Ich głównego tancerza. Wszystko rozsypywało się jak domek z kart.Tylko Minho zdawał się jakoś ogarniać to wszystko. Był przy Key i był przy Taeminie.
Jonghyun był zagadką. W stosunku do nich zachowywał się przyjaźnie, zakumplował się
z Taeminem, który był szalenie zazdrosny o Minho i zdawał się być wrogo nastawiony do swojej ummy dlatego zakumplował się z Jongiem.
Onew złapał się za głowę. Skończył pisać sprawozdanie i wyszedł z pokoju. Musiał porozmawiać z Jonghyunem.

          - Mogę?
- Jasne, wejdź. - Jonghyun ruchem ręki zaprosił go do siebie.
Nastąpiła chwila ciszy, gdy Onew usadowił się wygodnie na łóżku obok niego. Odetchnął kilka razy i próbując wykorzystać swój nikły autorytet i spokojny głos powiedział:
- Nie wydaje ci się, że powinniśmy pogadać?
- O czym?
- O Kibumie.
Jong skrzywił się lekko, gdy wypowiedział imię młodszego Kima. Jego oczy błądziły gdzieś nerwowo, a palce splatały się ze sobą.
- Powiesz mi, co jest między wami? Oprócz tej nienawiści przez którą Key bierze tabletki
i płacze codziennie w poduszkę.
- Nic. Po prostu się nie lubimy.
- Jong, mnie nie oszukasz. Może nie chcesz o tym rozmawiać, ale... - leader położył mu rękę na ramieniu. Pod palcami poczuł, jak mięśnie młodszego się napinają.
- Masz rację, Onew. Nie chcę o tym gadać. - odparł strzepując jego dłoń ze swojego ramienia. Głos załamał mu się lekko. Odchrząknął i próbując opanować drżenie głosu dodał:
- Wyjdź już. Mam coś do zrobienia.
Ciche ale zastygło mu na ustach, lecz nic nie powiedział. Wrócił do siebie mając świadomość sromotnej porażki.

          - Onew..?
Rozczochrana brązowa czupryna wyłoniła się spod kołdry. Lee spojrzał na zegarek. Dochodziła druga w nocy.
- Jonghyun-ah?
- Możemy porozmawiać?
- O drugiej w nocy?
- Ok. Nieważne. - Jong wycofał się z pokoju.
- Nie! Czekaj. - zawołał go prze zwyciężając senność. Odgarnął kołdrę robiąc mu miejsce obok siebie.
- Onew, co sądzisz o gejach?
- O gejach? Jong przyszedłeś do mnie o drugiej w nocy pogadać o mojej tolerancji dla homoseksualizmu?!
- Onew...
- Są mi obojętni.
Chwila ciszy. Dwa bijące niespokojnie serca. Onew czekał. Widział, jak Jong walczy ze sobą. Jego usta otwierają się i zamykają jakby chciał coś powiedzieć, by po chwili jednak zrezygnować. Starał się wyglądać na silnego, lecz pod tą maską leader widział morze bezsilności.
- Przyjaźniliśmy się z Kibumem. Kiedyś. - powiedział w końcu. - To było kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Daegu. Byliśmy nierozłączni. - jego oczy zdawały się nie widzieć. Pod powiekami przesuwały się znajome obrazy, urwane filmy pełne krzyków i radosnego śmiechu.
- Key...zakochał się we mnie. - Onew poczuł jak ziemia zapada się pod nim. Zakręciło mu się w głowie, musiał sprawdzić, czy wciąż siedzi na łóżku. - Dawałem mu nadzieję. Też czułem do niego...coś więcej. - Jong mówił coraz ciszej. Zdawał się zupełnie zapomnieć
o obecności leadera. Wspomnienia musiały być bolesne. Onew widział jak jego pięści rozluźniają się i zaciskają nerwowo. - Odrzuciłem go. Bałem się tego uczucia. Nie chciałem, żeby ktokolwiek wiedział, że spodobał mi się chłopak. Po pewnym czasie... zacząłem wstydzić się Kibuma, wstydziłem się tego, że był gejem. Rozumiesz Jinki?! - spojrzał na niego pierwszy raz odkąd zaczął opowiadać. Jego oczy szkliły się, a wargi drżały lekko, jakby miał zaraz się rozpłakać. - Wstydziłem się własnego przyjaciela! - głos mu się załamał. Onew przygarnął go do siebie obejmując jego umięśnione ramiona. Czuł się, jakby śnił. - Key... on nigdy nie odpuszcza, wiesz? Cały czas się starał, nawet wtedy, gdy nasza przyjaźń już przestała istnieć. On... on pewnego razu skompromitował mnie. Wiedziałem, że wszystko to, co wtedy mówił, jest prawdą, lecz dla mnie liczyła się tylko opinia innych. On mnie zniszczył Jinki, wiesz? Nie mogłem znieść, że wszyscy wiedzą, że jestem gejem. Wyjechałem do Seulu. On został. Nigdy więcej się do siebie nie odezwaliśmy.
Koszulka Onew była mokra. Jonghyun płakał na jego ramieniu. Obiecał sobie, że będzie silny. Że nikomu nie powie. Że zachowa swoją maskę, przecież tak łatwo było udawać...
Jinki nic nie mówił. Był mu wdzięczny. Wystarczały mu jego ręce obejmujące go, gładzące uspokajajaco jego plecy. Wiedział, że zrozumiał.
          Tej nocy zasnął w jego łóżku. Nie miał siły wracać do siebie. Nie miał siły patrzeć na Kibuma. Nie teraz, gdy wreszcie uświadomił sobie, co do niego czuje.
- Jinki...?
- Tak?
- Ja... chyba nadal go kocham. - szepnął cicho, prawie niedosłyszalnie. Bardziej do siebie niż do niego, jakby bojąc się tych słów.
- Co z tym zrobisz? - zapytał leader wpatrując się w jego świecące w ciemności tęczówki.
- Nic. - odpowiedział czując, jak ogarnia go strach.

                                                                ***

        
          Któregoś dnia Onew zastał Taemina śpiącego w jego łóżku. Zawiniętego kołdrą niczym w kokon, spokojnie wtulającego się w jego poduszkę. Uśmiechnął się smutno. Wszedł głębiej do pokoju, otoczyła go ciepła, bezpieczna ciemność.
- Auć! - krzyknął, gdy jego stopa natrafiła na coś twardego. Ukryte w mroku stały dwie walizki. Na doczepionym do nich nieśmiertelniku widniał napis Lee Taemin.
Co ty znowu kombinujesz? Pomyślał, wolno podchodząc do łóżka i kładąc się obok chłopaka. Dopiero teraz zauważył ślady po łzach na jego policzku. Wyciągnął rękę lekko muskając jego gładką skórę. Taemin poruszył się otwierając oczy.
- Onew? - mruknął zachrypniętym głosem. Po raz pierwszy zwrócił się do niego nieformalnie.
- Przeprowadziłem się do ciebie. - dodał uciekając gdzieś spojrzeniem.
- A co z Minho?
- Minho już mnie nie potrzebuje.
- Minnie, nie mów tak. To nie prawda. Po prostu...
- Po prostu, co? Po prostu Key ma problemy i mu pomaga. Key jest smutny, więc go pociesza. Key potrzebuje pomocy to mu ją daje. Nienawidzę go! Niech się nażre tych tabletek i sobie idzie. - chłopak naburmuszył się zakładając ręce na ramiona.
Onew patrzył się na niego zszokowany. Przecież Key to była jego ukochana umma... Nie wiedział czy ten dzieciak stał się taki samolubny, czy to miłość powoduje, że człowiek staje się potworem.
- Nie wyrzucisz mnie, prawda? - jego psie spojrzenie sprawiało, że był gotowy zrobić wszystko.
- Oczywiście, że nie. - odparł czochrając jego włosy.
- Obiecaj, że mnie nie zostawisz.
- Obiecuję.


środa, 5 września 2012

Replay V


Podziękujcie tej piosence : SHINee - Keeping Love Again <3 21 odtworzeń bez przerwy. Możecie sobie zobaczyć, ja ktoś ma last.fm oto dowód xD Wprowadziła mnie w taki cudny, romantyczny, przyjemny nastrój, zrobiło mi się jakoś tak miło i ciepło *_* Co wcale nie poskutkowało takim rozdziałem... Ale on wcale nie miał być wesoły.
---------------------------------------------------------
Fragmenty tekstu pochodzą z piosenki Replay, SHINee.

----------------------------------------------------------------


(...)
Cokolwiek mówią, jesteś całym moim światem.
(...)
Szaleję, gdy na Ciebie patrzę.
Ale zaczyna mnie to męczyć.
Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz.
(...)


           - Byliście kiedyś zakochani?
- Nie.
- Nie.
- Nie.
- Nie.
- Tak.
- Kibum? Opowiesz jakie to uczucie? - nauczyciel śpiewu uśmiechnął się w kierunku zmieszanego Key.
- To... ja nie wiem, czy to dobry pomysł. - wymruczał chłopak patrząc w ścianę.
- Musicie wierzyć w to, co śpiewacie. Jonghyun, zaśpiewaj ten fragment.

(...)
Cokolwiek mówią, jesteś całym moim światem.
(...)
Szaleję, gdy na Ciebie patrzę.
Ale zaczyna mnie to męczyć.
Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz.
(...)


- Stop!
Szatyn spojrzał zdziwiony na nauczyciela.
- Coś nie tak?
- Byłeś kiedyś zakochany?
- Mówiłem już, że nie. - Jong wykrzywił twarz w ironicznym uśmieszku.
- Key, opowiedz koledze, jak wygląda miłość.
Kibum zesztywniał. Serce nagle zaczęło przyśpieszać, zakręciło mu się w głowie.
- Muszę do toalety! - krzyknął wybiegając ze studia. W kieszeni obcisłych rurek szukał małego, plastikowego pudełeczka.
         Oparł się o zimne kafelki oddychając głęboko. Przymknął powieki i połknął tabletkę. Dłonie zacisnął w pięści starając się opanować stres. Po chwili już wszystko było dobrze. Lecz gdy otworzył oczy, przed sobą napotkał zatroskane spojrzenie Minho.
- Wszystko ok? - spytał raper przysuwając się do niego.
- Jasne. - odparł wymijająco chcąc wrócić do sali, lecz młodszy złapał go za rękę przyciągając do siebie.
- Nie rób tego.  - powiedział.
- Nie wiem o co ci chodzi... - Kibum uwolnił się z jego uścisku i wrócił do studia.

          - Miłość to narkotyk. Z początku boisz się jej spróbować, boisz się cierpienia i bólu jaki ze sobą niesie. Jednak ciekawość zwycięża. I wpadasz. Miłość jest jak narkotyk, uzależnia. Jest szczęściem, euforią, snem, adrenaliną. Ciągle chcesz więcej. Nie zwracasz uwagi na niebezpieczeństwo. Na to, że kiedyś twój narkotyk zwróci się przeciwko tobie. I zostanie tylko ból. Smutek. Zostaniesz sam ze strachem przed następną próbą.
          Miłość to narkotyk. Z początku boisz się jej spróbować... Czy na prawdę tak dobrze mnie znasz, Kibum?
Jest szczęściem, euforią, snem, adrenaliną... Tak, jest snem. Gdy zamkniesz oczy, możesz kochać.
W rzeczywistości to nigdy nie okazuje się takie łatwe...
Zostanie tylko ból. Smutek. Jego łzy. Zagryzł wargę. Nigdy nie lubił, gdy płakał.
Zostaniesz sam ze strachem przed następną próbą. Czy na prawdę tak dobrze mnie znasz, Kibum? Ughh! Koniec! Jonghyun przetarł twarz dłońmi otrząsając się z dziwnych myśli, które pojawiły się
w jego głowie, gdy Key skończył opisywać miłość.
- Narkotyk do zło. - odparł naburmuszony. - Jeżeli miłość jest zła, dlaczego w teledysku mamy szczerzyć się do kamery?! - wybuchnął, a koledzy popatrzyli na niego zdziwieni. Wstał z krzesła
i wyszedł na korytarz. Lekcja i tak już miała się ku końcowi.


                                                                 ***
        

           - Przestań się na mnie gapić!
Był wściekły. Ten dzień od początku zaczął się beznadziejnie. Dlaczego nauczyciel przyczepił się akurat do niego? Że niby nie rozumie miłości... Że niby nie wie, co to jest... I bardzo dobrze! Przez to plugastwo całe życie spieprzyło mu się w jednej chwili.
Woda spływała leniwie po jego umięśnionym ciele. Czarna grzywka lekko przysłaniała błyszczące gniewem oczy.
Nie mógł znieść jego obecności. Nie mógł znieść tych cholernych wspomnień atakujących go za każdym razem, gdy go widział. Nie mógł znieść tego, że on tak dobrze go znał...
        Kibum odwrócił głowę nie odzywając się ani słowem. Dłonie drżały mu tak bardzo, że nie mógł utrzymać mydła.
Nagle Jonghyun przygwoździł go do obitej kafelkami ściany. Na ramionach poczuł silny uścisk jego dłoni, tych dłoni, które kiedyś... Przygryzł wargę. Bał się podnieść głowę, bał się na niego spojrzeć.
Jong ujął jego podbródek i zmusił by na niego spojrzał.
Serce jakby przestało mu bić. Był tak blisko...
- Mało ci tego, że przez ciebie musiałem zmieniać szkołę?! Wszyscy się ode mnie odwrócili! Teraz też chcesz wszystko zepsuć? Tak bardzo mnie kochasz?!
Zamurowało go. Otworzył usta chcąc coś powiedzieć, lecz zamknął je z powrotem zrezygnowany. Lekko przytaknął gapiąc się w ziemię. Nie miał już nic do stracenia. Chciał jak najszybciej stąd wyjść i wziąść tabletkę. Czuł jak jego ciało pokrywało się potem, a dreszcze przechodziły wzdłuż kręgosłupa. Zakręciło mu się w głowie, lecz nim zdążył upaść Jonghyun wbił się boleśnie w jego wargi. Zesztywniał. To uczucie... To uczucie, które zniknęło już tak dawno. Teraz wszystko wróciło. Nie myślał o niczym. Nie zadawał pytań. Oddał pocałunek pojękując cicho, gdy chłopak boleśnie przygryzał jego usta zaciskając dłonie na jego chudych ramionach. Jego ręce zaczęły błądzić po jego ciele. Byli nadzy i mokrzy. To uczucie...
- Jong?
- Czyżby obleciał cię strach, Key?
- Co ty robisz...?
To przestraszone, zdezorientowane spojrzenie.
- Czy nie tego chciałeś? - szepnął mu do ucha przygryzając je lekko.
- Ale... ale... Jong... - przyjemność zamieniła się w strach.
- Pytam się, czy nie tego chciałeś?! - krzyknął, a on skulił się pod jego spojrzeniem.
Bał się cokolwiek powiedzieć. Bał się wykonać jakikolwiek ruch.
Palce Jonghyuna ujęły jego męskość. Dłoń przesuwała się rytmicznie z góry na dół. Nie mógł nic poradzić na przyjemność rozlewającą się po jego ciele. Przymknął oczy wypuszczając spod powiek kilka łez, które od razu zmieszały się z zalewającą ich wodą.
- Jesteś jak zwykła dziwka, Key. Wystarczy jeden dotyk, a jęczysz jak zawodowa kurwa.
Powieki uniosły się szybko. Chciał go odepchnąć, lecz Jonghyun trzymał go mocno.
- Puść mnie! Puść!
- Tego chciałeś, Kibum. Dam ci całego siebie. - usłyszał słowa, a potem rozrywający ból przeszył całe jego ciało. Jong wszedł w niego bez ostrzeżenia, od razu zaczynając penetrację. Poruszał się w nim szybko, brutalnie. Prysznic zagłuszał jego krzyki. Cienka strużka krwi spłynęła po jego łydkach by zaraz zniknąć w odpływie kanalizacyjnym.
Upadł na kolana. Nie mógł w to uwierzyć. Nie mógł uwierzyć w to, że on mógł to zrobić.
- Miłość jest jak narkotyk, Kibum. - usłyszał słowa.
Nie mógł uwierzyć, że będzie potrafił tu zostać.
Masz rację Jonghyun, jestem kurwą. Ale jestem kurwą, która cię kocha.


                                                              ***
 

(...)
Cokolwiek mówią, jesteś całym moim światem.
(...)
Szaleję, gdy na Ciebie patrzę.
Ale zaczyna mnie to męczyć.
Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz.
(...)

 

          To znaczy...że to właśnie jest miłość?
- Minnie? Idziesz ze mną na zakupy? - głowa Minho pojawiła się za w pół otwartymi drzwiami.
Szaleję, gdy na Ciebie patrzę.
- Tak! - Taemin zerwał się z łóżka prawie natychmiast wybiegając z pokoju, gdzie czekał już na niego raper. Minho uśmiechnął się do niego czochrając lekko jego przydługą czuprynę.
Znów to dziwne uczucie w dole brzucha...To dziwne uczucie, które sprawiało, że nawet po całym dniu treningów nie miał ochoty na swoje mleko bananowe.
Ale zaczyna mnie to męczyć.


                                                             ***
 

          Wieczorem widział jak Kibum wymiotuje. Jego chude ciało pochyla się nad kabiną prysznicową, drżące stopy lekko kołyszą się na mokrej jeszcze podłodze.
- Wszystko dobrze? - spytał po raz kolejny dzisiejszego dnia.
Key odwrócił się do niego szybko, przestraszony.
- Minho?
- Nie bój się, nikomu nie powiem. - uspokoił go raper.
Oczy Key zaszkliły się. Wtulił się w niego szlochając, a on delikatnie gładził jego plecy.

          Miłość jest jak narkotyk. Na końcu zostaje tylko ból. I smutek.
Zsunął się po białej ścianie. Przełknął ślinę walcząc ze łzami. Spojrzał na łóżko na przeciwko niego, było puste. Minho nie było. Minho był z Key. Minho był z Key, który wtulał się w jego umięśnione ciało. Silne ręce Minho obejmowały Key.
Jego ręce powinny obejmować mnie!
Nawet sam nie wiedział, kiedy się rozpłakał.
Zrezygnowany wziął swoją wielką poduchę i poczłapał na drugi koniec korytarza. Onew leżał w łóżku przykryty prawie pod samą szyję. Gdy wszedł zerwał się jakby zobaczył ducha, lecz po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech. Taemin lubił uśmiech swojego hyunga. Onew uśmiechał się tak, że jego brązowe oczy zamieniały się w dwie, wąskie szparki.
- Mogę z tobą spać, hyung? - spytał nieśmiało, podchodząc do łóżka.
- Oczywiście, Minnie. Właź. - starszy odsunął kołdrę i zrobił miejsce obok siebie. - Co się stało?
- To przez ten narkotyk... - wyszeptał Taemin wtulając się w zdziwionego leadera. Po chwili zasnął.
 

(...)
W moim sercu rysują się wspomnienia
To boli (...)
Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz.
(...)